Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mexico. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mexico. Pokaż wszystkie posty

19/06/2025

Matki Poszukiwaczki: cichy krzyk o sprawiedliwość w Meksyku

 Buenos dias!

Na pustynnych drogach północy Meksyku, pomiędzy uprawnymi polami południa, w odludnych zakątkach gór, czy nad brzegami rzek pojawiają się kobiety, które niekiedy własnymi rękoma rozgrzebują ziemię. Nie poszukują one złota czy ukrytych skarbów. Nie należą do żadnej grupy archeologów czy geologów. Poszukują swoich zaginionych dzieci. W Meksyku powszechnie nazywa się je madres buscadoras („matki poszukiwaczki”)

Symbol

Są symbolem niepojętego bólu, który jest w stanie pokonać wszelki strach i przeciwności. Wewnętrzne cierpienie staje się w działaniu tych kobiet bezradnym wołaniem o sprawiedliwość oraz pomoc, której nie otrzymują nawet od rządowych organów, które powinny się troszczyć o dobro obywateli Niestety, wszechobecna korupcja, współpraca z kartelami, które tak naprawdę rządzą w Meksyku, powoduje sytuację, gdzie nikt nie może czuć się bezpieczny.

Kim są matki poszukiwaczki?

To kobiety (choć nie tylko: są to czasami całe rodziny, ojcowie i rodzeństwo), które - często bez żadnego przygotowania w tematyce praw człowieka albo kryminalistyce – nauczyły się intuicyjnie, odczytując znaki w ziemi, odszukiwać kości ofiar zakopanych w starych, leśnych rowach czy gdzieś na górskim odludziu. Po co to robią? Bo ufają, że wreszcie znajdą resztki swoich synów i córek, uznanych powszechnie za „zaginionych” (desaparecidos). Tak naprawdę to słowo „zaginiony” w Meksyku znaczy przeważnie „martwy”. Są przypadki odnalezienia żywych ludzi, którzy zostali porwani, ale jest to rzadkość. Zwłaszcza, że nikt się nie przejmuje losem zaginionych, policja nie poszukuje ich ani nie podejmuje żadnych działań w tym kierunku. Właśnie dlatego Meksyk to obecnie miejsce, gdzie bezkarność jest bardziej powszechna niż sprawiedliwość. A jeśli jest bezkarność, to przemoc i śmierć stają się czymś na porządku dziennym.

Wspólnota serc strapionych

Matki poszukiwaczki nie stanowią jednej organizacji. Motywacją ich działania nie na zabarwienia politycznego czy ideologicznego. Jest to miłość do zaginionych dzieci, skrajna bezradność wobec zaistniałego problemu oraz silna determinacja z tego wynikająca. Z czasem pojawiło się wiele lokalnych grup, które zrzeszają kobiety przeżywające te same rozterki dotyczące ich zaginionych dzieci lub bliskich krewnych. Po ich istnieniu dostrzec można powszechność tego zjawiska. Są obecne praktycznie w każdym ze stanów Meksyku. Niektóre z tych grup mają bardzo wymowne nazwy, np. Mariposas buscando Corazones y Justicia (Motyle poszukujące Serc oraz Sprawiedliwości), Angeles de pie por ti (Stojący za tobą aniołowie), Corazones sin Justicia (Serca bez Sprawiedliwości), Madres i Guerreras Buscadoras de Sonora (Matki i Wojowniczki Poszukiwaczki z Sonory), Luz de esperanza Desaparecidos Jalisco (Światło nadziei Poszukiwaczki z Jalisco). Jednoczy je ta sama przeżywana tragedia: wymuszone zaginięcie ich pociech. W trudzie i zmęczeniu, upale czy deszczu, nie zaprzestają swojej poszukiwawczej misji.

W roku 2015 udało się zjednoczyć wiele z tych grup rodzin poszukujących zaginionych w Ruch dla Naszych Zaginionych w Meksyku (MNDM: Movimiento por Nuestros Desaparcidos en México), którego celem było ujednolicenie pierwszej formy Prawa Ogólnego (Ley General) odnośnie materii osób zaginionych. Udało się to trzy lata później (02.01.2018), choć niestety nie rozwiązało to ciągle rosnącego problemu zaginięć wielu osób. Niemniej MNDM zrzesza obecnie ponad 80 grup z 24 stanów meksykańskich. Dzięki jego działaniom, od roku 2019 udało się odnaleźć 1230 osób pogrzebanych w ukrytych, masowych grobach, ale także 1300 osób żywych przebywających w różnych częściach kraju. Wielu z nich zostało porwanych i torturowanych na granicy z USA, gdzie jako migranci próbowali przedostać się do sąsiedniego kraju.

Nieustanna walka

Szukać kogoś zaginionego w Meksyku jest aktem wielkiej odwagi. Wiąże się bowiem z realnym ryzykiem utraty życia. Według oficjalnych statystyk w tym czasie jest tutaj ponad 120 tysięcy osób zaginionych. Milczenie na ten temat rządzących stało się już normą.

Dlatego matki poszukiwaczki przekuły swój ból w formę konkretnego działania. Używają sieci społecznościowych w Internecie ażeby łączyć swoje siły, sprawdzać anonimowe informacje o możliwych masowych, ukrytych grobach, szkolą się odnośnie praw człowieka a także próbują wywoływać presję na państwowych organach władzy, które wyraźnie ignorują i zaniedbują swoje obowiązki. Świadczy o tym stale rosnąca liczba osób nie odnalezionych. Do lutego 2023 roku było aż 11 tysięcy osób, których nie udało się zlokalizować a tylko niewielki procent znalezionych.

