Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cuernavaca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cuernavaca. Pokaż wszystkie posty

10/11/2025

Czerwony biskup

 Buenos dias!

Niedawno byłem na projekcji filmu dokumentalnego w reż. Francesco Taboada Tabone zatytułowanego „Obispo rojo” (Czerwony biskup), 2024. Długi, ponad trzygodzinny dokument opowiada o działalności meksykańskiego biskupa diec. Cuernavaca (w której już od trzech lat posługuję) Sergio Méndez Arceo. Film zrodził we mnie oraz potwierdził kilka refleksji, nie tylko na temat Kościoła, ale także odnośnie socjalizmu oraz teologii wyzwolenia.

Kim był don Sergio?

Urodził się w Tlalpan (miasteczko wchłonięte przez stolicę). Wywodził z wpływowej rodziny pochodzącej z Michoacán. Jego wujem był prezydent Lázaro Cardenas del Rio. Był najmłodszym z dwanaściorga dzieci. Uzdolniony matematycznie pragnął zostać inżynierem. Jednak kiedy miał zaledwie 14 lat pod wpływem innego wuja, arcybiskupa José Mora y Rio, który narzekał na brak księży i jednoczesny wzrost liczby protestantów w Meksyku, młody Sergio zapragnął być księdzem. Na jego pragnienie ojciec zareagował słowami: „Chciałem powiedzieć tobie tylko jedną rzecz, synu: nie ma gorszej polityki niż ta czarna” (czyli kleru)

Przez 11 lat Sergio studiował w Rzymie. W roku 1938 przyjął święcenia kapłańskie a rok później obronił doktorat z historii. Wrócił do rodzinnego Meksyku gdzie podjął pracę jako profesor historii i filozofii w Centrum Kulturalnym Hidalgo, która później przemianowana została w Uniwersytet Iberoamerykański. Kontynuował również swoje studia na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie.

Niepokorny biskup?

Sergio Méndez Arceo (1907-1992) był siódmym biskupem diecezji Cuernavaca. Miasto to wyrosłe na pradawnej kulturze azteckiej wiąże się z osiedleniem się tutaj Hiszpanów. Punkt strategiczny wyprawy Cortesa: położone niedaleko stolicy azteckiej Tenochtitlán  (dzisiaj ogromna stolica Miasto Meksyk) oraz dogodny dla Europejczyków klimat.

W niektórych swoich homiliach Arceo sugerował wypracowanie wspólnego projektu mającego na celu solidarne zjednoczenie państw Ameryki Łacińskiej przeciwko siłom imperialistycznym. Ta perspektywa uczyniła z biskupa Sergio głównym przedstawicielem procesu wolnościowej (wyzwoleńczej) polityki społecznej Meksyku w latach 1970 i 1980.

Pierwszy reformator liturgii

Wewnątrz Kościoła w Meksyku jako pierwszy wprowadził jeszcze przed Soborem Watykańskim II wielkie zmiany liturgiczne, których wybitnym przykładem jest katedra w Cuernavaca, a zwłaszcza architektura jej wnętrza. Brak w niej barokowego przepychu, a króluje prosta, a zarazem głęboka symbolika. Miejsce wyjątkowe. Te reformy jednak nie były wtedy rozumiane i akceptowane, zwłaszcza przez pozostałych hierarchów Kościoła, także w Watykanie. Zainicjowały one jednak refleksję ewangeliczną wobec aktualnej wtedy sytuacji Kościoła roku 1970. Arceo wprowadził jako pierwszy w Meksyku Msze święte przy akompaniamencie mariachis (tzw. Misa Panamericana). Stworzono wtedy muzykę do poszczególnych części liturgicznych Eucharystii. Dzisiaj nie jest to czymś nowym. A Msze przy akompaniamencie mariachi do dzisiaj towarzyszą wielkim świętom liturgicznym Kościoła meksykańskiego. Można w nich odkryć zarówno piękno, jak i głębię tych kompozycji. Msze celebrowane w każdą niedzielę w katedrze o godz. 11.00 przez don Sergio gromadziły tłumy. Nie tylko ze względu na oprawę muzyczną, ale także na głoszone przez niego kazania, nasycone duchem teologii wyzwolenia.

Marks w kościelnej ławce

Jego aktywność pasterska skoncentrowana była na opracowaniu nowych strategii przygotowania obszaru i struktur organizacyjnych działalności ruchów społecznych. Jako podstawę do tych budzących się procesów społecznych Arceo wybrał socjalizm. W połączeniu ze społeczną nauką Kościoła. Tak zrodziła się teologia wyzwolenia, której Kościół nie aprobuje, jako zagrożenia dla tradycyjnej nauki katolickiej i jedności Kościoła uniwersalnego. Obawa przed marksizmem, który realnie może powodować promowanie przemocy zbrojnej (rewolucji, która jest założeniem centralnym marksistów) w walce o sprawiedliwość społeczną. Stąd Jan Paweł II, doskonale znający z własnego życia zagrożenia komunizmu, był radykalnym przeciwnikiem teologii wyzwolenia. Z tego powodu biskup Arceo nigdy wprost nie spotkał się z polskim papieżem w dialogu o kwestiach społecznych Ameryki Łacińskiej, choć tuż po wyborze Wojtyły na tron Piotrowy, miał okazję go spotkać podczas pierwszej papieskiej wizyty do Meksyku. Cóż, wystarczyło by jedno jego twierdzenie, które publicznie wyrażał stało się ono przeszkodą na drodze do spotkania przy stole dialogu: „Jedyne rozwiązanie dla Ameryki Łacińskiej to marksizm”.

