Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Latinoamerica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Latinoamerica. Pokaż wszystkie posty

13/03/2025

Miasteczko srebrem słynące

 Buenos dias!

Na dość stromym wzgórzu w stanie Guerrero wznosi się urocze miasteczko Taxco de Alarcó. Typowy przykład pięknej architektury kolonialnej. W języku nahuatl nazwa Tlachco prawdopodobnie oznacza „miejsce, w którym gra się w pelota”, rytualną grę w piłkę.

Pueblo Magico

Nazwa może również nawiązywać do Tatzco („gdzie znajduje się ojciec wody”), co miałoby być nawiązaniem do znajdującego się nieopodal miasta wysokiego wodospadu. Tego dokładnie nie wiemy. Ale z pewnością Taxco można nazwać „srebrnym miastem”, bowiem słynie z handlu srebrem, a kiedyś stanowiło ważny ośrodek górniczy tego surowca.

Już w czasach prekolumbijskich na tej górzystej ziemi Indianie wydobywali srebro, ale także inne surowce naturalne. Osada Tlacho wraz z pojawieniem się Hiszpanów w 1526 r. przekształciła się w ważny ośrodek górniczy. W roku 1529 Rodrigo de Castañeda, jeden z kapitanów wojsk Hernana Cortesa, oficjalnie ustanowił indiańską osadę miastem.

I chociaż dzisiaj nie ma już w pobliżu funkcjonujących kopalni, to tutaj liczni lokalni rzemieślnicy sprzedają w swoich sklepikach różnoraką, oryginalną srebrną biżuterię. Cenioną zwłaszcza za jej wysoką jakość próby 925 (92,5% srebra) lub 980 (98% srebra).

Konkwistadorzy (większość z nich była awanturnikami poszukującymi sławy i bogactwa na obcej ziemi) od samego początku poszukiwali na ziemi meksykańskiej cennych surowców, głównie złota i srebra oraz wartościowych minerałów. W XVI w. odkryto cenne złoża w Zumpango i właśnie w Taxco. Dzisiaj w Meksyku głównym, niepodważalnym liderem wydobycia srebra jest stan Zacatecas.

Taxco posiada status „Magicznego Miasta” (Pueblo Magico), które oficjalnie rządowy Sekretariat ds. Turystyki przyznaje miejscom posiadającym znaczenie symboliczne dla kraju, swoje legendy, historię, podania a także wyraża to wszystko w praktykowanych tradycjach lokalnych. To wszystko sprawia, że można określić je „miejscem magicznym”

W starej kopalni

Nieczynna kopalnia przedkolumbijska, która dziś znajduje się pod hotelem Misión, miała duże znaczenie dla indiańskiej społeczności Chontales. Wydobywane z niej technikami rustykalnymi minerały stanowiły produkt wymiany handlowej, w zamian za kukurydzę, fasolę, płótno czy zwierzęta. Kopalnia jest ogólnodostępna do zwiedzania.

Chwila oczekiwania na zjazd windą w podziemia kopalni. Jeszcze tylko kask na głowę i można ruszać w głąb sporej pieczary. Jakby wwiercać się do wnętrza ziemi. Obok oczekuje jakaś młoda para z Puebla. Przewodnikiem okazał się młody chłopak. Sili się, żeby wprowadzić luźną atmosferę. Mimo to dowcipy związane z odwiedzanym miejscem, od których zaczyna swoje zadanie, nie są zbyt śmieszne. Ważne jednak, że posiada dostateczny zasób wiedzy i ciekawie o nim opowiada.

  • Kopalnia, którą państwo widzicie to właściwie jej część, do zwiedzania dostępna jest jedynie przestrzeń do głębokości 150 m. Przypuszcza się, że posiada jeszcze nieodkryte korytarze sięgające głębokości dwóch kilometrów. Kopalnia pochodzi z czasów przedkolumbijskich. W celu jej ochrony przed Hiszpanami jej wejście zostało starannie zamaskowane przez mieszkających tutaj Indian Chontales. Poprzez wieki nikt o niej nie wiedział. Dopiero w 2013 r., podczas prac przy fundamentach hotelu Posada de la Misión odkryto wejście do nieznanej kopalni.

  • A gdzie tutaj znajdują się złoża srebra?

  • Niestety, nie są dostępne. Widać były to stosunkowo niewielkie zasoby. Ale za to jest mnóstwo innych minerałów, takich jak cynk, żelazo, kwarc, ołów i... złoto.

  • Prawdziwe złoto? - zapytuje dziewczyna z Puebla.

  • Tak. Na pierwszy rzut oka nie widać, ale dookoła wszystko jest pod kontrolą. Właśnie z powodu obecności tego złota.

  • Taka ukryta kamera. Czyli, że mamy się uśmiechać, by dobrze wypaść na filmie? - wtrącam, rozglądając się uważnie wokół i wypatrując ukrytych kamer.

Przewodnik prowadzi nas do sporej skały. Wyjmuje z kieszeni niewielką latarkę i kieruje ją na rozpościerającą się przed nami sporą ścianę. Teraz widać jej żółtawy kolor.

  • Złoto jest minerałem. Może mieć różne odcienie kolorystyczne: biały, zielony, różowy... Najrzadziej spotykane jest złoto fioletowe. Jest jednak dość kruche, więc nie nadaje się do wyrobu biżuterii.

  • A ja myślałam, że złoto ma po prostu kolor złoty! - zdziwionym tonem dodaje dziewczyna, wyraźnie zainteresowana tematyką złota. Cóż, kobiety lubią błyskotki. Ale przy okazji i ja dowiem się czegoś ciekawego.

  • Jeżeli nie macie metalowych paznokci albo zaostrzonych pierścionków na palach, możecie dotknąć tej skały, z myślą, że trzymacie w ręku dwieście milionów dolarów. Tyle warta jest bowiem ta skała. Dla większości to jedyna okazja przez chwilę mieć świadomość bycia milionerem.