Żywy lub martwy

Trzeba dodać, że większość odnalezionych ciał czy czasami żywych ludzi, nie jest zasługą policji, tylko właśnie skutkiem działania tych grup kobiet. To one odkrywają kości, dowody czy rzeczy osobiste zaginionych. Przekazują je odpowiednim instytucjom państwowym, które długimi miesiącami albo latami, opóźniają się z identyfikacją. Jest to czas długiego oczekiwania na sprawiedliwość, lecz dla matki posiadanie ciała zmarłego dziecka, które może godnie pochować, jest jakąś formą przynoszącą ukojenie i pokój serca.

Radość pani Alicji

Od kiedy pamiętam, zawsze miała smutną twarz i głęboki smutek w oczach. W naszym niewielkim kościele zawsze siadała w ostatnim rzędzie ławek, na wprost ołtarza. Czułem jej smutek, ale nigdy nie śmiałem zapytać. Z szacunku do jej przeżyć i zapewne jakiejś tragicznej historii, jaką w sobie nosi. A z drugiej strony ten smutek nie dawał mi spokoju. Więc w ciszy serca modliłem się za tę kobietę, aby Bóg się tym wszystkim zajął. Aż pewnego razu, zamykając świątynne drzwi słyszę cichy głos. Nie musiałem się nawet odwracać, by zgadnąć, czyj to głos. Ten sam smutek, który malował się na twarzy, odczuć można było wyraźnie w tonie głosu.

  • Dobry wieczór! Ojcze, czy możemy chwilę porozmawiać?

  • Oczywiście. Nie wiem, czy będę w stanie pomóc, ale jestem dobrym słuchaczem. Lubię słuchać opowieści ludzi, ich historii życia, myśli...

  • Moja historia to dramat, który noszę w sobie od prawie dwóch lat. Nie wiem, czy to mało, czy dużo? - starsza kobieta spojrzała na mnie swoimi smutnymi oczami.

  • Czasem nie można zmierzyć bólu i cierpienia, mierzy się go sercem. Odczuwaniem, przeżywaniem, intensywnością. Chociaż i tak cierpienia nie da się opowiedzieć. Niemniej dobrze jest słowami wyrzucić go z siebie.

  • Miałam... - chwila ciszy, a może zawahania, w której dostrzegłem w oczach staruszki błyszczące krople łez – Mam... córkę. Jedynaczkę. Została mi tylko ona. Mąż zmarł pięć lat temu. Rak. Dwa lata temu Diana, moja córka, wyszła wczesnym rankiem do pracy i od tej pory jej nie widziałam... - drżący głos kobiety z tonu smutnego zmienił się w pełen dramaturgii – Nie wie, gdzie jest, co robi? Nie wiem, co się stało. Wiem, tylko, jak bardzo mi jej brakuje. Każdego dnia zapalam w oknie świeczkę. Żeby wiedziała, że czekam i żeby wróciła.

  • A czy policja jej szuka?

  • Zgłosiłam jej zaginięcie następnego dnia. Spisali dane, rysopis. Kazali mi cierpliwie czekać. Więc... czekam. Już drugi rok. Początkowo miałam wielką nadzieję, że wkrótce się odnajdzie cała i zdrowa. Teraz chciałabym chociaż móc wiedzieć, gdzie jest i co się z nią stało. Nie stać mnie na łapówkę, by się tym zajęli. Nie stać mnie na prywatnego detektywa. A dokładnie wczoraj Diana miała urodziny. Rano, samotnie, zapalając świeczkę, zanuciłam jej cicho Mañanitas...

Smutek pani Alicji przeszedł na mnie. W takich sytuacjach brakuje słów.

  • Będę się modlił, żeby wróciła – odrzekłem, faktycznie wierząc, że tylko Boża interwencja może tutaj coś zdziałać.

  • Dziękuję. Choć zaczynam już tracić nadzieję. Wierzę tylko, że Diana, gdziekolwiek teraz przebywa, czuje się dobrze.

Jakiś czas później, może miesiąc a może dłużej, spotkałem znowu panią Alicję. Ten sam smutek gdzieś w głębi oczu, ale na ustach miała delikatny uśmiech, a w tonie jej głosu odczułem głęboki pokój, którego wcześniej nie było.

  • Przyszłam podziękować Bogu! - rzekła z lekkością, jakby zrzuciła ze swoich ramion wielki ciężar.

  • Czyli Diana się odnalazła?!

  • Właściwie, to ją odnaleźli. Przy okazji penetracji przez Madres buscadoras jednego z leśnych rowów, gdzie była masowa mogiła nieznanych ofiar, natrafiono na resztki ciała kobiety, której strzępy ubioru przypominają suknię, w jaką była ubrana moja córka w chwili zaginięcia. Na jej szyi zachował się metalowy łańcuszek z niewielkim serduszkiem. Taki, jaki kiedyś na urodziny podarowałam Dianie.

  • Przykro mi. To straszne!

  • Dla mnie to wielka ulga. Nie muszę już żyć w niepewności. Nie muszę oczekiwać powrotu do domu, bo ona właśnie wróciła. Będę mogła pochować ciało mojej ukochanej córeczki. Będę mogła pomodlić się przy jej grobie, a w dniu urodzin zaśpiewać Mañanitas.

Cena poszukiwań

Poszukiwanie posiada swoją cenę. I nie chodzi tylko o zdrowie. Wiele matek zostało zamordowanych przez grupy przestępczości zorganizowanej, działających często za przyzwoleniem władz. Każde zgłoszenie zaniedbania z ich strony jest ryzykiem. Nie jest to teoria. Przypadki takich osób jak Cecilia Flores, założycielki grupy z Sonory, która wiele razy była zastraszana pogróżkami czy Aranza Ramos, innej matki poszukiwaczki, są przykładem świadomego ryzyka osoby, która wznosi do góry dłoń i otwarcie mówi: „Tutaj coś jest!”

Na celowniku

Innym przykładem matki – ofiary jest Arantza Ramos Gurrola, która została zabita w 2021 r. podczas poszukiwań swojego męża na polu w Ejido Ortiz, gdzie odkryto szereg krematoriów. Miejsce to było jednym z wielu w Meksyku miejsc aktywnej eksterminacji ludzi.