Przypuszczam jednak, że brak spotkania don Sergio z papieżem to wynik działań otoczenia watykańskiego, a nie papieża, który był otwarty na wszelkie spotkania i dyskusje, również z ludźmi o odmiennych poglądach na życie czy działalność Kościoła. Innym powodem mogła być znajomość problemów Ameryki Łacińskiej z ust swoich doradców, a nie z osobistego spotkania z Ameryką. Stąd niezrozumienie następcy apostoła Piotra dla don Sergio i jego wizji pomocy biednym.

Precz z komuną!

Osobiste doświadczenie, jakie mam żyjąc od lat w Meksyku a także liczne podróże po krajach latynoamerykańskich, mnóstwo spotkań i rozmów, pozwala mi na głębszą refleksję na ten temat. Żyjąc w Europie była ona niekompletna.

Nie znaczy to, że nagle stałem się komunistą. Dostrzegam jednak wielką różnicę z upragnionymi tutaj ideami solidarności i jedności społecznej, które wśród ludzi skrajnie ubogich są po prostu jakimś znakiem nadziei na równość, lepszy świat i godne życie, a ich praktyką. Socjalizm w działaniu to komunizm, który pod przykrywką społecznej równości buduje despotyczną władzę, manipulacyjny i agresywny system kontroli państwa i zupełnie nie rozwiązuje problemów społeczeństwa. Niestety, taka wizja jest promowana również obecnie przez aktualny rząd Meksyku. Stanowi to wyzwanie przed Kościołem, który broni podstawowych praw do wolności i godności każdego człowieka. Manipulacje, kłamstwa polityczne, podstępnie próbują wepchnąć Meksyk w objęcia dyktatury opartej na wielu elementach ideologii komunistycznej. Dodatkowym problemem jest stale wzrastająca korupcja i przemoc, która nie ma żadnej kontroli. Patrząc na sytuacje wydaje się, że przeciwnie: ma przyzwolenie najwyższych władz państwowych.

Święty marksista?

Biskup Sergio widział rozłam między życiem bogatych i biednych. Sam pochodził z zamożnej rodziny. Ale widząc przepaść społeczną między jednymi i drugimi, opowiedział się radykalnie po stronie ubogich. Jest to szlachetne i dobre. Tylko należy zastanowić się nad skuteczną formą pomocy im. Moim zdaniem czerwona ideologia nie jest w stanie temu zaradzić.

Poznałem dwóch starszych księży, którzy dobrze znali oraz mieli częsty bezpośredni kontakt z biskupem Sergio. Nie mają wątpliwości, że był to charyzmatyczny i konsekwentny w swoich działaniach człowiek. Całkowicie oddany sprawie, którą postanowił się zająć. Należy nadmienić, że czas społecznych przemian nie był wtedy łatwym czasem. Padre José Luis Calvillo, ceniony biblista mówi, że można się zgadzać lub nie z poglądami bpa Sergio Méndez, ale był to święty człowiek, oddany sprawie najuboższych. Poprzez to wielokrotnie atakowany i prześladowany.

Biskupa Sergio Arceo Méndeza na pewno można nazwać prorokiem w kwestii liturgii – twierdzi padre Calvillo. Był nie rozumiany przez wielu, ale konsekwentny w swoich reformach i życiu. Diecezja Cuernavaca, jej kler i przede wszystkim biskup byli postrzegani w Meksyku (i nie tylko) jako rebelianci i wywrotowcy. Prorocy starotestamentowi również nie byli widziani pozytywnie przez wielu, a jednak byli ludźmi Bożymi, którzy nieśli przesłanie Stwórcy dla świata.

Sławny i niechciany

Biskup Arceo Méndez był znanym działaczem społecznym nie tylko w Meksyku. W roku 1959 wsparł rewolucję na Kubie. W roku 1972 aktywnie włączył się w Kongres Chrześcijan dla Socjalizmu (Congreso de los Cristianos por el Socialismo). Jako członek CIDOC (Centro Intercultural de Documentación), był głównym propagatorem dyskusji nad tekstami o ideologiach socjalistycznych głównie marksistowskiej, takich jak przemiana społeczna, czy fenomen religijny i jego wpływ na przemiany społeczne w Ameryce Łacińskiej. Od tego czasu papież Paweł VI zabronił wszystkim duchownym uczestniczyć w kursach formacyjnych CIDOC. Biskup Cuernavaca był aktywnym ideologiem teologii wyzwolenia a także inspiratorem powstałego w latach siedemdziesiątych Radykalnego Ruchu Unijnego (Movimiento Sindical Radical). Wystąpił przeciwko inwazji Stanów Zjednoczonych na Wietnam, centralną Amerykę oraz Kubę. Potępił brutalne oddziały wojskowe w Latynoameryce, regularnie wspierał Kubę, ale także rewolucję sandinistyczną w Nikaragui jak również ruchy społeczne w Salwadorze czy Gwatemali (Comité de Ayuda a los Refugiados Guatemaltecos). Sukcesywnie odwiedzał wspólnoty uchodźców i emigrantów. W kwietniu 1981 roku nałożył ekskomunikę na meksykański rząd winiąc go za wiele aktów przemocy. To tylko niektóre z jego licznych inicjatyw społecznych.

Nic więc dziwnego, że stał się celem ataków prawicowych faszystowskich grup katolików, tradycjonalnych biskupów, członków organizacji Opus Dei i kapitalistycznych przedsiębiorców. Stał się ofiarą wielu kłamstw, pomówień, ataków publicznych i obraz (m.in. przez biskupa sąsiedniej diecezji Puebla). Stał się niewygodnym i kontrowersyjnym dla wielu. Także swoistą persona non grata dla Watykanu. Był chyba najszybciej oddelegowanym na emeryturę biskupem, bo dokładnie w dzień swoich urodzin (18 listopada 1982), kiedy kończył 75 rok życia.