Dotykam skały. Nie mam żadnych mistycznych doznań ani ekscytujących uniesień. Skała, jak skała. Nieco wilgotna i chropowata. Jak każda inna. Nawet przetworzone złoto nie wywołuje we mnie ekscytacji. Bardziej cenię sobie wyroby ze srebra. A wartość kruszcu jest zawsze umowna i wymyślona przez ludzi. Bo pod względem składu chemicznego i zastosowania oraz przydatności w życiu, jest wiele dużo cenniejszych minerałów.

Perła meksykańskiego baroku

Na samym szczycie góry, na której położone jest Taxco znajduje się jeden z najbardziej znanych kościołów barokowych dawnego Meksyku (XVIII w.) dedykowany św. Prysce, rzymskiej męczennicy z połowy III w. budowę tej monumentalnej świątyni sponsorował najbogatszy człowiek czasów Nowej Hiszpanii, właściciel wielu kopalni, José de la Borda. Stanęła ona na zgliszczach kościoła spalonego z powodu uderzenia pioruna. Zadziwiające, że pobudowano ją w zaledwie dziesięć lat! (1748-1758). Dwie strzeliste, bliźniacze wieże z przodu przypominające wartowników strzegących sporych drzwi. Wewnątrz misternie rzeźbione, drewniane ołtarze boczne i główny, pokryte lśniącymi płatami złota. Umieszczone w ołtarzach postaci bardzo realne, w wymownych pozach nadają dynamiki i życia tym imponującym dziełom sztyki sakralnej.

Na szczęście mogłem podziwiać świątynię w całkowitej ciszy, gdyż akurat nie było tłumu turystów. Lubię usiąść samotnie wśród piękna, czy to natury, czy dźwięków, czy architektury i skierować moją myśl ku Stwórcy. A właściwie to próbuję wyłączyć nawet myśli i zatopić się w czeluści odczuwania Obecności.

Słomkowy eliksir pani Berty

Nieco czasu na spacerze po wąskich i krętych uliczkach Taxco. Dziesiątki sklepów jubilerskich i z wszelkiego rodzaju pamiątkami związanymi z Taxco. Po zejściu i wejściu na szczyt wzniesienia, gdzie znajduje się zócalo: centralny, nieduży rynek miasta, kieruję moje kroki do mieszczącego się na nim baru. Chcę spróbować kultowego napoju tego miejsca, który nazwano od imienia jego twórczyni, niejakiej Berty. W Taxco jest powiedzenie, że „kto przybył do Taxco i nie spróbował choć jednej Berty, to tak jakby nigdy nie był w tym srebrnym mieście” (El que ha venido a Taxco y no ha probado una Berta, es como si nunca hubiera estado en esta ciudad plater)

Kantyna u Berty jest typowym przykładem kantyny meksykańskiej, choć wyglądem przypomina pub. Niegdyś był to zapewne lokal, w którym przesiadywali do późna lokalni mężczyźni i raczyli się alkoholem. Może była to nawet miejscowa speluna, pełna śpiewu, krzyków i wysokoprocentowych trunków. Dzisiaj to przytulne miejsce, które ma jednak swój charakter. Wystrój na bazie drewna, naścienne malunki i pomiędzy nimi oprawione w drewniane ramki stare, czarno - białe fotografie bohaterów meksykańskiej historii i kultury. Za wysoką ladą dwie młode dziewczyny. Indiańska uroda świadczy, że są stąd. W dodatku bliźniaczki.

  • Poproszę „Bertę”, rzecz jasna! Chyba ją tutaj macie... - mówię zdecydowanym głosem, zbliżając się do lady.

  • Jasne! Powiem więcej: to tutaj powstała. Właścicielka tego lokalu Berta Estrada po raz pierwszy przyrządziła ją w latach trzydziestych ubiegłego wieku.

  • Miała przepis, czy improwizowała? Jedno jest pewne: miała na kim wypróbować swój specyfik... Jak widać, przeszedł testy pozytywnie.

Bliźniaczki w tym samym czasie uśmiechnęły się uroczo identycznym uśmiechem.

  • Przepis nie jest chyba sekretem. A nawet jeśli, możecie mi go zdradzić? Albo dobra, sam popatrzę, jak się przyrządza ową słynną „Bertę”.

  • To nie jest tajemnica. A przepis jest bardzo prosty. Miesza się trzy składniki: tequilę, limonki i miód.

  • Przecież to każdy potrafi zrobić sam, w domu! Dlaczego więc to napój szczególny? - pytam, choć chyba znam już odpowiedź.

Lokalne napoje i potrawy są wyjątkowe, gdy spożywa się je w miejscu; na ziemi na której wyrosły. Otoczenie i klimat przekładają się na niepowtarzalny smak spożywanych w nich potraw i napojów. Mam na to wiele dowodów.

Trunek był rzeczywiście dobry, jego sekretem bez wątpienia były odpowiednie ilości dobieranych składników. Dominacja choć jednego z nich zniszczyła by jego wyjątkową kompozycję smakową. Wypiłem jedną porcję, bo każda kolejna mogłaby zakłócić mój wieczorny powrót do domu. Do przejechania motocyklem ponad 80 km po górskich, krętych drogach, zgodnie z niezgodnymi zasadami jazdy meksykańskiej.

Mimo wszystko warto!

Turystom zazwyczaj odradza się podróże do stanu Guerrero. Nie bez powodu. To teren wzmożonej działalności grup przestępczości zorganizowanej. Osobiście czułem się tam całkiem bezpiecznie. Może to przyzwyczajenie? Od ponad dwóch lat żyję przecież w miejscu, gdzie kradzieże, porwania i zabójstwa są na porządku dziennym. Bo na pewno nie z powodu kilku opancerzonych pojazdów wojskowych wypełnionych żołnierzami z karabinami maszynowymi, którymi otoczone było niewielkie miejskie zócalo. Taxco de Alarcón warto jednak odwiedzić. Ma swój jedyny, niepowtarzalny klimat małego, urokliwego, kolorowego miasteczka, bez wielkich obaw. Nad miejscem tym czuwa wzniesiony nad nim gigantyczny, kamienny posąg Chrystusa, mierzący wraz z podstawą 18 m. Znak nadziei narodu meksykańskiego na wyczekiwany i upragniony pokój w tej jakże cudownej krainie.