Pod koniec sierpnia 2022 r. zamordowana została Rosario Lilian Rodriguez Barraza, która poszukiwała swojego zaginionego syna. Kilka miesięcy później tego samego roku zamordowano Marię Carmela Vásquez, która szukała swojego syna. Nieco wcześniej z tego samego powodu zabito jej córkę Lesly Zuñiga Vásquez.

W kwietniu 2025 roku w szpitalu w Guadalajara zmarła Teresa González Murillo, która od września 2024 próbowała odnaleźć swojego brata. Została postrzelona w twarz przez uzbrojonych mężczyzn, którzy wtargnęli do jej domu. Wcześniej otrzymywała wiele gróźb.

To tylko niektóre matki poszukiwaczki, które straciły życie z powodu poszukiwań swoich bliskich. A jest ich mnóstwo.

List do pani prezydent

Dan Jeremeel Fernández, syn Yolandy Morán, zaginął w Coahuila siedemnaście lat temu (19.12.2008). Matka poprosiła o spotkanie z obecną prezydent Meksyku, Claudią Scheinbaum. W jej liście można odczuć ogrom nadziei na nieobojętność i zwykłą, ludzką solidarność w obliczu przeżywanej od wielu lat tragedii, która nie znajduje ukojenia. „Jestem tutaj z nadzieją, że, jak Meksykanka do Meksykanki, kobieta do kobiety, matka do matki, wysłuchasz mnie, która reprezentuję tysiące matek, które nieustannie walczą, ażeby spotkać swoich synów i córki [...]”.

Nie szukają winnych, szukają swoich dzieci

Często słyszy się zdanie wypowiadane między matkami poszukiwaczkami: „Nie szukamy winnych, poszukujemy naszych dzieci”. Nie ma więc w tym działaniu nienawiści czy też chęci zemsty. Jest tylko głęboka, matczyna miłość, która od wczesnych godzin rannych motywuje, ażeby przemierzać kilometry, wchodzić w strefy niebezpieczne i nie poddawać się zwątpieniu. Moim zdaniem to właśnie te kobiety, w przeciwieństwie do władzy państwowych i służb publicznych, reprezentują poprzez swoją bezkompromisową działalność najbardziej ludzką twarz w walce o prawdę w Meksyku.

Matki poszukiwaczki są wyrzutem sumienia dla rządu meksykańskiego. Stały się znakiem konfrontującym z niewygodną prawdą, że zaginięcia (uprowadzenia) nie są problemem przeszłości, lecz od długiego czasu są otwartą, krwawiącą raną, która znaczy tysiące rodzin. W ich determinacji, bólu i godność te kobiety uczą nas, że pamięć jest również aktem sprawiedliwości. Ponieważ gdy matka kontynuuje poszukiwania, Meksyk nie może zapomnieć o tragedii osób zaginionych, która jednocześnie jest tragedią ich rodzin oraz całego społeczeństwa, pragnącego żyć w poczuciu ładu i bezpieczeństwa narodowego.


25/11/2024

Zielone złoto Meksyku

 

Buenos dias!

Ziemia meksykańska kryje w sobie wiele naturalnych bogactw. Zróżnicowanie klimatyczne sprzyja wzrostowi na niej cenionych na całym świecie owoców, warzyw, przepięknych kwiatów czy też roślin uprawnych. W przeszłości odkryto w niej bogate złoża srebra. Zatoka Meksykańska z kolei roi się od potężnych platform wydobywających z głębin ropę. Jednakże w ostatnim czasie najbardziej cenionym poza granicami kraju produktem jest smaczliwka wdzięczna, znana popularnie pod nazwą „awokado”.

Pozwólcie, że przedstawię...

Awokado jest owocem, a konkretnie jagodą jednonasienną. Owoc wyjątkowy, ponieważ w odróżnieniu od innych owoców nie zawiera w sobie cukrów prostych, Pomimo tego jest owocem bardzo kalorycznym. Nie przeszkadza to jednak dostrzegać w nim zalet zdrowotnych. Zawarty w owocu kwas oleinowy obniża poziom cholesterolu, a potas reguluje ciśnienie krwi.

Naukowa nazwa drzewa awokado to Persea Americana Mill. Przeważnie rośnie w miejscach wolnych od zimna i od ciepłych i suchych wiatrów. Meksykańska nazwa owocu (el aguacate) wywodzi się z jęz. nahuatl. Dla żyjących 10 tys. lat temu Indian ahuacatl oznaczało „jądra drzewa”. Zapewne dlatego, że rosnące parami owoce awokado przypominały męskie jądra.

Jak można się domyślać, na światowy rynek handlowy awokado dostało się wraz z innymi egzotycznymi dla Europy owocami dzięki Hiszpanom, którzy w epoce kolonialnej przetransportowali wiele bogactw naturalnych obcych ziem na rodzinny kontynent. Wtedy to pojawiły się nowe odmiany awokado, takie jak Hass, Fuerte, Bacón, Rincón czy Zutano

Wartościowy towarzysz

Ruch to zdrowie. Ale też można by rzec parafrazując ten znany slogan: Awokado to zdrowie! Bogactwo witamin oraz innych elementów ważnych dla zdrowia człowieka sprawia, że owoc jest bardzo ceniony w medycynie, kosmetyce, a także dietetyce. Zawiera w sobie sporo witaminy C, ale również A, E, K i B6, prócz tego tiaminę, luteinę i zeaksantynę (dobry wpływ na oczy), ryboflawinę, niacynę i kwas foliowy. To jednak nie koniec ich bogactwa zdrowotnego. Trzeba bowiem wspomnieć o minerałach, takich jak wapń, cynk, żelazo, fosfor, magnez oraz sód. Duża ilość potasu, przewyższająca jego ilość w bananach, pomaga regulować ciśnienie krwi, wpływa na regulację pracy serca a także wpływa korzystnie na układ nerwowy. Awokado stanowi też źródło tzw/ zdrowych tłuszczów, gdyż posiada w sobie kwasy tłuszczowe. Nic dziwnego, że awokado nazwano „masłem bogów”, bo dzięki tym tłuszczom wiele produktów jest łatwiej przyswajalnych dla organizmu, co ma swoje zalety. Generalnie awokado jest cenione w diecie cukrzycowej (jako wspomagające gospodarkę insulinową w organizmie), a trwające badania wykazują jego działanie przeciwnowotworowe i zapobiegające starzeniu się.