Sergio Méndez Arceo zmarł w lutym 1992 r. w stolicy stanu Morelos, Cuernavaca. Pochowany został dzień później w katedrze diecezjalnej wśród skandowań tłumu: „Chcemy więcej biskupów u boku ubogich”.

Rozmowa z polskim akcentem

W Boże Narodzenie 1969 roku biskup pojawił się u bram więzienia Lecumberri, Czarnego Pałacu. Tam, niespodziewanie spotkany przez dziennikarkę (polskiego pochodzenia) Elenę Poniatowską i fotografa Héctora García, wyjaśnił, że to jego druga próba odwiedzin więźniów „jako osoba prywatna”. Dziennikarka zapytała go, czy nie zostanie napiętnowany mianem komunisty za wizytę u tych mężczyzn, którzy prawdopodobnie nie są wierzący? Don Sergio odpowiedział: „Przecież nie twierdzą, że papież jest heretykiem”. Poniatowska zapytała ponownie: „A dlaczego ksiądz biskup zachowuje się tak dobrze?”. „Nie, Eleno, to nie jest dobre zachowanie. To jedyna możliwa reakcja na ludzkie cierpienie”. Kiedy władze w końcu pozwoliły mu wejść do więzienia, powiedział tym, którzy dobrowolnie żywili się głównie wodą z cytryną i cukrem: „Przyszedłem tutaj do was z radością, bo też pracujecie dla wyzwolenia”.




15/02/2024

Uwaga na kaczora!

Buenos dias!

W centrum stolicy stanu Morelos, Cuernavaca, dokładnie naprzeciw monumentalnej katedry, mieści się jeden z najbardziej znanych tutaj ogrodów, Jardin Borda. Parków i ogrodów wypełnionych bujną roślinnością tutaj nie brakuje, wszak to Miasto Wiecznej Wiosny, jak określił niegdyś Cuernavaca niemiecki podróżnik i etnolog von Humboldt.

(S)pokój i niepokój

Nic dziwnego, że miejsce to od samego początku przyciągało wielu artystów oraz ludzi spragnionych spokoju i wypoczynku pośród piękna otaczającej natury. Niestety, od około dziesięciu lat skrajnie wzmożona przemoc, stanowiąca realne zagrożenie dla każdego tu przebywającego, odebrała miejscu miano spokojnego. Niemniej przechadzając się pośród zieleni i przyjaznego człowiekowi klimatu, można na chwilę zapomnieć o cieniach, które przecież posiada każda ziemska rzeczywistość. Szczęście na ziemi to chwile, dlatego warto łapać je, przeżywać i radować się, że są, pomimo i ponad.

Ogród

W ogrodzie Borda byłem kilka razy na przestrzeni kilku lat. Znane, wręcz kultowe miejsce, które warto odwiedzić. Czy raj na ziemi? Nie wiem. Pojęcie raju jest subiektywne, bo każdy może pojmować go i odczuwać w inny sposób. Muszę stwierdzić, że ogród za każdym razem, jak sięgam pamięcią, robi na mnie podobne wrażenie. Jakby nawet drzewa i rośliny zatrzymały się w swoim wzrastaniu, co przecież nie jest możliwe, gdyż wpisane są w zmieniający się cykl przyrody.

Bogacza stać

Jego początki związane są z postacią niejakiego Josepha Gouaux de Laborde Sánchez, zwanego potocznie don José de la Borda, żyjącego w XVIII w. Mający hiszpańsko-francuskie korzenie Borda był właścicielem kopalni srebra, który wyemigrował do Nowej Hiszpanii i tam dzięki swojej profesji impresaria dorobił się ogrmnego majątku budując kopalnie w Taxco oraz Zacatecas. Bogacz miał swoją pasję związaną z architekturą. Pasja i posiadane fundusze na jej praktykowanie zaowocowały wybudowaniem świątyni Santa Prisca w Taxco Guerrero, i również opisywanego ogrodu, noszącego imię swojego właściciela.

Don José Borda był człowiekiem bardzo pobożnym. Dlatego w obrębie ogrodu znaleźć możemy także nieduży kościół, który leżąc na łożu śmierci zlecił pobudować 30 maja 1778 r. Znajdujące się na terenie ogrodu zabytki architektoniczne zbudowane są w stylu wersalskim (wiadomo, Borda był pół Francuzem), jak również włoskiego baroku. Cały ogród kompozycją nawiązuje jednak do francuskiego, osiemnastowiecznego stylu.

Przyrodnicze ciekawostki

Swój ogród Borda traktował jako własną letnią rezydencję. Idealne miejsce na wakacje. Sztuczne jezioro, dwa pobliskie mu baseny, wielopoziomowe terasy, schody, a wszystko otoczone niezwykłą kolekcją botaniczną. Drzewa owocowe, zioła, mnóstwo charakterystycznych dla ziemi meksykańskiej roślin, skupionych w jednym miejscu, m.in. atoyaxocotl (śliwka), cacaloxitl (zwana kwiatem majowym), palma wachlarzowa, goździk, kopal, chaya, tlilsapotl, pascualxochitl (Gwiazda Betlejemska), zompantle, tzompancuahuitl, cuajinicuitl, matarata, cocoite, guaje, huacen, guamúchil, ahoacaquahutl (awokado), amate prieto, guajaba, święty liść, czy zapote. Przechadzając się ścieżkami pośród tych cudów natury rozpoznałem tylko niektóre z nich. Jednak nawet te bezimienne budzą mój zachwyt i zadziwienie.