25/11/2024

Zielone złoto Meksyku

 

Buenos dias!

Ziemia meksykańska kryje w sobie wiele naturalnych bogactw. Zróżnicowanie klimatyczne sprzyja wzrostowi na niej cenionych na całym świecie owoców, warzyw, przepięknych kwiatów czy też roślin uprawnych. W przeszłości odkryto w niej bogate złoża srebra. Zatoka Meksykańska z kolei roi się od potężnych platform wydobywających z głębin ropę. Jednakże w ostatnim czasie najbardziej cenionym poza granicami kraju produktem jest smaczliwka wdzięczna, znana popularnie pod nazwą „awokado”.

Pozwólcie, że przedstawię...

Awokado jest owocem, a konkretnie jagodą jednonasienną. Owoc wyjątkowy, ponieważ w odróżnieniu od innych owoców nie zawiera w sobie cukrów prostych, Pomimo tego jest owocem bardzo kalorycznym. Nie przeszkadza to jednak dostrzegać w nim zalet zdrowotnych. Zawarty w owocu kwas oleinowy obniża poziom cholesterolu, a potas reguluje ciśnienie krwi.

Naukowa nazwa drzewa awokado to Persea Americana Mill. Przeważnie rośnie w miejscach wolnych od zimna i od ciepłych i suchych wiatrów. Meksykańska nazwa owocu (el aguacate) wywodzi się z jęz. nahuatl. Dla żyjących 10 tys. lat temu Indian ahuacatl oznaczało „jądra drzewa”. Zapewne dlatego, że rosnące parami owoce awokado przypominały męskie jądra.

Jak można się domyślać, na światowy rynek handlowy awokado dostało się wraz z innymi egzotycznymi dla Europy owocami dzięki Hiszpanom, którzy w epoce kolonialnej przetransportowali wiele bogactw naturalnych obcych ziem na rodzinny kontynent. Wtedy to pojawiły się nowe odmiany awokado, takie jak Hass, Fuerte, Bacón, Rincón czy Zutano

Wartościowy towarzysz

Ruch to zdrowie. Ale też można by rzec parafrazując ten znany slogan: Awokado to zdrowie! Bogactwo witamin oraz innych elementów ważnych dla zdrowia człowieka sprawia, że owoc jest bardzo ceniony w medycynie, kosmetyce, a także dietetyce. Zawiera w sobie sporo witaminy C, ale również A, E, K i B6, prócz tego tiaminę, luteinę i zeaksantynę (dobry wpływ na oczy), ryboflawinę, niacynę i kwas foliowy. To jednak nie koniec ich bogactwa zdrowotnego. Trzeba bowiem wspomnieć o minerałach, takich jak wapń, cynk, żelazo, fosfor, magnez oraz sód. Duża ilość potasu, przewyższająca jego ilość w bananach, pomaga regulować ciśnienie krwi, wpływa na regulację pracy serca a także wpływa korzystnie na układ nerwowy. Awokado stanowi też źródło tzw/ zdrowych tłuszczów, gdyż posiada w sobie kwasy tłuszczowe. Nic dziwnego, że awokado nazwano „masłem bogów”, bo dzięki tym tłuszczom wiele produktów jest łatwiej przyswajalnych dla organizmu, co ma swoje zalety. Generalnie awokado jest cenione w diecie cukrzycowej (jako wspomagające gospodarkę insulinową w organizmie), a trwające badania wykazują jego działanie przeciwnowotworowe i zapobiegające starzeniu się.

Meksykańskie złoto

W Meksyku awokado jest jednym z czołowych produktów eksportowych. W uprawie oraz dystrybucji tego owocu na rynku światowym Meksyk zajmuje dominujące miejsce. Innymi towarami z których słynie Meksyk są oczywiście kukurydza, tequila oraz chili. Te trzy produkty żywieniowe są integralną częścią tradycji kulinarnej Meksyku, związanej z tradycją, historią, zwyczajami i rytuałami oraz religią. Spożywanie awokado nie ogranicza się jedynie do ziemi, na której wyrasta. Ma swoich wielbicieli na całym świecie.

W Stanach Zjednoczonych spożywanie awokado (przeważnie w postaci wytwarzanego z nich sosu guacamole) jest zasadniczą częścią rozgrywek futbolu amerykańskiego do tego stopnia, iż każdego roku, podczas turnieju Super Bowl, Meksyk eksportuje na to wydarzenie 100 tys. ton owoców. Głównymi rynkami zbytu meksykańskiego awokado jest oprócz wymienionego USA: Litwa, Norwegia, Kolumbia, Argentyna i... Polska.

Rdza na zielonym złocie

Rosnący na świecie popyt na awokado spowodował znaczny wzrost cen na ten towar. Na terenach sprzyjających hodowli owocu zaczęły mnożyć się komercyjne pola uprawne nastawione na masową produkcję. Niestety, jednocześnie biznesem związanym z awokado zaczęły interesować się kartele narkotykowe i rozmaite grupy przestępczości zorganizowanej. Okazało się, że handel awokado przynosi więcej zysku niż kokaina. Wymuszenia, haracze, porwania, przemoc i zabójstwa zajmujących się branżą handlową są na (nie)porządku dziennym. Wszystko po to, ażeby przejąć albo mieć całkowitą kontrolę nad uprawiającymi awokado.