Meksykańskie złoto

W Meksyku awokado jest jednym z czołowych produktów eksportowych. W uprawie oraz dystrybucji tego owocu na rynku światowym Meksyk zajmuje dominujące miejsce. Innymi towarami z których słynie Meksyk są oczywiście kukurydza, tequila oraz chili. Te trzy produkty żywieniowe są integralną częścią tradycji kulinarnej Meksyku, związanej z tradycją, historią, zwyczajami i rytuałami oraz religią. Spożywanie awokado nie ogranicza się jedynie do ziemi, na której wyrasta. Ma swoich wielbicieli na całym świecie.

W Stanach Zjednoczonych spożywanie awokado (przeważnie w postaci wytwarzanego z nich sosu guacamole) jest zasadniczą częścią rozgrywek futbolu amerykańskiego do tego stopnia, iż każdego roku, podczas turnieju Super Bowl, Meksyk eksportuje na to wydarzenie 100 tys. ton owoców. Głównymi rynkami zbytu meksykańskiego awokado jest oprócz wymienionego USA: Litwa, Norwegia, Kolumbia, Argentyna i... Polska.

Rdza na zielonym złocie

Rosnący na świecie popyt na awokado spowodował znaczny wzrost cen na ten towar. Na terenach sprzyjających hodowli owocu zaczęły mnożyć się komercyjne pola uprawne nastawione na masową produkcję. Niestety, jednocześnie biznesem związanym z awokado zaczęły interesować się kartele narkotykowe i rozmaite grupy przestępczości zorganizowanej. Okazało się, że handel awokado przynosi więcej zysku niż kokaina. Wymuszenia, haracze, porwania, przemoc i zabójstwa zajmujących się branżą handlową są na (nie)porządku dziennym. Wszystko po to, ażeby przejąć albo mieć całkowitą kontrolę nad uprawiającymi awokado.

Doskonałe warunki dla plantacji awokado panują w stanie Michoacan. Kontrolę nad nimi przejął znany kartel Los Zetas. O wpływy na tym terytorium zabiega też grupa Los Caballeros Templarios. Lokalni producenci nie mają żadnego oparcia ze strony rządu i są na różny sposób ofiarami przemocy i mordów. Kartele wyznaczają nawet ceny awokado. Ta przemoc i fakt szkodliwości dla środowiska naturalnego (wycinanie pod uprawę ogromnych obszarów lasów) wzbudziły protesty na świecie. Np. znane brytyjskie restauracje Tincan Coffee (Bristol) i Wild Strawberry (Buckinghamshire) postanowiły wycofać awokado ze swoich ofert.

Pieniądze albo życie

Derecho de piso to termin coraz bardziej obecny w meksykańskim świecie. Zgodnie z definicją słowo można przetłumaczyć jako Prawo do ziemi (terenu). Ogólnie rzecz biorąc to forma dominacji i przywłaszczenia sobie; wymuszenia czyjegoś mienia. Połączona bywa z przemocą w różnorakiej postaci. Bez skrupułów zabijane są całe rodziny, a wszystko w imię zielonego złota. Czysty interes: bez trudu zdobyte spore pieniądze kosztem ciężko pracujących rolników. Proceder ten nasila się. Gdzie pojawiają się spore pieniądze tam pojawia się przestępczość. To współczesna forma niewolnictwa, bo gdy nie zawłaszcza się bezpośrednio czyjejś własności, to przejmuje się nad nią całkowitą kontrolę, a jej właściciele stają się niewolnikami na łasce kartelu, zmuszonymi ciężko pracować by regularnie płacić wysoki haracz przestępcom.

Rozmawiałem podczas pewnego spotkania z Arnulfo, młodym właścicielem pola awokado na górzystych obrzeżach stanu Morelos. Nakreślił mi jasno niewesołą sytuację, w jakiej żyje on i jego koledzy. Próbują walczyć. Jednak bez żadnego oparcia od skorumpowanych władz państwa najwyższego szczebla, nie mają szans. Podziwiam ich determinację i nadzieję. Liczą na lepsze jutro. Ale ono się nie pojawia. Pojawia się za to coraz więcej ofiar. Arnulfo po długim zastanowieniu się przyjął propozycję przewodniczenie oficjalnej grupie APEAM (Asociación de Productores y Empacadores de Aguacate de México), wspierających się i walczących o swój byt rolników uprawiających pola awokado. Nie była to łatwa decyzja. Poprzedniego przewodniczącego zastrzelono miesiąc temu. Arnulfo martwi się bardziej o bezpieczeństwo swojej rodziny niż o swoje. „Proszę Boga, żebym nie zwątpił i nie poddał się!”


31/10/2024

Niech żyją zmarli!, czyli meksykańskie zaduszki


 Buenos dias!

Każda cywilizacja i kultura, każda religia posiada swoje wyobrażenie śmierci. Wiele elementów jest wspólnych. Jako rzeczywistość taka sama dla wszystkich, ukazuje się ją jako nieuniknioną, tajemniczą czy też niepoznaną. W Meksyku natomiast namalowana jest wieloma barwnymi kolorami. Może aby ją oswoić i nieco złagodzić jej srogość? Niemniej, chociaż śmierć zostawia pustkę i ból, to dla Meksykanów jest nasycona wielką nadzieją oraz wiarą w kontynuację życia człowieka po jej nadejściu.