Osobistości i zjawy w ogródku

Zresztą, nie tylko mój. Na przestrzeni historii przebywało tutaj i cieszyło się tym zielonym klimatem wiele znanych osobowości, m.in. Maksymilian Habsburg i jego żona Carlota, polityk Francisco I Madero (prezydent Meksyku w latach 1911-1913), rewolucjonista Emiliano Zapata, Sebastián Lerdo de Tejada (prezydent Meksyku w latach 1872-1876), gen. Francisco Leyva (czasy rewolucji meksykańskiej), dyktator Porfirio Díaz czy muralista Diego Rivera. Z całą pewnością bywała tutaj nie jeden raz nasza polska malarka Tamara Łempicka, która ostatnie lata życia mieszkała właśnie w Cuernavaca.

Legendy o jardin Borda wspominają, że czasami ukazują się tutaj duchy, np. mitycznego władcy azteckiego Moctezuma, Carloty – żony Maksymiliana Habsburga, czy... jakiegoś chudego, kościstego zakonnika. Widziany bywał ukryty między ciernistymi krzewami, ale mimo to nie raniły go. Stąd świadkowie mówią, iż była to zjawa. Prawdopodobnie zmarły dawno temu spowiednik rodziny Borda. Każdy zamek, każde znane miejsce ma jakieś swoje opowiastki i legendy. Są one jak sól nadająca lepszy smak całej potrawie. Łatwo się je zapamiętuje, i wcale nie potrzeba roztrząsać, czy są prawdziwe czy nie.

Kultura wśród roślin urosła

Dzisiaj w jardin Borda mieści się centrum kulturalne. Na jego terenie znajdują się czasowe wystawy malarstwa, rzeźby i fotografii oraz odbywają się koncerty, pokazy tańców czy przedstawienia teatralne. Jest tutaj także niewielka kawiarnia, a także naprawdę dobrze zaopatrzona w wartościowe książki z dziedziny kultury, sztuki i historii, księgarnia. A mnie osobiście dodatkowo cieszy, że jako legalny obywatel miasta nie muszę kupować biletu wstępu do tego miejsca, gdzie można pooddychać nieco zarówno sztuką, jak i cudownymi roślinami, wkomponowanymi w architekturę. Zawsze lubiłem przestrzenie łąk, zapach puszczy i dźwięki mieszkające w lesie. Szum fal i potęgę bezkresu oceanów. Podwodne łąki i szum wiatru na szczytach gór. Jardin Borda tego nie zastąpi, ale trochę wywołuje te wspomnienia i bez wątpienia daje odpocznienie. Ale czy... zawsze?...

Słodko-kwaśna przygoda z el Pato

Wybrałem się do Jardin Borda. Bez konkretnego celu, po prostu pochodzić sobie, może odkryć coś nowego w tym znanym mi miejscu. Krótka rozmowa z sympatyczną panią, która skupia w sobie trzy funkcje: strażniczka, bileterka i szatniarka. W szatni zazwyczaj ludzie nie zostawiają żadnych płaszczy czy kurtek. Bo tutaj zawsze klimat wiosenny! Ale jakieś torby, torebki i plecaki, owszem.

Udałem się nad spory staw, czy może bardziej kanał, otoczony stonowanym, betonowym obrzeżem. O tej porze nie ma tutaj zbyt dużo ludzi. Odpowiada mi to. Lubię moje samotne dalsze bub bliższe, wyprawy, pomimo iż czasami dobrze jest dzielić z kimś te same chwile i widoki.

Przystanąłem, by zrobić zdjęcie. Tafla wody odbija w sobie jak w lustrze okoliczne drzewa i krzaki o fantastycznych kształtach, z których każdy może ujrzeć coś swojego, przetworzonego przez osobistą fantazję, grę cieni i osobiście odczytane kształty. Lubię fotografować. To jakby próba zatrzymania ulotności chwili, widoku i odczuć. Jakaś kalka, bo przecież tylko realne spotkanie ma w sobie niepowtarzalną wartość.

Zapatrzony w obiektyw nie dostrzegłem, że ktoś zbliżył się do mnie. Poniżej kolan odczułem jakieś lekkie dotknięcie.

  • Pewnie jakiś pies, może wiewiórka? Pełno ich tutaj. Oswojone i dokarmiane przez turystów nie boją się ludzi – pomyślałem. Jednocześnie spojrzałem w dół.

Nie zgadłem. To był... kaczor! Duży. Kulturalnie chciałem go przywitać. Schyliłem się i wyciągnąłem dłoń. Niestety, nie każde stworzenie, podobnie jak i ludzie, są przyjacielsko nastawieni do innych. Twardy dziób chwycił moją dłoń i kolejny raz przymierzał się, by zaatakować. Wyprostowałem się. Niestety, tym razem dziób serią szybkich ukąszeń zaczął wbijać się w moje nogi. Zacząłem dość szybko odchodzić z tego miejsca, myśląc, że to rewir agresora. Albo, że w pobliżu jest jego małżonka ze stadkiem kacząt. Ale... wokół niczego nie dostrzegłem! Pospiesznie idę wzdłuż akwenu. Kaczor szybko biegnie za mną. Przyspieszam. On wskakuje do wody, aby dotrzymać mi kroku. I nadal podąża za mną, widocznie rozjątrzony. I to już od ponad dobrych kilkudziesięciu metrów! Co zrobić?! Nie mogłem się w żaden sposób uwolnić od tego wojowniczego kaczora.

Nagle wpadłem na jedyne w tym wypadku rozwiązanie, które nagle przyszło mi do głowy. Tuż przy wodzie ujrzałem nastoletnią parę. Może uciekli ze szkoły na wagary? Zapatrzeni w siebie, uśmiechnięci, objęci. Jak to zakochani... Postanowiłem po prostu przejść obok nich, żeby depczący mi po piętach prześladowca skupił na nich swoją uwagę. Plan się powiódł. Kiedy kaczor zauważył młodych, zbliżył się. Dziewczyna, bardziej odważna, wyciągnęła dłoń w kierunku ptaka. No, więc ten przywitał się z nią, jak wcześniej ze mną. Szczypiący ból wywołał pisk dziewczyny. A siedzący obok niej adorator szybko wstał i zaczął uciekać, zostawiając biedulkę samą. Ale na szczęście dla niej, kaczor zaczął go ścigać, bezlitośnie skubiąc po łydkach. Pomimo próżnych prób obrony młodzieńca.