Doskonałe warunki dla plantacji awokado panują w stanie Michoacan. Kontrolę nad nimi przejął znany kartel Los Zetas. O wpływy na tym terytorium zabiega też grupa Los Caballeros Templarios. Lokalni producenci nie mają żadnego oparcia ze strony rządu i są na różny sposób ofiarami przemocy i mordów. Kartele wyznaczają nawet ceny awokado. Ta przemoc i fakt szkodliwości dla środowiska naturalnego (wycinanie pod uprawę ogromnych obszarów lasów) wzbudziły protesty na świecie. Np. znane brytyjskie restauracje Tincan Coffee (Bristol) i Wild Strawberry (Buckinghamshire) postanowiły wycofać awokado ze swoich ofert.

Pieniądze albo życie

Derecho de piso to termin coraz bardziej obecny w meksykańskim świecie. Zgodnie z definicją słowo można przetłumaczyć jako Prawo do ziemi (terenu). Ogólnie rzecz biorąc to forma dominacji i przywłaszczenia sobie; wymuszenia czyjegoś mienia. Połączona bywa z przemocą w różnorakiej postaci. Bez skrupułów zabijane są całe rodziny, a wszystko w imię zielonego złota. Czysty interes: bez trudu zdobyte spore pieniądze kosztem ciężko pracujących rolników. Proceder ten nasila się. Gdzie pojawiają się spore pieniądze tam pojawia się przestępczość. To współczesna forma niewolnictwa, bo gdy nie zawłaszcza się bezpośrednio czyjejś własności, to przejmuje się nad nią całkowitą kontrolę, a jej właściciele stają się niewolnikami na łasce kartelu, zmuszonymi ciężko pracować by regularnie płacić wysoki haracz przestępcom.

Rozmawiałem podczas pewnego spotkania z Arnulfo, młodym właścicielem pola awokado na górzystych obrzeżach stanu Morelos. Nakreślił mi jasno niewesołą sytuację, w jakiej żyje on i jego koledzy. Próbują walczyć. Jednak bez żadnego oparcia od skorumpowanych władz państwa najwyższego szczebla, nie mają szans. Podziwiam ich determinację i nadzieję. Liczą na lepsze jutro. Ale ono się nie pojawia. Pojawia się za to coraz więcej ofiar. Arnulfo po długim zastanowieniu się przyjął propozycję przewodniczenie oficjalnej grupie APEAM (Asociación de Productores y Empacadores de Aguacate de México), wspierających się i walczących o swój byt rolników uprawiających pola awokado. Nie była to łatwa decyzja. Poprzedniego przewodniczącego zastrzelono miesiąc temu. Arnulfo martwi się bardziej o bezpieczeństwo swojej rodziny niż o swoje. „Proszę Boga, żebym nie zwątpił i nie poddał się!”


30/04/2024

Chwiejnym krokiem

 

Buenos dias!

Alkoholizm jest chorobą, która bazuje na uzależnieniu od alkoholu. Staje się problemem wpisywanym w poziom zdrowia publicznego, który dotyka swoimi konsekwencjami miliony osób. Są to konsekwencje nie tylko pojedynczych osób (ich zdrowia cielesnego, jak i psychicznego), ale także społeczności, a więc szerszego wymiaru życia społecznego (zwłaszcza rodziny). Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) określiła alkohol jako przyczynę 6% śmierci na całej kuli ziemskiej, podczas gdy w Meksyku jest odpowiedzialny za 10% zgonów.

Rosnąca statystyka

Dane te nieustannie wzrastają, Wypadki samochodowe, wzrastająca przemoc, uliczne strzelaniny oraz bijatyki posiadają gdzieś w sobie również podłoże alkoholowe. Podobnie, jak przemoc domowa. Jak podaje dziennikarka Hannia Noell w swoim artykule dla „El Economista”, opierając się na danych narodowej ankiety z 2022 r. odnośnie zdrowia i odżywiania, spożycie napojów alkoholowych wzrosło w Meksyku do 72,8% wśród mężczyzn powyżej 18 roku życia, a wśród kobiet do 48,4%. Najbardziej popularnym trunkiem jest bez wątpienia piwo (40% społeczności), a kolejne miejsca w rankingu zajmują narodowe trunki, takie jak tequila, mezcal i aguardientes. Tuż za nimi plasuje się brandy oraz whisky. Badania wykazują wzrost spożycia alkoholu wśród kobiet, zwłaszcza nastolatek. To spożycie większe jest także wśród młodzieży w metropoliach oraz wśród grup społecznych o wyższym wykształceniu. Niewielki spadek w niektórych regionach nie wpływa jednak na poprawę sytuacji spożycia alkoholu. W takich stanach, jak Baja California Sur, Coahuila, Nuevo León oraz Sonora, spożycie alkoholu wśród mężczyzn sięga powyżej 80%. W stolicy Ciudad de México ilość spożywanego alkoholu przekracza średnią krajową: 78,8% wśród mężczyzn i 52,7% wśród kobiet powyżej 18 roku życia.

Przysięga

Praktycznie do każdej parafii przybywają młodsi i starsi, kobiety i mężczyźni, by złożyć tzw. juramento. Jest to przysięga przed Bogiem na określony czas, do abstynencji od alkoholu, narkotyków czy innych uzależnień. W większości przypadków dotyczy spożywania napojów alkoholowych. Dość często przychodzą wspólnie koledzy „od kieliszka” pragnący w przypływie emocji wyzwolić się od zgubnego nałogu.

Takie duże i przez cały dzień otwarte centrum jest także na terenie bazyliki w Guadalupe. Bywa, że ustawiają się nawet kolejki do przysięg. Wiadomo, sanktuarium to sanktuarium. A Guadalupana może dać niezawodną pomoc.

