Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meksykanin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meksykanin. Pokaż wszystkie posty

29/08/2023

Szkolny dzwonek

System szkolny w każdym państwie odgrywa ważną rolę dla przyszłości i właściwego funkcjonowania społeczności zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz danego kraju. Jak wygląda system szkolny w Meksyku? Jak kształcone są meksykańskie dzieci? A także o nowych wyzwaniach i niebezpieczeństwach szkolnictwa w Stanach Zjednoczonych Meksyku.

Szkolna drabinka, szkolne schody

Schemat systemu edukacji w Meksyku (el Sistema Educativo Nacional) przypomina powszechnie znane, również w Europie, systemy, w których wyróżnić można nauczanie podstawowe (Basica), szkoły średnie (Media Superior) oraz wyższe uczelnie (Superior). Oczywiście, poszczególne szkoły na wszystkich tych szczeblach różnią się między sobą poziomem nauczania. Są szkoły prywatne, bardziej lub mniej prestiżowe uniwersytety, itp. Jak praktycznie w większości państw na całym świecie.

Najmłodsze dzieci uczęszczają do przedszkoli (Prescolar). Nieco starsze rozpoczynają swoją edukację w szkole podstawowej (Primaria), następnie kontynuują ją w odpowiedniku gimnazjum (Secundaria). Te etapy nauki są elementarne i obowiązkowe. Koniec tego etapu jest ważnym czasem dla młodzieży, gdyż muszą podjąć decyzję o kształcie dalszej drogi swojego życia. Uwarunkowane to jest ich predyspozycjami i talentem do danego kierunku kształcenia, ogólnym ukonkretyzowaniem kierunku swojej drogi zawodowej, a także (często: niestety) możliwościami ekonomicznymi rodziny. Dlatego spora część po prostu podejmuje się fizycznej pracy w różnych zawodach, po uprzednim praktycznym przygotowaniu, w konkretnym miejscu swojej przyszłej pracy (Capatication para el Trabajo). Szkoły średnie dzielą się na kilka typów: techniczne (Tecnologo), licea (Bachillerato General – zwane powszechnie Prepas), liceum techniczne (Bachillerato Tecnologico), zawodowo - techniczne (Profesional Tecnico). Ukończenie tych szkół daje absolwentom ewentualny wstęp na poziom edukacji wyższej, do szkół wyższych i uniwersytetów, w których nauka kończy się zdobyciem licencjatury (Licenciatura). Niektórzy mogą podążać dalej w swojej edukacji, do osiągnięcia określonej specjalizacji (Especializacion) czy magisterium (Maestria). Najwyższym szczeblem w drabinie naukowej jest doktorat (Doctorado).

Ze szkolnego pamiętnika

Mieszkając w Campeche nauczałem jęz. włoskiego zarówno w gimnazjum (Instituto Mendoza), jak i w liceum (Fray Angelico). Miałem możliwość poznać nieco zasady działania szkół od wewnątrz. Problemy uczniów oraz ich rodzin. Wykazujący talent do nauki oraz pracowici uczniowie mogą liczyć na stypendium. Wiele szkół posiada przed wejściem ochroniarzy, czy może lepiej rzec: portierów, którzy choć w minimalny sposób zapewniają bezpieczeństwo uczniom. Teraz poznaję nieco szkolnictwo wyższe, będąc profesorem w diecezjalnym seminarium w Cuernavaca, które podlega pod Uniwersytet Sapienza. Jest to inna praca, już z dojrzałymi osobami, którzy mają motywację i chęć do nauki.  