  • Pinche cabron! - krzyczał chłopak, próbując nawet kopnąć kaczora. Im bardziej bronił się, on coraz bardziej atakował.

W duszy śmiałem się z tego zdarzenia, nawet pomimo odczuwalnych na moich nogach skutków ataku kaczora, strażnika ogrodu Borda. Do dziś nie wiem, czy on tak z natury, czy może wyszkolony, czy może jednak gdzieś przeoczyłem jego rodzinę, której bronił? A może po prostu nie lubił intruzów, a bardzo lubił zaczepki? Ot, taki meksykański zawadiaka, przypadkiem napotkany wśród piękna przyrody. Ale... przecież i on stanowił jej element. Równie piękny. Zrozumiałem, że piękno także może być męczące.


17/06/2023

Miasto Wiecznej Wiosny

 

Buenos dias!
Trudne klimatyczne warunki życia dla hiszpańskich kolonizatorów zmusiły ich do poszukiwań odpowiedniego miejsca do osiedlenia się. Upalny klimat, dżungla, czasami susza powodowały liczne choroby i zwiększoną umieralność. Okazało się, że najbardziej sprzyjającym pod kątem klimatu miejscem, w dodatku niedalekim od pradawnej, ważnej siedziby tamtejszych Indian zwanej Tenochtitlan, okazały się ziemie dzisiejszej stolicy stanu Morelos, Cuernavaca.

Name evolution

Nazwa tego sporego miasta, leżącego ok. 80 km od Miasta Meksyk, pochodzi od słowa Cuauhnahuac, które znaczy „razem z drzewami”. Trudność w wymowie i nieznajomość rodzimych języków indiańskich sprawiły, że Hernan Cortes nazywał miejsce Coadnabaced a współczesny mu kronikarz Bernal Diaz nadał mu nazwę Coadalbaca. Nieco później Solis nazwał je Cuatlavaca. Nazwa ta w drodze naturalnej ewolucji przyjęła aktualnie, powszechnie używaną nazwę: Cuernavaca.

Korzenie

Miasto zostało założone przez Tlahuicas, jedno z siedmiu plemion posługujących się jęz. nahuatl. Prawdopodobnie było podbite przez plemię Acamapichtli, następnie przez Itzcóatl i w końcu przez Moctezumę, potężnego wodza Azteków.

W czasie przybycia Hiszpanów tereny wokół miasta były dość licznie zaludnione. Powierzchnia pokryta była ogrodami i żyznymi polami, łączonymi często drewnianymi lub linowymi mostami.

W roku 1523 Cortes ufundował na tej ziemi kościół San José en Tlaltenango, a także pobudował pierwszą manufakturę zajmującą się wytwarzaniem cukru. Okolice obfitowały bowiem w trzcinę cukrową.

Tropem historii

W roku 1526 hiszpański konkwistador pobudował w Cuernavaca pałac, w którym mieszkała jego żona Juana de Zúñiga. Jak to miał w swoim zwyczaju (co zapewne było częścią jego kolonialnej strategii dominacji), w roku 1529 wkrótce osiedlili się tutaj franciszkanie. Początkowo żyli w niewielkim eremie San Francisquito. Później skonstruowali dla Indian otwartą kaplicę dedykowaną św. Józefowi. Stopniowo ich działalność rozprzestrzeniła się po okolicznych osadach, w tym Tetecala, Xiutepec i Tlaquiltenango. Podczas organizacji i podziału tzw. Nowej Hiszpanii, Cuernavaca wchodziła w skład stołecznej prowincji Miasta Meksyk. 

W czasie walk niepodległościowych miasto, ze względu na swoją lokalizację geograficzną stanowiło cenny punkt strategiczny dla grup walczących o niepodległość kraju. Przebywali tutaj jedni z najważniejszych przywódców powstania, José María Morelos i nieco później Agustín de Iturbide.

Konstytucja z 1824 r. obecny stan Morelos włączyła do stolicy, dlatego pomiędzy 1827 a 1829 miasto nosiło nazwę Dystryktu Cuernavaca. Prawa miejskie Cuernavaca otrzymała 14 października 1834 r.

Klimatycznie

Walory klimatyczne terenu Cuernavaca są powszechnie znane i potwierdzane. Japońscy badacze w poszukiwaniu najbardziej sprzyjającego człowiekowi klimatu na świecie, dotarli również do Cuernavaca. I to właśnie ono zyskało ten tytuł. Nic dziwnego, że niemiecki przyrodnik i odkrywca Alexander von Humboldt nazwał je Miastem Wiecznej Wiosny.

Latem w niektórych miejscach temperatura sięga 24° C. Od połowy maja do października trwa tutaj czas deszczowy. Jednakże deszcze padają nocami albo wczesnym rankiem, co pozwala w dzień cieszyć się słoneczną aurą. Klimat sprzyja bogatej florze. Wegetacja roślinna ustawicznie kontynuuje swój cykl wzrostu. Bajeczne, kolorowe kwiaty, wiecznie kwitnące drzewa, bujne krzewy... To wszystko sprawia, że mnóstwo turystów oraz mieszkańców stolicy przybywa do Cuernavaca szukając odpoczynku wśród zieleni przyrody. 