Jednak motywacja nie zawsze jest silna ani szczera. Niektórzy stali się stałymi bywalcami kościoła, przychodząc tylko i wyłącznie by kolejny raz odnowić przysięgę. Często po każdej następnej wpadce. Bywa, że nałogowiec przybywa z rodziną, rodzicami albo żoną (lub mężem, bo kobiet też nie brakuje). Przypuszczam, że wskutek ultimatum bliskich, a nie w zgodzie z własną wolą. Często to pewnie ostatnia deska ratunku rzucona mu przez rodzinę, w desperacji chwytającej się każdej okazji do choć minimalnej zmiany sytuacji. Taki rodzaj wymuszenia, bez wewnętrznej zgody przysięgającego, nie ma jednak szans powodzenia. Są jednak ludzie, którym faktycznie juramento pomaga wyjść z nałogu. Jest ich jednak mało, a każdy taki przypadek to swego rodzaju autentyczny cud.

Podchodzę nieco z dystansem to praktyki juramento, prosząc Boga o pomoc w danej sytuacji. O uwolnienie. O światło Ducha, by właściwie rozeznać sytuację i znaleźć odpowiednie słowa i radę, by ewentualnie pomóc potrzebującym. Odczuwam wyraźnie intencje i nastrój przychodzących. Czasami w żartobliwej rozmowie wykazuję nielogiczność składania przysięgi, gdy nie jest się do końca przekonanym o realnym jej powodzeniu. I bez chęci uczynienia wszystkiego, by zostać uwolnionym. Podjęcia trudnej walki. A ciężkich prób będzie w niej na pewno wiele. Niekiedy kieruję przybyłych do grup AA lub konkretnych poradni dla osób uzależnionych.

Rozmowa (prawie)przysięgłego

  • Padre, chcę złożyć juramento... - obok mnie stoi młody, może dwudziestopięcioletni chłopak, ubrany w stare jeansy i zbyt dużą, białą koszulkę. Patrzę mu prosto w oczy:

  • Jesteś pewien swojej decyzji? - zapytuję – Wiesz, że to odpowiedzialność, aby dochować przysięgi. Tym bardziej przed Bogiem.

  • - Tak, muszę złożyć tę przysięgę!

  • - Musisz, czy chcesz? Bo różnica między jednym a drugim jest zasadnicza.

    Chłopak zamyślił się. Zrozumiał, o co mi chodzi.- No... chcę również. Oprócz tego, że muszę. Rodzice powiedzieli, że wyrzucą mnie z domu, kiedy znowu przyjdę pijany.

  • Dobra. Składasz pierwszy raz?

  • Tak.

  • Wygląda to tak: najpierw przeczytasz na głos tekst na obrazku, który jest prośbą do Boga o pomoc. Musisz jednak żałować oraz powziąć stanowczą decyzję, że naprawdę pragniesz się wyzwolić z nałogu. Potem wspólnie pomodlimy się o wsparcie Ojca, bo bez Niego niewiele możemy. Też za twoją rodzinę, by miała wiele cierpliwości oraz nadziei, i pomogła tobie w walce. A wiesz, że ona będzie niełatwa. Potem podpiszesz przysięgę i ja moim podpisem potwierdzę, że ją złożyłeś. No i jeszcze wpiszemy datę rozpoczęcia, by określić czas trwania. Na jak długi czas chcesz przysięgać?

  • Pół roku. Tylko... czy możemy wpisać na pojutrze datę rozpoczęcia przysięgi?

  • A dlaczego? Masz jakąś imprezę dzisiaj?

Zmieszany chłopak spuścił wzrok. Nie trudno było odkryć intencję tych przenosin.

  • No... tak! Jutro są chrzciny bratanka. A jak się nie napić z chrzestnym i nie oblać tak radosnego faktu, jak chrzciny?

Uśmiecham się i patrząc w oczy mojemu rozmówcy, pytam jeszcze raz:

  • Czy naprawdę chcesz złożyć tę przysięgę? Uważam, że nie warto bez przemyślenia motywacji przysięgać przed Bogiem. Będziesz potem borykał się z wyrzutami sumienia, że jej nie wypełniłeś. Dla mnie to nie problem: możesz przysięgać. Cała odpowiedzialność jest jednak po twojej stronie, nie po mojej. Zawsze możesz przyjść później, kiedy w 100% zdecydujesz się zmienić swoje życie. To moja rada, a decyzja należy tylko do ciebie. Będę tu na ciebie czekał.

Dużo czy mało?

Przeprowadzone podobne badania odnośnie spożycia alkoholu w Polsce pokazały, że na jednego Polaka rocznie przypada średnio 11,7 litra czystego alkoholu, co najmniej raz w miesiącu upija się 35 proc. dorosłych. Pomimo tego, Polska nie lasuje się czołówce najbardziej pijących. Jak i Meksyk, który na świecie zajmuje jedno z odleglejszych miejsc.

Krótki słownik meksykańskich wielbicieli alkoholu

Chela/Cheva/Cheve: piwo

Chelear: wypić wiele piw

Chupe: napój alkoholowy (różnego typu)

Cruda (lub: cruz): ogólne złe samopoczucie spowodowane wypiciem dużej ilości alkoholu; kac

Cruzadito (lub: pulpo): gdy grupa pijanych osób pije wzajemnie krzyżując ramiona („na brudzia”)

Fuertecito: jakikolwiek napój alkoholowy, który nie jest piwem lub likierem

Hidalgo, de: pić jednym szotem (na jeden raz) napój alkoholowy.

Malacopa: osoba, która po spożyciu alkoholu staje się agresywna, bez względu na ilość wypitego trunku

Peda: święto, fiesta; bez względu na to, ile w niej uczestniczy osób, dwie czy więcej 

Pedo: wysoki poziom alkoholu we krwi

Pisto: nazwa napoju alkoholowego (każdego typu) na północy Meksyku

Precopeo: spotkanie wąskiej grupy osób poprzedzające główną fiestę

Teporocho: osoba przez cały czas będąca pod wpływem alkoholu

Vaquita (lub vaquera): wzajemna zrzutka na zakup alkoholu na wspólne świętowanie



12/04/2024

Kraina czekolady i mezcalu

Buenos dias!