Szkoła meksykańska charakteryzuje się oficjalnymi celebracjami świąt narodowych, jak Dzień Flagi, czy Dni Niepodległości. Urządza się szkolne przedstawienia i akademie związane z tematyką święta i mające wymiar edukacyjny, ale też utwierdzający tożsamość narodową przyszłych pełnoprawnych obywateli kraju. I chociaż Meksyk jest konstytucyjnie ustanowionym państwem laickim, bez konkordatu (statystycznie ok. 80% Meksykanów deklaruje się katolikami), to znajdują się w szkołach pewne akcenty religijne, np. obchodzi się święto MB z Guadalupe, Dzień Zmarłych czy Narodzenie Pańskie. Z prostej przyczyny: bo kultura i tożsamość narodowa wiąże się od wieków z religią. Należy wspomnieć, że w Meksyku istnieją także szkoły średnie i wyższe prowadzone przez diecezje lub zgromadzenia zakonne. 

Aktualne problemy

Dokładnie w tym czasie, na progu roku szkolnego 2023/2024, pojawiły się silne kontrowersje związane z nowym systemem edukacji, który pragnie wprowadzić obecny prezydent Lopez Obrador. Uzasadnione zastrzeżenia do programu, jak i nowych podręczników dla szkół podnoszą nauczyciele (wielu milczy, z realnej groźby utraty pracy), zaniepokojeni rodzice oraz Kościół, który stoi na straży wolności dobra nie tylko chrześcijan, ale narodu. Przygotowane (i, co dziwne, rozprowadzane za darmo) książki do nauki mają wiele zakłamań historycznych, błędów, narzucona w nich jest zgodna z widzeniem politycznym rządu linia interpretacji rzeczywistości społecznej. Wizja społeczna wyraźnie promuje ideologię komunizmu. Nauczyciele i rodzice zobligowani są korzystać tylko z tych podręczników i wpajać je młodemu pokoleniu. Metodolodzy i eksperci naliczyli kilkadziesiąt poważnych, merytorycznych błędów w tych podręcznikach. Wszystko to dąży również do utworzenia z Meksyku państwo totalnie ateistycznego, którego nową religią stanie się komunizm. W historii znane są takie działania (także w Polsce...). Zawsze kończyły się porażką. Ale także i cierpieniem wielu ludzi, walczących o prawdę. Również cierpieniem ludzi nieświadomych i poddanych manipulacji, którzy z czasem doświadczali całkowitego braku wolności osobistej. Jest to działanie programowe, które cechuje systemy totalitarne.

Oczyma przejętego nauczyciela

A oto fragment wypowiedzi przesłanej mi przez jedną z wysoko postawionych w systemie edukacji nauczycielek (której nazwiska ze względów jej bezpieczeństwa nie podam): „Edukacja w Meksyku dąży do zmian w kierunku socjalizmu. Zasadniczym problemem są w tej chwili podręcznik. Nauczyciele muszą uczyć dzieci wg programu, które ma je uczynić ateistami. Są strony dla nauki w 6 klasie, które mówią które krytykują nawet rzeczywistość Guadalupe. Książki mają radykalnie zmienić myślenie dzieci, w odniesieniu do wartości kulturowych i rodziny. Rodzice dzieci są zobligowani do wyjaśniania na ich podstawie tematów politycznych (!). Książki są przeciwko kapitalizmowi, wolności religijnej i ekonomicznej. To wywołuje już teraz wiele nieporozumień w rodzinie szkole, między nauczycielami, uczniami. Wszyscy są zmuszani zunifikować swoje myślenia na rzecz komunizmu. Nauczyciele mają podkreślać w nauczaniu tematy socjalne, kosztem innych zagadnień (np. nauki hiszpańskiego, literatury czy kultury). Dzieci mają być uczone buntu przeciw religii, Kościołowi, feminizmu, LGBT, tematu dyskryminacji a nie tradycji i kultury swojego narodu. W konsekwencji takie działanie prowadzi do rozbicia integracji rodziny, która ma także zostać zideologizowana. To ma stworzyć nienawiść, podziały, zawiść i i bunt”.

Radosny taniec czy marsz żałobny?