Honorowi, mniej lub bardziej chwilowi, obywatele

Miejsce od początku stało się domem (niekiedy na czas letni) dla wielu słynnych postaci historycznych: Miahuaxihuitl – matki władcy azteckiego Montezumy I, Hernana Cortesa, księcia Maksymiliana I Habsburga i jego żony Charlotty czy też irańskiego szachinszacha Mohammada Reza Pahlavi.

Cuernavaca stała się miejscem w którym mieszkało wielu znanych artystów. Krócej lub dłużej. Tutaj czerpali inspirację do tworzenia oraz realizowali swoje dzieła, m.in. muraliści Diego Rivera i David Alfaro Siqueiros, psycholog Erich Fromm, pisarz – noblista John Steinbeck, diva kina meksykańskiego Maria Felix, aktor komediowy Mario Moreno „Cantinflas” i wielu innych. Ostatnie lata swojego życia spędziła tutaj polska malarka Tamara Łempicka (1898-1980).

Pani Tamara, czyli polski akcent

Chciałem poznać miejsce, w którym żyła artystka. Niestety, informacji na ten temat nie było wiele, a nawet wcale. W końcu udało mi się ustalić i zlokalizować willę Tres Bambus, w której żyła, a którą zakupił dla niej rząd polski. Opływała przepychem, położona wśród bujnej roślinności, jakiej tutaj nie brakuje. Niestety, miejsce nie jest do zwiedzania. Można za to je kupić, za jedyny – bagatela – milion dolarów. Pomyślałem więc, że jeśli tutaj zmarła, to gdzieś może znajduje się jej grób. Niestety, do niego także nie dotarłem. I nie dotrze nikt. Okazało się, że ekscentryczna artystka wyraziła życzenie, żeby po śmierci jej prochy wysypać do krateru czynnego wulkanu Popocatepetl. Życzenie to zostało spełnione. Po Tamarze pozostały więc wspomnienia jej burzliwych romansów oraz obrazy, których wartość stale rośnie.

Kwiaty i cierniste krzewy

Wydawałoby się, że Cuernavaca to raj na ziemi. Pod względem natury tak faktycznie można mniemać. Jednak w ostatnich latach sytuacja społeczna i wzrost przestępczości stał się cierniem w takim wizerunku. Człowiek potrafi zburzyć to, co piękne. Cudowne kolory życia zamalować brutalnie czarną farbą, która rozlewa się na cały obraz, pozbawiając go uroku. 

W internetowym kwestionariuszu zawierającym ankietę odnośnie opinii na temat współczesnego obrazu Cuernavaca, większość wpisów miała zabarwienie krytyczne. Miguel Angeel tak wyraził swoją opinię: „Cuernavaca, Miasto wiecznej wiosny, wyraża to, co niegdyś było, wypełniona turystami, którzy spacerowali po mieście, wizytując każdą z historycznych budowli, obecnie opuszczonych. Cuernavaca jest teraz miastem brzydkim, bez turystów, z obecną przemocą i z dnia na dzień wzrastającą przestępczością. Jest miastem zmęczonym, opuszczonym, brudnym, pełnym handlarzy, zrujnowanych budynków, transportu publicznego o złej jakości, miastem w którym widzi się coraz więcej krążącej policji, ale nie służącej bezpieczeństwu publicznemu; która wzbudza wśród ludzi  poczucie strachu a nie bezpieczeństwa”.

Życiem pisane

Stolicę stanu Morelos pamiętam z moich licznych podróży meksykańskich. kilkakrotnie odwiedzałem to miasto, podziwiając jego koloryt i niepowtarzalny klimat. Nigdy nie myślałem, że będę tutaj mieszkał. Krótka wizyta, dzień lub nawet kilka dni, nie pozwala na głębszą ocenę sytuacji. Jestem tutaj już pół roku. Zmieniło się więc, i stale zmienia, moje postrzeganie Cuernavaca. Dostrzegam wyraźniej zarówno jego piękno, jak i braki. Naturalnym procesem jest dynamika zmian poszczególnych miejsc, spowodowana rozmaitymi czynnikami społecznymi. Nie zawsze przyczyniają się one do wzrostu danego miasta. Ale procesy mają to do siebie, że się zmieniają. Wierzę, że po okresie słabszym, za chwilę rozpocznie się kolejny etap, który nie przywróci dawną świetność tego niezwykłego miejsca, ale wydobędzie z niego i zwróci uwagę na piękno, którego przecież, pomimo obecnych trudności, miasto nie jest pozbawione. 

Po co dylematy, gdy są poematy?

A oto jeden z wielu poematów dedykowanych Cuernavaca, autorstwa cenionego poety Alfonso Reyesa i zatytułowany „Do Cuernavaca!” (¡A Cuernavaca!):

I.

Jadę do Cuernavaca, słodkie wycofanie,
kiedy przez kaprys lub zniechęcenie.
Poddaję się chęci przerwania opowieści
by dać mojej historii trochę oddechu.

Jadę do Cuernavaca, chcę tylko 
przez chwilę cieszyć się jej klimatem:
przerwą wolności i odpoczynku
w bliskości oddechu.

Ani pole, ani miasto, szczyt ani głębokość;
błogosławiona samotność, cisza, która uspokaja
lub potulne towarzystwo bez wypełnienia.

Tam roślinne ciepło, gdzie na hamaku
przebywam w wymiarze filozoficznym...
Jadę do Cuernavaca, do Cuernavaca!

II.
Nie wiem, czy inspiruję go swoim duchem
albo czy odpoczynek jest mi dany w jakimś celu.
Czy to rzeczywistość, czy też pozory?
I zastanawiam się, czy to nie złudzenie?

Wystarczy mi wiedzieć, słodkie wycofanie
abyś swoim oddechem ukoił moje skronie:
przerwa wolności i odpoczynku
w bliskości krótkiego oddechu.