Oaxaca to nazwa regionu, ale również jego stolicy. W jęz. nahuatl słowo Huaxyacac znaczy tyle, co „na nosie (szczycie) tykwy”. Jeden z najbardziej kolorowych stanów Meksyku. Nie dziwi więc, że turyści chętnie tutaj przybywają, nie tylko ze względu na okoliczne, dziewicze plaże wybrzeża Pacyfiku, ale również, żeby napełnić duszę udziałem w szeroko promowanych barwnych tradycjach oraz nasycić żołądek potrawami jednej z najbardziej wykwintnych kuchni meksykańskich.

Miejsce, które pachnie historią

Oprócz stolicy Oaxaca posiada wiele atrakcyjnych dla turystów miejsc. Wielbiciele historii mogą udać się do jednego z najbardziej znaczących w okresie przedkolumbijskim kompleksu religijnego na Monte Alban. Położone wysoko na górze wykopaliska to pozostałości szeregu budowli, świątyń i piramid. Na szczęście, obiekt nie został zniszczony przez konkwistadorów, którzy systematycznie niszczyli miejsca kultu Indian pod pretekstem ewangelizacji. Dlaczego? Ze względu na jej położenie oraz masywne, kamienne bloki, które nie było łatwo zniszczyć. Nie udało się im także zagrabić ukrytego tam skarbu. Odkrył go znacznie później archeolog Alfonso Caso. Jego odkrycie nazwano Skarbem Grobu 7 i bez wątpienia to jedno z najważniejszych odkryć na całym kontynencie amerykańskim. Nie ze względów ekonomicznych, ale wskazało na charakterystykę życia tamtejszych plemion.

Ludzie z charakterem

Zasadniczo tereny Oaxaca zamieszkiwały dwie grupy plemion: Zapotekowie oraz Mixtekowie. Były to grupy etniczne złożone z ludzi o twardym charakterze, co wpłynęło na ukształtowanie ich tożsamości, które widać do dziś dnia w silnym związaniu się z własną odrębną kulturą i tradycją. To jeden z niewielu z Meksyku, gdzie Indianie nie czują się umniejszeni przez swoje pochodzenie, ale dumni ze swojego pochodzenia i przynależności etnicznej.

Siła charakteru bez wątpienia przyczyniła się do tego, że w historii aż dwóch prezydentów pochodziło z Oaxaca. I to nie byle jakich! Mowa o narodowych bohaterach: Benito Juárez (nota bene, dyktator) oraz Porfirio Díaz.

Folklorem wypełnione serce

O pielęgnacji elementów kultury i żywemu kultywowaniu tradycji Zapoteków świadczyć może doroczny tzw. festiwal Guelaguetza. Jego powstanie sięga początków ubiegłego wieku (1932) jako upamiętnienie odrębności rasowej. Dodatkowo chciano w ten sposób zgromadzić środki ekonomiczne na pomoc dla wzrostu miasta po trzęsieniu ziemi w roku 1931.

z czasem la Guelaguetza stała się jednym z najważniejszych wydarzeń folklorystycznych na całym kontynencie. Na pewno najbardziej spektakularnym. Występy lokalnych artystów, występy grup tanecznych, koncerty, rękodzielnictwo, prezentacje lokalnych podań i legend to tylko niektóre z atrakcji festiwalu, w którym licznie uczestniczą turyści z całego świata.

Oaxaca, oprócz tradycyjnej muzyki indiańskiej posiada też gatunek muzyki związanej z Oaxaca, tu powstałej i dlatego wyjątkowej. Nawet, gdy la chilena to gatunek muzyczny, który znany jest też na wybrzeżu sąsiedniego stanu Guerrero. Na wybrzeże przyszła wraz z chilijskimi marynarzami, stąd nazwa. Mieszanka dźwięków stąd i stamtąd. Ma swoich fanów. Wiadomo, najwięcej w stanie Oaxaca.

Archeologiczne dotknięcie śmierci

Niedaleko stolicy położone jest Mitla. Nazwę miejscu nadali hiszpańscy konkwistadorzy, którzy nie znali lokalnych języków. Trudno im było nawet oddać właściwą nazwę, stąd uproszczenia. Z Mictlan (nazwy legendarnej krainy zmarłych w świecie Azteków i innych plemion) zrobiło się Mitlan. Nazwa miasteczka zawsze jednak odnosiła się do miejsca zmarłych, także w językach oryginalnych. W jęz. zapoteckim Yoo' Ba' znaczyła „miejsce odpoczynku" lub „dom grobów”, a w języku Mixteków: Ñuu Ntìì, „miejsce zmarłych”. Już sama nazwa wskazuje na związek tego miejsca z kultem i pochówkiem zmarłych. Nie ma tutaj piramid, ale zespoły poszczególnych budynków. W czasie konkwisty na tym wielkim cmentarzu ze zdemontowanych pierwotnych budowli Hiszpanie pobudowali spory kościół. Zniszczyli ten fenomen architektury autochtonów. Do dziś nie wiadomo, jak Zapotekowie transportowali do Mitla ogromne, kamienne bloki. Zadziwiające jest również, że nie używali do budowania żadnych substancji wiążących. W 2010 roku zabytek został pisany przez UNESCO na listę Kulturowego Dziedzictwa Ludzkości.

Smak czekolady i mezcalu

Te dwa produkty można nazwać bogactwem naturalnym Oaxaca. Niegdyś gorzki napar przyrządzany z ziaren kakaowca był zarezerwowanym trunkiem najwyższych klas dawnych plemion, w tym Azteków. Ziarna były jednostką monetarną. W czasie konkwisty Hiszpanie przetransportowali receptę i kakao do Europy. Niestety, dodając cukier. Tak powstał wyrób zwany dzisiaj czekoladą czarna, pachnąca, naturalna czekolada ma zupełnie inny smak niż ta wytwarzana w fabrykach, gdzie oryginalny posmak zaginął w trakcie różnych procesów mających „ulepszyć” to, co samo w sobie było wartościowe i smaczne.