Czachy, czaszki i czaszeczki

Dla wielu ludzi, dla których Meksyk jest jedynie dalekim, egzotycznym i nieznanym bliżej miejscem, widok mnóstwa dziwnie przedstawionych, kolorowych czaszek i mniej lub bardziej poubieranych kościotrupów budzi zadziwienie, a czasem nawet negatywne odczucia. Wielu wkłada te wszystkie wyobrażenia (związane dla wielu z symboliką śmierci) do jednego worka. Zupełnie niesłusznie. Bo trzeba rozróżnić wyobrażenia Catriny od Santa Muerte czy też różnorakich przedstawień czaszek pojawiających się masowo w czasie hucznie obchodzonego na ziemi meksykańskiej Dnia Zmarłych (Dia de los Muertos). Czas ten jest ważny dla każdego Meksykanina i wpisuje się w rodzinną tradycję pamięci o zmarłych przodkach, którzy podczas obchodów Dnia Zmarłych przychodzą w odwiedziny do żywych. Dlatego te przedstawienia nie mają na celu straszenia śmiercią, ale ukazanie jej jako formy pełnej życia. Czy odwiedziny bliskich nie są okazją do wspólnej rodzinnej radości, wspomnień o przodkach czy też modlitwy za tych, co już żyją w innej rzeczywistości?

Jedyna takie święto na świecie

Można dopatrywać się oczywiście w tych obchodach swoistego znanego w europejskiej sztuce religijnej średniowiecza Danse Macabre, czy Ars moriendi (sztuki umierania). Jednak zupełnym nieporozumieniem jest postrzeganie owych czaszek i szkieletów jako elementów kultury śmierci czy odniesień do satanizmu. Dia de los Muertos nie można też mylić z Halloween, choć na długo przed początkiem listopada półki supermarketów zalewają i mieszają się meksykańskie czaszki z upiornymi maskami, figurkami czy ozdobami charakterystycznymi dla Halloween.

Cmentarny fundament

Tradycja meksykańska nie zaczerpnęła niczego od dawnych obrzędów celtyckich, które stanowią korzenie Halloween. Jej korzeni można doszukiwać się już w czasach przedkolumbijskich. Już wtedy indiańskie plemiona przywiązywały ogromną wagę do utrzymywania kontaktu ze swoimi zmarłymi. Można to dostrzec chociażby w kulturze na Monte Albán (region Oaxaca). Los Zapotecas chowali swoich zmarłych pod swoimi domami. Byli więc jakby na stałe wpisani w ziemskie życie swoich krewnych. Na wzniesieniu do tej pory odkryto 249 takich domowych miejsc pochówku. Można powiedzieć, że cała osada zbudowana jest na wielkim cmentarzu.

Chleb, kwiaty i fotografie

Dzisiaj nie grzebie się ciał zmarłych pod domami. Ale podczas obchodów Dnia Zmarłych obowiązkowo konstruuje się w domach ołtarze, gdzie umieszcza się fotografie zmarłych. Otoczone są one jedzeniem i trunkami, które lubili bliscy zmarli. To ma dodatkowo zachęcić zmarłych do przybycia w odwiedziny. Ołtarze zdobią najczęściej pomarańczowe kwiaty Cempasúchil. Na stole pojawiają się słodkie bułki, zwane Pan de Muertos, chlebem umarłych. Posiada on sporo różnych smaków i odmian, zależnie regionu oraz tradycji. Kroniki z czasów konkwisty pokazują, że Indianie składali swoje tradycyjne pożywienie ku czci bożków śmierci, takich jak Cihuapipiltin czy Huitzilopochtli. Były to jednak bardziej kukurydziane tamales, niż dzisiejsze chleby umarlaków. Te przyjęły swoją zasadniczą formę podczas hiszpańskiej konkwisty kolonialnej.

Garść myśli w locie chwyconych

Dla Meksykanów celebracja Dnia Zmarłych jest okazją do radości. Bo przecież życie jest krótkie i dlatego należy je przeżyć na maksa. Wiele z powiedzeń, zapisanych myśli i przysłów (które są przecież mądrością narodu) ukazuje sens przeżywania tego święta.

  • Día de muertos un festejo donde dos mundos son uno solo /Dzień Zmarłych to święto, gdzie dwa światy łączą się w jedno/

  • Al fin que para morir nacimos /W końcu, rodzimy się by umrzeć/

  • La muerte mexicana es el espejo de la vida de los mexicanos. Ante ambas el mexicano se cierra, las ignora (Octavio Paz) /Śmierć meksykańska jest lustrem życia dla Meksykanów. Przed tymi dwiema rzeczywistościami Meksykanin zamyka się; ignoruje/

  • Al diablo la muerte mientras la vida nos dure /Do diabła ze śmiercią, kiedy życie trwa/

  • No olvides a tus muertos pues ellos siempre están cerca de ti /Nie zapominaj o twoich zmarłych, przecież oni są zawsze obok ciebie/

  • Día de Muertos es alegría... ¡pues ni la muerte nos separa de los que amamos! /Dzień Zmarłych jest radością... przecież nawet śmierć nie oddziela nas od tych, których kochamy!/

  • A la muerte, ni temerla ni buscarla, hay que esperarla /Śmierci nie należy szukać ani się bać, trzeba jej oczekiwać/

  • En México la muerte es cultura de la vida /W Meksyku śmierć jest kulturą życia/

  • Nuestro culto a la muerte es culto a la vida, del mismo modo que el amor que es hambre de vida es anhelo de muerte (Octavio Paz) /Nasz kult śmierci jest kultem życia, w taki sam sposób jak miłość, która jest głodem życia, stanowi tęsknotę śmierci/

  • No estaba muerto, andaba de parranda /Nie był martwy, poszedł na imprezę/

Post scriptum

Nie mam tutaj w Meksyku wydrukowanych fotografii moich bliskich zmarłych. Zresztą, musiałby to być już gruby album, żeby je wszystkie pomieścić. Z każdym rokiem coraz więcej ich już żyje po drugiej stronie ludzkiej egzystencji. Nie pamiętam dat ich przejścia do innego życia. Ale odczuwam ich bliskość. Kiedy przychodzą do moich myśli modlę się w ich intencji. Składam na ołtarzu podczas każdej Eucharystii. Tak buduję w sercu mój ołtarz dla zmarłych, którzy żyją w nas – jak mówią Meksykanie - dopóki o nich się pamięta. Pamiętam więc. I liczę na rychłe spotkanie z nimi w domu Ojca.