Spokój i światło przynagla duszę
jak serdeczne wino; skrzeczy sroka
i laur mruczy o ptakach;

Chmura leci; odrywa się gwiazda
a czas jest zawieszony i trwa...
Jadę do Cuernavaca, do Cuernavaca!

25/02/2023

Szlachetne zdrowie

Buenos dias!

Zdrowie nie jest tylko sprawą choroby, ale także umiejętnością jej zapobiegania, wzmacniania organizmu i troski z pomocą specjalistów przez całe swoje życie.

Nieco statystyki

System zdrowotny w Meksyku zasadniczo składa się z trzech głównych elementów: 1. systemu ubezpieczenia społecznego mającego swój fundament w zatrudnieniu, 2. obsługi ubezpieczenia publicznego dla nie ubezpieczonych, 3. sektor prywatny złożony z ubezpieczalni nie przypisanych sektorowi publicznemu, np. fabrykanci i dystrybutorzy sprzętu medycznego i produktów farmaceutycznych.

Tylko 45% społeczności (56 mln osób) przypisana jest systemowi ubezpieczenia społecznego (IMSSISSSTE, ISSSTE estatal, Semar i Sedena), 27% ludzności (ok. 33,8 mln osób) jest podłączona do różnych publicznych systemów ubezpieczeń społecznych (np. Seguro Popular – dziś Insabi oraz IMSS Bienestar). Tylko 2% korzysta z ubezpieczeń prywatnych lub jest przypisana do jakiejś innej instytucji. I aż 26% nie jest przypisanych żadnemu ubezpieczeniu zdrowotnemu. Trzeba też zaznaczyć, że przynależność do któregoś z systemów ubezpieczeń nie gwarantuje jeszcze skutecznego dostępu do prawa do opieki zdrowotnej. 34% obywateli Meksyku zrzeszonych w ubezpieczalniach społecznych korzysta z usług prywatnych. Głównie są to poradnie przy aptekach. Dostęp do opieki zdrowotnej na przyzwoitym poziomie mają ludzie bogatsi, których stać na opłacenie dobrego lekarza, miejsca w szpitalu czy drogich leków. Ustawy rządowe nie dbają o wsparcie osób biednych. Tak więc, gdy ktoś cierpi na chorobę nowotworową, nie ma żadnego dofinansowania na leczenie chemią. Jeżeli ma rodzinę, jeżeli mają chociaż trochę odłożonych oszczędności (co raczej u ludzi biednych to nie możliwe), to rodzina wspomaga leczenie albo zaciąga spore długi. W innym przypadku, chory skazany jest na szybką i bolesną śmierć.

Zdrowie dla bogatych

Centralnym składnikiem tego, co nazywamy „kapitałem ludzkim” jest także zdrowie. Patrząc na sprawę opieki zdrowotnej ze strony państwa możemy rozpoznać skalę wzrostu ekonomicznego oraz ubóstwa. Zdrowie wymaga wzrostu ekonomicznego, poprzez następujące mechanizmy: posiada pozytywny wpływ na rozwój dzieci i produktywność pracowniczą dorosłych, obniża spadek produkcji u pracowników oraz obecności szkolnej dla dzieci podległych chorobom. To niektóre elementy wpływające na błędne koło meksykańskiego systemu zdrowotnego. Problemem powinna zająć się odpowiednia organizacja rządowa, mająca jego pełne poparcie i pomoc, które wypracowałaby odpowiedni system chroniący zdrowie, a poprzez to i życie obywateli, zwłaszcza tych pozbawionych jakiejkolwiek pomocy. Tylko, że o ubogich nikt się nie troszczy.

Hotel czy noclegownia?

Mam doświadczenie z Campeche, gdzie miałem pod opieką duszpasterską hotel „San Jose” mieszczący się przy szpitalu w samym centrum tego sporego miasta. Hotel, to zbyt dużo powiedziane. Dwa niewielkie pomieszczenia oraz nieduża kaplica pomiędzy, gdzie każdego tygodnia (i czasem w tygodniu) sprawowałem Msze. Te dwa pomieszczenia przeznaczone były dla ubogiej ludności, głównie Indian, którzy nie mieli gdzie spać, a musieli spędzić jedną lub kilka nocy, ze względu na dializy nerek, albo towarzyszyli swoich bliskim, którzy znaleźli się w szpitalu. Jedno pomieszczenie dla mężczyzn, drugie dla kobiet. Surowe, nieotynkowane ściany, a przestrzeń przecinały rozwieszone hamaki. Choć część przybywających ludzi nie musiała spać pod szpitalem... „Hotel” ten miał swoich sponsorów, bogatszych mieszkańców miasta, którzy wspomagali jego istnienie swoimi środkami. Rodzaj wolontariatu. Takim człowiekiem był np. Manuel, sympatyczny właściciel niedużej restauracji w centrum. Zaofiarował się pomagać, kiedy jego żona zmarła na raka. Czuł się, pomimo licznej rodziny, samotny i chciał pomagać. Tak znalazł się wśród sponsorów hoteliku. I wiele innych, pięknych osób. Na stałe mieszkały też tam siostry, dwie z Indii i jedna Meksykanka.

Podszpitalne koczowisko

Od kiedy pojawiłem się w Cuernavaca, pomimo sporej odległości od szpitali, nagle wielu ludzi z różnych rejonów miasta prosiło, żebym jechał do ich chorych. Byłem już w trzech szpitalach. Nigdy nie odmawiam. Ludzie cierpiący oraz chorzy potrzebują najbardziej wsparcia i poczucia, że nie są sami. No, to jeżdżę...