Dzieci są przyszłością każdego narodu. Dlatego tak ważna jest ich właściwa edukacja, zarówno w rodzinie, jak i w szkole. Od niej bowiem zależy kształt przyszłości państwa. Pośród tego zamieszania w szkolnictwie najbardziej cierpią dzieci, które są niewinne i czyste. Jak śnieżnobiała, nie zapisana jeszcze stronica księgi ich życia, którą będą stopniowo zapisywać same. Właściwa edukacja pozwoli im dobrze napisać ich jedyną historię istnienia. Wpajając im na siłę określoną hierarchię wartości czyni się im krzywdę i pozbawia prawdy oraz wolności. Najmłodsze są nie świadome tego, co dzieje się wokół. To wszystko ma wyraźne znamiona mechanizmu, który papież Franciszek nazwał kiedyś „nowym kolonializmem ideologicznym”.

A dobrze wiadomo, że „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”..

.

06/02/2023

Mexican drive, czyli meksykańska jazda bez trzymanki

 

Buenos dias!
Miałem możność jeździć autem i motocyklem w wielu krajach na świecie. W Meksyku posiadanie auta jest często nie tyle luksusem, co koniecznością. Ogromne przestrzenie miast wiążą się z systemem komunikacji, który – choć istnieje – często nie spełnia oczekiwań.

Problem komunikacji w przeogromnej metropolii Ciudad de Mexico rozwiązuje w jakiejś mierze aż dziesięć linii metra. Przemierzając Miasto Meksyk najczęściej poruszam się tym właśnie środkiem transportu publicznego. Pomimo tłoku w szczytowych godzinach ruchu, jest on szybki i wygodny, a proste opisy (z odpowiednimi grafikami dla niewielkiej grupy analfabetów i nie znających języka turystów) pozwalają bez przeszkód dotrzeć do celu podróży. Wagony metra to też miejsce pracy, czy dokładniej: handlu, dla niektórych. Są metrowi grajkowie, obnośni sprzedawcy niewielkich gadżetów, czy też muzyki z mp3 zgranej na cd. i wielu innych, niekiedy zaskakujących przedmiotów. Meksyk jest pełen niespodzianek i zaskoczeń! W godzinach szczytu trzeba uważać na kieszonkowców. Poza tym, jest wesoło i kolorowo. Warto mieć w kieszeni kilka peso i dać tym, którzy tam, gdzie gromadzą się ludzie, szukają pomocy. Nie podejrzewając, że to oszuści, gdyż sporo ludzi w Meksyku, po prostu w ten sposób zbiera na chleb (a dokładniej: kilka placuszków tortilli...)

Podczas wypraw na dalsze trasy korzysta się najczęściej z autobusów, czy busów zwanych: colectivos. Ekonomiczna forma i zazwyczaj skuteczna. Na najdalsze, kilkuset kilometrowe trasy wyruszają z kolei ze specjalnych przystanków super wygodne, nowoczesne, autobusy liniowe. Jest kilka takich linii, zależy z jakiego rejonu wyruszamy i dokąd. Czasem warto przemyśleć opcję lotu samolotem. Cena bywa podobna , a czas dotarcia zdecydowanie krótszy. Europejczykom trudno sobie wyobrazić ogromne odległości oraz tereny Meksyku.

Lokomotywa z marzeń

W Meksyku nie ma sieci kolejowej. Niegdyś istniała w niektórych miastach, potem z pasażerskiej w takiej samej, niewielkiej mierze, funkcjonowała kolej towarowa. Dzisiaj przebąkuje się o próbie utworzenia na Jukatanie linii Tren Maya, ale = jak pozostałe z obecnie istniejących symbolicznych wręcz linii, będzie miał tylko jakieś znaczenie dla turystyki.

Dla fanów podróży pociągami, polecam przejażdżkę pociągiem El Chepe, która prowadzi przez Kanion Miedziany. Trzystu pięćdziesięciokilometrowy odcinek od Los Mochis (w stanie Sinaloa) do Creel (Chihuaha) przemierza on ponad 9 godzin. Turyści mogą sobie w tym czasie podjeść w wagonie restauracyjnym i podziwiać widoki z panoramicznego wagonu obserwacyjnego. A jest na co popatrzeć...