19/09/2024

Aztecka zupka z mięsną wkładką


Buenos dias!

Pozole to potrawa wpisana w historię i kulturę Meksyku, że trudno wyobrazić sobie bez niej np. hucznego świętowania Fiestas patrias, najważniejszego dla Meksykanów święta narodowego. Kulinarne akcenty święta różnią się co prawda w zależności od regionu, ale w centralnej części królują na stołach dwie potrawy: chiles nogada (nawiązujące nawet barwami do trzech kolorów flagi meksykańskiej) oraz pozole. 

Nie znaczy to, że te potrawy spożywa się jedynie w okresie wrześniowych obchodów kolejnych rocznic odzyskania niepodległości. W wielu miejscach pozole jedzone jest często, a uprzywilejowanym dniem jest zazwyczaj czwartek.

Spieniona zupa

Pozole to potrawa wywodząca się z kultury Indian Azteków. W jęz. náhuatl pozolli, inaczej tlapozonalli, znaczyło tyle, co „musujący”. Rzeczywiście, konsystencja tej płynnej potrawy nie jest przejrzysta. Jest to zupa przygotowywana na bazie ziaren kukurydzy cacahuazintle. Ziarna gotuje się przez ok. dwie godziny, w wyniku czego z kukurydzy odrywa się wierzchnia skorupa. Podczas wrzenia wnętrze otwiera się na wzór kwiatu. To właśnie na tym etapie przygotowania pojawia się na powierzchni zupy rodzaj piany.

Krwawa przeszłość potrawy

Pozole pochodzi z czasów przed konkwistą kolonialną Hiszpanów. Plemię Mexicas wynalazło ją pomiędzy 1325 a 1521 rokiem. Najbardziej znany władca aztecki Moctezuma zajadał się tą potrawą, którą ofiarowywano także na cześć boga Xipe Tótec, bożka płodności, wzrostu kukurydzy oraz wojny.

Franciszkanie, towarzyszący w czasie podboju kolonialnego Hiszpanom, w swoich kronikach zapisali, iż Aztekowie do przygotowania tego posiłku używali mięsa ludzkiego, które gotowali wraz z kukurydzą. Potrawę tę pierwotnie nazywano tlacatlaolli, co w náhuatl znaczyło „ludzka kukurydza”, albo „kukurydza z człowieka". W tym wypadku, ujętego podczas wojny wroga, którego poświęcano na ofiarę dla jednego z bogów. Po ekstrakcji serca składanego danemu bogu, niektóre fragmenty ciała spożywano, wierząc, iż moc przeciwnika wniknie do ciała spożywającego je. Ludzkie mięso zjadali kapłani. Największą wartość stanowiło udo, które stawało się pokarmem spożywanym przez władców lub przez wojowników, którzy ujęli wroga. Podstawową wartością ofiary był jednak jej ryt ofiarniczy, wpisany w aspekt religijny. Uchodzące życie z ofiary stanowiło odżywczą energię dla bogów, którzy jej potrzebowali. A z kolei ludzie potrzebowali istnienia bogów, by oni podtrzymywali ich życie.

Niektórzy badacze jednak zaprzeczają temu i twierdzą, że jednym ze składników pozole było mięso udomowionej rasy psów xoloitzcuintle (nagi pies meksykański, zwany potocznie xolo).

Po przybyciu Hiszpanów i ich wpływowi na ówczesną cywilizację autochtonów, mięso ludzkie zastąpiono wieprzowym. Kukurydza pozostała jednak głównym składnikiem, symbolem płodności i życia.

El Pozolero

W odniesieniu do tego niechlubnego elementu związanego z kanibalizmem w historii potrawy pozole, nie bez przyczyny jednego ze znanych przestępców meksykańskich Santiago Meza López nazywano „El Pozolero”. Będąc na usługach kartelu rozpuścił on w dwustulitrowych cysternach z wrzącym kwasem (soda kaustyczna zmieszana z wodą) ponad 300 osób. Był płatnym zabójcą kartelu Arellano Félix. Swój przydomek zyskał od swojego kolegi z grupy przestępczej, kiedy ten był świadkiem jego „pracy” przy cysternach. Stał przy nich i mieszał łopatą wrzący kwas, w którym co jakiś czas pojawiały się jeszcze nie rozpuszczone części ludzkiego ciała. A na powierzchni widoczna była dość gęsta piana.

Różne twarze tej samej potrawy

Pozole posiada trzy warianty kulinarne. Mamy więc pozole blanco (białe), rojo (czerwone) oraz verde (zielone).

1. pozole blanco – najbardziej populane.przyrządzane z z suchych ziaren kukurydzy cacahuazintle i części głowy świńskiej (chociaż jest też wersja z mięsem kurczaka). Całość, w zależności od gustów, przyprawia się odrobiną soku z limonki, solą, zmielonymi papryczkami chile piquín (lub innymi), paskami sałaty, pokrojonymi drobno rzodkiewkami, ostrą cebulą i oregano.