Najwięcej bólu i smutku empatycznie budzi we mnie nie tylko widok ludzi obłożnie chorych, ale także tych, którzy są odrzuceni na margines życia społecznego. Często nie mają ubezpieczenia, więc nie chcą ich przyjąć do szpitali, nawet gdy od tego zależy ich życie. Rodzina chorego zapożycza się, składają cent do centa, peso do peso, aby zapewnić choć jako takie warunki choremu. O prywatnej opiece mogą tylko pomarzyć. Nie wystarczają na nią ich rodzinne składki. Ledwo mają trochę środków, żeby coś włożyć do garnka, głównie kukurydzę i fasolkę. Choć pracują całe dnie, imając się różnorakich zajęć. Tego, co mogą i potrafią.

Główny szpital w Cuernavaca (Hospital General de Cuernavaca) nosi nazwę „Dr, Jose G. Parres”. Potocznie nazywany jest „Parres”. Ogromny,, wysoki, nowoczesny budynek. Wokół niego, przy ścianach koczują ubogie rodziny z okolic. Śpią na chodniku, jakimś kawałku kartonu, czasem wyblakłym kocu. Miejsce to tętni swoim życiem. Małe dzieci na boso biegają wokół, nie za bardzo wiedząc, co tutaj robią. Zmęczeni drogą śpią w najlepsze. Trzeba tylko uważać na złodziei, którzy uzbieraną z trudem jakąś kwotę pieniędzy z chęcią sobie przywłaszczą. Bez żadnych skrupułów i wyrzutów sumienia. „Przecież też muszą jakoś żyć” – mawiają. Zmęczenie psychiczne sytuacją podwaja zmęczenie fizyczne. Niektórzy przyjechali z odległych wiosek.

Jakaś organizacja wolontariatu dostarcza kanapki. Nie wystarcza dla wszystkich, ale zawsze coś. Niektórzy korzystają z ulicznego jedzenia. Jego sprzedawcy niewielkimi środkami przyrządzają tortillę w różnej postaci, z tradycyjnymi dodatkami. Tacos, quesadillas, sopas... Kto co lubi.

Jestem tutaj po raz kolejny.

Transformersy przed szpitalem

Pierwszy raz wezwano mnie do umierającego trzydziestolatka, na terapię intensywną. Stan bardzo ciężki. Wypadek. Przed szpitalem, jak i poprzednim razem, kilku policjantów w całkowitym uzbrojeniu. Kamizelki kuloodporne, ciężkie hełmy a w rękach karabiny maszynowe. A to tylko szpital... Ażeby wejść, trzeba kilka razy się legitymować, czasem zostawiać swój dowód tożsamości. Należy też mieć specjalne zaproszenie rodziny i zezwolenie na wejście. Dzisiaj zrozumiałem, dlaczego tyle trudu z dostaniem się do chorych.

Rodzina prosiła, żebym udzielił namaszczenia prawie dziewięćdziesięcioletniemu Santosowi. Od tygodnia jest nieprzytomny. Spojrzałem na urządzenia. Stan stabilny. Udzieliłem absolucji i namaszczenia. W tym samym pokoju był jeszcze jeden młody mężczyzna. Sieć kabli i węży od kroplówek roztaczał się nad nim jak pajęcza sieć. Przytomny. Wewnętrzny głos mówi mi: Idź do niego!

  • Może chciałbyś się wyspowiadać? - zapytuję.

    Nieco zmieszany, a może zdziwiony, odpowiada:

  • Dobrze, padre!

Biorę krzesło i siadam blisko. Przed spowiedzią zapytuję o jego sytuację

  • Długo już tu jesteś?

  • Nie, przywieźli mnie z innego szpitala, tutaj chociaż miłe pielęgniarki

  • Jakaś przewlekła choroba? - zapytuję patrząc na spętaną sieć kroplówek i kabelków od jakiegoś medycznego aparatu. Prawdopodobnie badającego akcję serca.

  • Nie. Trzy kule w piersi, jedna w nogę...

Dopiero teraz zwróciłem uwagę na zabandażowaną lewą stopę młodzieńca.

  • Nieźle. Pewnie przypadek?

  • Pech.

Przypadek to byłby, gdyby go trafiła jakaś zbłąkana kula. Nieodpowiedni czas i miejsce. Jednak trzy kule w pierś i jedna w nogę, to nie przypadek. Ktoś celowo chciał chłopaka zabić albo uczynić inwalidą. Może być ofiarą, ale może być uczestnikiem porachunków gangów.

To jednak nie ma teraz znaczenia. Rozpoczynając spowiedź, wszyscy jesteśmy tacy sami przed Bogiem. Tak samo grzeszni. Różni nas jedynie rodzaj grzechu. Nie ma gorszych i lepszych. Miłosierdzie ogarnia wszystkich. Jeżeli szczerze pragniemy zmienić nasze życie.

Rozwiązanie zagadki

Teraz zrozumiałem nieco obecność uzbrojonych żołnierzy. Zdesperowany człowiek w obronie rodziny gotów jest na wiele. Nawet na siłowe wtargnięcie do szpitala. Obecność i widok takiej ochrony odstrasza. Po drugie, do publicznego szpitala zwożeni są różni ludzie. Mogą to być cudem uratowane osoby, na których życie czyhano. Szpital może być dla nich ratunkiem, ale również miejscem, do którego wrogowie mogą chcieć przybyć, żeby wykonać swój cel. Albo odwrotnie: przywożeni są delikwenci, których koledzy z gangów z chęcią by wyzwolili z rąk policji. Szpital to dobre do tego miejsce. A życie kręci się dalej... Zawsze do przodu.

Na osłodzenie tematu, zawsze miło posłuchać studentów medycyny, jak czasem sobie podśpiewują...

Lila: Indianka, która stała się muzyką

  Buenos dias! Spośród licznych artystek meksykańskich od samego początku, kiedy usłyszałem jej aranżacje znanych mi skądinąd utworów zako...