O mezcalu można by pisać wiele. Podczas jednej z kilku moich wizyt w Oaxaca odwiedziłem fabrykę tego alkoholowego trunku. Mezcal produkuje się w wielu regionach Meksyku (np. Durango, Guanajuato, Guerrero, San Luis Potosí, Tamaulipas czy Zacatecas), ale to właśnie Oaxaca jest uznawana za światową stolicę mezcalu. Produkowany jest z kilku odmian kaktusów (tobalá, espadín i madrecuixe), i podobnie jak tequila, posiada nieco różny charakter smakowy, zależnie od czasu leżakowania. 

Mnie najbardziej przypadła do gustu wersja jednoroczna (co do tequili, to jestem fanem leżakowanej w beczkach przez lata, ciemnej wersji añejo). W fabryce mogłem skosztować wszystkich wersji. Mimo to, nie odczułem żadnych skutków pobocznych w postaci upojenia. Mezcal, podobnie jak tequila, jest wynikiem fermentacji i destylacji agawy. Nazwa mezcal pochodzi z jęz. greckiego i znaczy „szlachetny”, Agawa była używana już jako produkt spożywczy od ponad 9000 lat, także jako roślina lecznicza. Nie jeden raz kieliszek mezcalu potrafi wyleczyć nieżyt gardła czy uspokoić symptomy uciążliwej grypy, o czym sam się przekonałem żyjąc na ziemi meksykańskiej.

Koniec nie będący końcem

O atrakcjach i sekretach Oaxaca można pisać wiele. Może jeszcze w tym blogu będzie ku temu okazja. Na koniec wspomnę o tym, że w miasteczku Santa Maria del Tule rośnie drzewo o największym na świecie obwodzie pnia, co oficjalnie zatwierdzono jako rekord w Księdze Rekordów Guinessa. Wysokie na 42 m drzewo posiada ogromny pień, mierzący diametralnie 14,5 m. obliczono, że potrzeba 30 osób, aby go objąć, a jego korona daje cień pięciuset ludziom. Robi wrażenie! Stając pod nim, patrzyłem na gęste konary i pomyślałem, że przyroda jest prawdziwym cudem, który należy podziwiać a nie oswajać z pomocą nowych technologii. Może raczej samemu trzeba z pokorą dać się oswoić? Bo przecież człowiek, choć istota stworzona na podobieństwo Boga, jest częścią natury. Oswajać naturę, znaczy: żyć z nią w harmonii i szacunku.



15/03/2024

Karaluchy pod poduchy

Buenos dias!

Wszędobylskie owady, które uwielbiają żerować na śmietnikach są znane na całym świecie. Oczywiście, różnią się między sobą, ale łączy je jedno: ich królestwem są porzucone, brudne pomieszczenia oraz labirynty kanalizacji ściekowych. Szybko się rozprzestrzeniają, stąd stanowią prawdziwe utrapienie domowych zapleczy. Zwłaszcza, że mogą roznosić różnorakie choroby, wirusy, bakterie i grzyby. Mowa oczywiście o karaluchach.

Z CV karalucha

Meksyk posiada również swoją odmianę karaluchów. To zaledwie jedna z ok. 4 tys. odmian karaluchów na świecie. Ale narodowa, i choć nie jest raczej chlubą Meksyku, to związana właśnie z tym zakątkiem świata. Chyba nie ma bardziej znanych insektów o tak złej sławie, co karaluchy. Głupie szkodniki! A może jednak... nie takie głupie? Ot, chociażby fakt, że mają dość złożony układ nerwowy, a mózg podzielony jest na trzy części: protomózg, mózg „deutero” i mózg „trytu”. Ciekawostką jest też, że... mogą żyć przez jakiś czas bez głowy. Niewiarygodne, aczkolwiek prawdziwe, naukowe twierdzenie potwierdzone badaniami.

Zastanawiam się, czy ten rozwinięty, trójczęściowy mózg pomaga w jakiś sposób istnieć karaluchom? Wygląda na to, że tak. Insekt ma zdolność rozwijania pamięci długotrwałej, zwłaszcza typu węchowego i wzrokowego. Różne testy wykazały, że karaluchy potrafią orientować się w labiryncie i odróżniać lewą stronę od prawej.

Twardziel

Badania potwierdziły też, że są w stanie przeżyć radiację dziesięciokrotnie większą niż jest w stanie znieść istota ludzka, o sile 18G. Jednak nie są nie zniszczalne, jakby się wydawało. Organizmy te unicestwi dopiero bomba atomowa o sile 16 kiloton. Ps. Aby je uśmiercić nie potrzeba jednak bomby nuklearnej, wystarczy też silne, celne uderzenie. Byle nie w głowę, bo przecież insekt przeżyje bez niej.

Cucaracha jest jednak nie tylko dość odporna na radiację, ale także nie grozi jej utonięcie. Potrafi bez oddychania wytrzymać pod wodą aż 40 minut! Pewnie dlatego, że kiedy regularnie brakuje jej wody, potrafi przestawać oddychać, żeby wyregulować swój organizm.

Wyciągnąć kopyta... odnóża czyli

W większości przypadków karaluchy zdychają brzuchem do góry, ponieważ stężenie pośmiertne powoduje skurcz ich nóg, przez co tracą równowagę i ostatecznie się przewracają; co może nastąpić również z powodu skurczów spowodowanych środkami owadobójczymi. Jest to też pozycja, którą zwykle meksykańskie karaluchy przyjmują jako mechanizm obronny, symulując swoją śmierć, aby uciec przed niebezpieczeństwem, które ich prześladuje.