2. pozole rojo – przypuszczalnie wywodzi się z regionu Jalisco. Różni się zasadniczo od poprzedniej wersji tym, że przyrządza się je z dwoma rodzajami chile: ancho i guajillo. Zazwyczaj gotowane na mięsie wieprzowym, ale przyrządzane jest również na bazie kurczaka czy też indyka.

3. pozole verde – przyrządzane z zielonmi pomidorami, epazote i pestkami dyni. Czasami dodaje się do niego skwarki wieprzowe i awokado. Za miejsce wynalezienia tej odmiany pozole uważa się stan Guerrero.

W niektórych częściach meksykańskiej ziemi (zwłaszcza na wybrzeżu, np. Jalisco, Colima i Nayarit) spotkać można także pozole con mariscos. To zupa na bazie rosołu z krewetek, w kombinacji z wieprzowym smalcem, do której wrzuca się krewetki, części ryby, ośmiornicy i kalus z małży.

Co ciekawe, istnieje też pozole vegetariano, przygotowywane na bazie pieczarek oraz innych grzybów. Posiada sporo przypraw, takich jak liście laurowe, czosnek, cebula, czy chili guajillo. Czy to jednak nadal pozole, czy tylko urozmaicona smakowo zupa grzybowa? Bez wieprzowej głowy, tak tradycyjnej i ważnej w tej potrawie, trudno traktować tę potrawę jako pozole.

Gusta i guściki

Jadłem wszystkie warianty pozole. Klasyczne, wieprzowe, niezbyt mi smakuje. Zbyt tłuste. Jednak wersja drobiowa, zwłaszcza pozole blanco, trafia w mój gust smakowy. Podobnie, jak pozole de mariscos. W stanie Morelos przez cały rok można delektować się tym przysmakiem kuchni meksykańskiej. I choć tutaj ciepło, nie potrzeba dodatkowo ogrzewać się od wewnątrz gorącą zupą, to jednak dobrze jest zjeść od czasu do czasu pozole. Mieszanka różnych smaków zapewnia jedyne w swoim rodzaju doznania smakowe. Zwłaszcza spożywana w miejscu, gdzie się zrodziła.

A do tego, jak mawiają Meksykanie: Con la barriga llena se piensa mejor (Z pełnym brzuchem lepiej się myśli!). Pozole z pewnością są posiłkiem tak sytym, że jeden talerz wypełniony tym daniem zapewni wiele godzin produktywnego myślenia. Choć w kontekście żywieniowym oznacza to raczej: samopoczucia... 


30/04/2024

Chwiejnym krokiem

 

Buenos dias!

Alkoholizm jest chorobą, która bazuje na uzależnieniu od alkoholu. Staje się problemem wpisywanym w poziom zdrowia publicznego, który dotyka swoimi konsekwencjami miliony osób. Są to konsekwencje nie tylko pojedynczych osób (ich zdrowia cielesnego, jak i psychicznego), ale także społeczności, a więc szerszego wymiaru życia społecznego (zwłaszcza rodziny). Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) określiła alkohol jako przyczynę 6% śmierci na całej kuli ziemskiej, podczas gdy w Meksyku jest odpowiedzialny za 10% zgonów.

Rosnąca statystyka

Dane te nieustannie wzrastają, Wypadki samochodowe, wzrastająca przemoc, uliczne strzelaniny oraz bijatyki posiadają gdzieś w sobie również podłoże alkoholowe. Podobnie, jak przemoc domowa. Jak podaje dziennikarka Hannia Noell w swoim artykule dla „El Economista”, opierając się na danych narodowej ankiety z 2022 r. odnośnie zdrowia i odżywiania, spożycie napojów alkoholowych wzrosło w Meksyku do 72,8% wśród mężczyzn powyżej 18 roku życia, a wśród kobiet do 48,4%. Najbardziej popularnym trunkiem jest bez wątpienia piwo (40% społeczności), a kolejne miejsca w rankingu zajmują narodowe trunki, takie jak tequila, mezcal i aguardientes. Tuż za nimi plasuje się brandy oraz whisky. Badania wykazują wzrost spożycia alkoholu wśród kobiet, zwłaszcza nastolatek. To spożycie większe jest także wśród młodzieży w metropoliach oraz wśród grup społecznych o wyższym wykształceniu. Niewielki spadek w niektórych regionach nie wpływa jednak na poprawę sytuacji spożycia alkoholu. W takich stanach, jak Baja California Sur, Coahuila, Nuevo León oraz Sonora, spożycie alkoholu wśród mężczyzn sięga powyżej 80%. W stolicy Ciudad de México ilość spożywanego alkoholu przekracza średnią krajową: 78,8% wśród mężczyzn i 52,7% wśród kobiet powyżej 18 roku życia.

Przysięga

Praktycznie do każdej parafii przybywają młodsi i starsi, kobiety i mężczyźni, by złożyć tzw. juramento. Jest to przysięga przed Bogiem na określony czas, do abstynencji od alkoholu, narkotyków czy innych uzależnień. W większości przypadków dotyczy spożywania napojów alkoholowych. Dość często przychodzą wspólnie koledzy „od kieliszka” pragnący w przypływie emocji wyzwolić się od zgubnego nałogu.

Takie duże i przez cały dzień otwarte centrum jest także na terenie bazyliki w Guadalupe. Bywa, że ustawiają się nawet kolejki do przysięg. Wiadomo, sanktuarium to sanktuarium. A Guadalupana może dać niezawodną pomoc.

Jednak motywacja nie zawsze jest silna ani szczera. Niektórzy stali się stałymi bywalcami kościoła, przychodząc tylko i wyłącznie by kolejny raz odnowić przysięgę. Często po każdej następnej wpadce. Bywa, że nałogowiec przybywa z rodziną, rodzicami albo żoną (lub mężem, bo kobiet też nie brakuje). Przypuszczam, że wskutek ultimatum bliskich, a nie w zgodzie z własną wolą. Często to pewnie ostatnia deska ratunku rzucona mu przez rodzinę, w desperacji chwytającej się każdej okazji do choć minimalnej zmiany sytuacji. Taki rodzaj wymuszenia, bez wewnętrznej zgody przysięgającego, nie ma jednak szans powodzenia. Są jednak ludzie, którym faktycznie juramento pomaga wyjść z nałogu. Jest ich jednak mało, a każdy taki przypadek to swego rodzaju autentyczny cud.