Historia kolei meksykańskiej wiąże się z rokiem 1873, kiedy oddano do użytku pierwszą linię kolei wiodącą ze stolicy do portowego miasta Veracruz. Dwadzieścia lat wcześniej istniała co prawda króciutka linia kolejowa z El Molino do Veracruz, ale miała ona znaczenie jedynie symboliczne. Podobnie, jak istniejąca do dziś, jeszcze bardziej symboliczna linia w malowniczym mieście Guanajuato (centralny Meksyk) na odległości... 102 m! Ale za to dwa (także symboliczne wagoniki mogące przewieźć po 5 osób) wspinają się w nachyleniu 30%. Atrakcja turystyczna, ale też pomoc w dotarciu na okoliczne wzniesienie dla osób niepełnosprawnych i gości mieszczącego się tam hotelu.

Miałem okazję być w niewielkim muzeum kolejnictwa w stolicy podczas którejś z moich licznych wypraw. Czasowa wystawa ukazywała kolej jako ważną sieć do przewozu pulque, czyli lokalnego bimbru, do stacji w Veracruz. Stamtąd pewnie statkami próbowano dostarczać ją do Hiszpanii. Jednak misja ta okazała się fiaskiem. Poza Meksykiem nigdzie nie skosztujecie pulque. Prawdziwy napój tych ziem, ożywczy, niskoprocentowy, ale dający kopa! Nic dziwnego, że miał wielu swoich fanów. Liczne kantyny serwowały tylko ten trunek, a miejsca te przeznaczone były tylko dla mężczyzn. Pewnie z obawy o bezpieczeństwo płaci pięknej. Jaki smak ma pulque? Piłem kilka rodzajów, wszystkie domowej roboty. Smak trochę nijaki przy pierwszym skosztowaniu. Może dlatego czasem dodają do niego naturalnych soków? Mętny, biały, z niedużą pianką, jeśli świeży. Ustany jej nie posiada. No, ale miało być o transporcie, nie o trunkach,,, Odnośnie kolei warto zwiedzić dwa muzea kolejnictwa: w Puebli oraz w Merida (na Jukatanie).

Prawo jazdy przez prawa

Jak kierują autami Meksykanie? No, cóż... Zupełnie inaczej niż w Europie. Zastanawiam się, czy posiadają w ogóle jakieś ustalone zasady jazdy. Jeżeli tak, to są bardzo umowne. Zresztą – po co reguły?! Gdzie mieliby się ich nauczyć? Ten chaos na jezdni może tłumaczyć fakt, iż aby zdobyć prawo jazdy nie potrzeba żadnych egzaminów, testów i wielu dokumentów, a nawet badań. Teoretycznie każdy jest zdolny do prowadzenia auta. Wystarczy tylko, że wypełni odpowiednie dokumenty wyciągnięte ze stron urzędu miasta, posiada dowód tożsamości i przyniesie ostatni rachunek za prąd (który potwierdzi jego adres zamieszkania). No, i obowiązkowo dowód wpłaty 870 peso czyli ok. 220 zł), potem podpisze dokument, zostawi odciski palców w urzędzie, uśmiechnie się do robionego mu zdjęcia, do ręki dostaje wydrukowany dokument i... może ruszać w trasę! Z przytupem w dodatku.

Dlatego może na ulicach zdarza się wiele stłuczek i wypadków, często śmiertelnych. W Meksyku istnieją szkoły jazdy, ale oferowane kursy są nieobowiązkowe i kosztowne, więc chętnych na nie praktycznie nie ma. potwierdził mi to jeden z moich przyjaciół z Campeche, Lucio, właściciel jednej z takich szkół. Żeby nie dorabiał będąc kierowcą osobowego busa, nie miałby jak utrzymać rodziny.

Kiedy próbowałem jeździć z zasadami, trąbiono. Wpychanie się, jazda na trzeciego to codzienność, a istnienie światłem mijania w samochodach to w sumie nie jest potrzebne, bo i tak nikt ich praktycznie nie używa.