Korzenie

Karaluchy istnieją od około 250 milionów lat. Zapewne to wynik ich niezwykłej adaptacji żywieniowej. Aby przeżyć są w stanie konsumować takie przysmaki, jak mydło i klej. Nie potrzebują do życia ludzkich osiedlisk, gdyż równie dobrze gnieżdżą się w naturze. Znanych jest wiele odmian tych insektów: czarna, niemiecka (jak widać, karaluchy osiedliły się nawet w tak zorganizowanym i wydawałoby się – pedantycznie uporządkowanym – kraju) czy amerykańska. Oczywiście, w Meksyku żyje odmiana amerykańska, i to o niej będzie ten post. Chociaż spotyka się też odmianę niemiecką (Blatella germanica) oraz orientalną (Blatta orientalis). W ostatnim czasie zaobserwowano pojawienie się nowej odmiany, tzw. bandas marrones (Supella longipalpa)

Przypuszcza się, że amerykańska odmiana karaluchów ((Periplaneta americana) pochodzi z rodziny Blattidae, która przybyła na kontynent z Afryki. Wymiana handlowa między tymi dwoma kontynentami a także obecność niewolników afrykańskich w okresie kolonialnym była paszportem karaluchów do nowego świata.

Portret insekta

Cucaracha (bo tak tutaj powszechnie nazywane są te insekty) są dość duże (3,5 – 4 cm!), mają owalny kształt i są koloru błyszczącego, nieco wpadającego w czerwień brązu i długie czułki. Posiadają twardy, ciemnobrązowy korpaks, przykrywający skrzydła. Bo te insekty potrafią również latać, ale tylko wtedy, gdy temperatura przekracza 21º C, i są to loty krótkodystansowe, zaledwie kilkumetrowe. Spotkać je można zarówno w domach mieszkalnych, jak i w środowisku naturalnym, różnych magazynach, miejskich wysypiskach śmieciowych, kanałach ściekowych czy też metrze. W domach najczęściej osiedlają się w środowisku ciepłym i jednocześnie wilgotnym, w kotłowniach i piwnicach.

Wytrwały, szybki, głodny

Insekty są bardzo odporne na wszelkie niedogodności. Prowadzą przeważnie nocny tryb życia. Dla optymalnego stadium rozwoju niezbędna jest dawka pokarmu o wysokiej zawartości białka. Samice mogą przetrwać bez wody i jedzenia przez ok. 40 dni! Doskonale czują się w temperaturze 28° C. ze względu na wysoką plemność mogą stać się prawdziwym szkodnikiem. Bywa, że prowadzi się wręcz akcje odymiania i różnorakie formy niszczenia tych szkodników. Pogoń z kapciem czy szczotką za szkodnikiem nie jest sprawą prostą. Jedną z ciekawostek na temat karaluchów jest to, że potrafią poruszać się z prędkością 1,5 metra na sekundę. W ciągu jednej sekundy są w stanie pokonać długość 50 razy większą niż jego ciało. Niezły sprint! Nie jeden raz widziałem, jak szybko potrafią się poruszać. Jeżeli wziąć pod uwagę że to stworzenia nocne, szybkie i odporne, moim zdaniem pretendują do miana super-szkodnika.

Karaluchowy song

Poznając charakterystykę tego meksykańskiego karalucha łatwiej jest zrozumieć przesłanie niezwykle popularnej, nie tylko w Meksyku, piosenki La Cucaracha. Jest ona tutaj grana przez grupy mariachi a nawet posiada swój własny taniec. Posiada nieco różniące się wariacje muzyczno-tekstowe, ale każda z nich zaczyna się od rytmicznie wyśpiewanej frazy „La cucaracha, la cucaracha, ya no puede caminar”. Wielu historyków dopatruje się jej początków w czasach Rewolucji Meksykańskiej. Są jednak i tacy, którzy jej pojawienie wiążą z rokiem 1818, kiedy to z Europy przybyła na kontynent amerykański. Bez względu na korzenie, piosenka zyskała popularność w czasie rewolucji, kiedy często śpiewały ją wojska rewolucjonisty Pancho Villa. 

Sam Pancho – jak twierdzi pisarz i historyk Paco Ignacio Taibo II w swojej książce Pancho Villa una biografía narrativa, że Centauro del Norte nieustannie naśmiewał się ze swojego wroga, gen. Victoriano Huerta i stwierdził, że na oficjalnych zdjęciach, gdy ten nie miał na sobie munduru wojskowego, wyglądał jak karaluch. Huerta znany był wówczas także z tego, że często upijał się oraz palił marihuanę. Spożywał tak duże ilości koniaku, czego skutkiem były problemy z chodzeniem, do tego był też kulawy i cierpiał na zaćmę, która utrudniała mu swobodne poruszanie się pomimo trzeźwości. Pancho Villa traktował więc piosenkę jako idealną satyrę na swojego przeciwnika.

Lekkie śpiewanie i ciężkostrawne przeżuwanie

Od jednego z Meksykanów słyszałem nieco inną wersję, która również jest całkiem możliwa. La Cucaracha była piosenką, która w czasach Rewolucji Meksykańskiej miała za zadanie nie tylko zdenerwować wojska przeciwnika ośmieszając je, ale także pokazać pogardę ze strony oddziałów rewolucyjnych. To one o sobie śpiewały, że są jak karaluchy: jest ich plaga, są zwinne i w końcu oblegną wojska wroga.

To forma dodania sobie animuszu przed walką, ale też próba psychologicznego zastraszenia przeciwnika. Nonszalancja w relacji do niego, jak i do śmierci. A taka niby niewinna w swojej treści i wesołej linii melodycznej, piosnka...


Lila: Indianka, która stała się muzyką

  Buenos dias! Spośród licznych artystek meksykańskich od samego początku, kiedy usłyszałem jej aranżacje znanych mi skądinąd utworów zako...