Podchodzę nieco z dystansem to praktyki juramento, prosząc Boga o pomoc w danej sytuacji. O uwolnienie. O światło Ducha, by właściwie rozeznać sytuację i znaleźć odpowiednie słowa i radę, by ewentualnie pomóc potrzebującym. Odczuwam wyraźnie intencje i nastrój przychodzących. Czasami w żartobliwej rozmowie wykazuję nielogiczność składania przysięgi, gdy nie jest się do końca przekonanym o realnym jej powodzeniu. I bez chęci uczynienia wszystkiego, by zostać uwolnionym. Podjęcia trudnej walki. A ciężkich prób będzie w niej na pewno wiele. Niekiedy kieruję przybyłych do grup AA lub konkretnych poradni dla osób uzależnionych.

Rozmowa (prawie)przysięgłego

  • Padre, chcę złożyć juramento... - obok mnie stoi młody, może dwudziestopięcioletni chłopak, ubrany w stare jeansy i zbyt dużą, białą koszulkę. Patrzę mu prosto w oczy:

  • Jesteś pewien swojej decyzji? - zapytuję – Wiesz, że to odpowiedzialność, aby dochować przysięgi. Tym bardziej przed Bogiem.

  • - Tak, muszę złożyć tę przysięgę!

  • - Musisz, czy chcesz? Bo różnica między jednym a drugim jest zasadnicza.

    Chłopak zamyślił się. Zrozumiał, o co mi chodzi.- No... chcę również. Oprócz tego, że muszę. Rodzice powiedzieli, że wyrzucą mnie z domu, kiedy znowu przyjdę pijany.

  • Dobra. Składasz pierwszy raz?

  • Tak.

  • Wygląda to tak: najpierw przeczytasz na głos tekst na obrazku, który jest prośbą do Boga o pomoc. Musisz jednak żałować oraz powziąć stanowczą decyzję, że naprawdę pragniesz się wyzwolić z nałogu. Potem wspólnie pomodlimy się o wsparcie Ojca, bo bez Niego niewiele możemy. Też za twoją rodzinę, by miała wiele cierpliwości oraz nadziei, i pomogła tobie w walce. A wiesz, że ona będzie niełatwa. Potem podpiszesz przysięgę i ja moim podpisem potwierdzę, że ją złożyłeś. No i jeszcze wpiszemy datę rozpoczęcia, by określić czas trwania. Na jak długi czas chcesz przysięgać?

  • Pół roku. Tylko... czy możemy wpisać na pojutrze datę rozpoczęcia przysięgi?

  • A dlaczego? Masz jakąś imprezę dzisiaj?

Zmieszany chłopak spuścił wzrok. Nie trudno było odkryć intencję tych przenosin.

  • No... tak! Jutro są chrzciny bratanka. A jak się nie napić z chrzestnym i nie oblać tak radosnego faktu, jak chrzciny?

Uśmiecham się i patrząc w oczy mojemu rozmówcy, pytam jeszcze raz:

  • Czy naprawdę chcesz złożyć tę przysięgę? Uważam, że nie warto bez przemyślenia motywacji przysięgać przed Bogiem. Będziesz potem borykał się z wyrzutami sumienia, że jej nie wypełniłeś. Dla mnie to nie problem: możesz przysięgać. Cała odpowiedzialność jest jednak po twojej stronie, nie po mojej. Zawsze możesz przyjść później, kiedy w 100% zdecydujesz się zmienić swoje życie. To moja rada, a decyzja należy tylko do ciebie. Będę tu na ciebie czekał.

Dużo czy mało?

Przeprowadzone podobne badania odnośnie spożycia alkoholu w Polsce pokazały, że na jednego Polaka rocznie przypada średnio 11,7 litra czystego alkoholu, co najmniej raz w miesiącu upija się 35 proc. dorosłych. Pomimo tego, Polska nie lasuje się czołówce najbardziej pijących. Jak i Meksyk, który na świecie zajmuje jedno z odleglejszych miejsc.

Krótki słownik meksykańskich wielbicieli alkoholu

Chela/Cheva/Cheve: piwo

Chelear: wypić wiele piw

Chupe: napój alkoholowy (różnego typu)

Cruda (lub: cruz): ogólne złe samopoczucie spowodowane wypiciem dużej ilości alkoholu; kac

Cruzadito (lub: pulpo): gdy grupa pijanych osób pije wzajemnie krzyżując ramiona („na brudzia”)

Fuertecito: jakikolwiek napój alkoholowy, który nie jest piwem lub likierem

Hidalgo, de: pić jednym szotem (na jeden raz) napój alkoholowy.

Malacopa: osoba, która po spożyciu alkoholu staje się agresywna, bez względu na ilość wypitego trunku

Peda: święto, fiesta; bez względu na to, ile w niej uczestniczy osób, dwie czy więcej 

Pedo: wysoki poziom alkoholu we krwi

Pisto: nazwa napoju alkoholowego (każdego typu) na północy Meksyku

Precopeo: spotkanie wąskiej grupy osób poprzedzające główną fiestę

Teporocho: osoba przez cały czas będąca pod wpływem alkoholu

Vaquita (lub vaquera): wzajemna zrzutka na zakup alkoholu na wspólne świętowanie



Lila: Indianka, która stała się muzyką

  Buenos dias! Spośród licznych artystek meksykańskich od samego początku, kiedy usłyszałem jej aranżacje znanych mi skądinąd utworów zako...