Dla łamiących nagminnie zasady drogowe, ci którzy sami je łamią (czyli praktycznie... wszyscy w Meksyku) są bardzo wyrozumiali. Nie znałem jeszcze miasta, więc pomoc nawigacji była niezbędna. Okazało się, że jest ona zawodna. „Skręć w prawo”. No, to kręcę. Jadę spokojnie pod górkę, szeroka betonowa ulica. Z naprzeciwka cisną auta. W pewnym momencie coś mnie zaniepokoiło. Bo nikt za mną nie jedzie, nie wyprzedza... Dziwne... Po mojej stronie przy krawężniku gęsty rząd samochodów. Są zwrócone przodem do mnie. Nagle jakiś przebłysk: „Jadę pod prąd! Przecież tu chyba jest ruch jednokierunkowy...”. Nikt jednak nie błyskał światłami, nie krzyczał, nie trąbił... Zwolniłem. Jakiś facet właśnie parkował, wyszedł z auta. Rękoma pokazałem gest bezradności. Gość nie przejął się. Pokiwał głową, wyszedł na ulicę i zatrzymał ruch, żebym mógł zawrócić. I pojechałem dalej. Tym razem w dobrą stronę.

Ruszam w trasę

Chociaż kieruję autem już 32 lata to miałem pewne obawy, żeby wsiąść za kółko, zwłaszcza nie mojego auta. Pożyczał mi je mieszkający w parafii padre Raul. Rzadko poruszał się nim, gdyż osiemdziesiąt siedem lat na karku pozbawiło go refleksu. Widać, miał już dość słuchania trąbienia nerwowo mijających aut, gdy spokojnie przemierzał ulice Cuernavaca. Auto zresztą miało tylko nieco lat mniej niż on. Tary, wysłużony Nissan, model Tsuru, to w sumie zabytek. Zero elektroniki. Jedynie rzężące radio to jej jedyny przejaw. Dodatkową trudnością jazdy był fakt, że wszystkie szyby były jakby matowe. Próbowałem przemyć je w trakcie pierwszej jazdy. To był zły ruch. Przestałem widzieć przez nie. Wycieraczki nie zbierały wody, a mgła jakby przybrała na sile. Dobrze, że było gdzie stanąć. Z tym nie ma problemu. Bo Meksykanie stają nagle, gdzie im pasuje. I nikt się nie wkurza. Nawet jeśli to jest na środku jezdni. Norma!

  • Padre Raul – pytam staruszka – A kiedy zmieniałeś opony i klocki hamulcowe, bo coś nie widzę bieżnika, a hamulce piszczą?

  • Nie pamiętam... Dawno. Miałem zmienić, ale był Covid, zresztą jakoś jedzie, a daleko już nie pojadę. Ale będzie z jakieś osiem lat.

  • Dawno.

  • A to trzeba zmieniać? Nie wiedziałem...

Problem kół wspólnymi siłami rozwiązaliśmy. Ale szyby trzeba by oddać gdzieś do wyczyszczenia mechanicznego, bo żadne środki chemiczne nie nadadzą im przejrzystości. Żeby było ciekawie, z lusterkami jest to samo, więc właściwie otwieram na oścież okna (dobrze, że jest ciepło i nie pada!), i pomykam do przodu. Policji nie ma, nie czekają z żadnymi radarami, nie ma elektronicznych pomiarów. Jedynym, co ogranicza szybkość są czasem dość gęsto stawiane tzw. topes, czyli progi na jezdni. Nie zawsze wyraźnie oznaczone. Niższe auta mają więc nieco przeprawy, ale tutaj, może dlatego, większość ma samochody z wysokim podwoziem. Albo tak stare, że jeden próg, czy drugi, im już nie zaszkodzi. Ledwie kołaczą się po drogach, jak sterty ruchomego złomu. Ale jadą! I nikt im nie sprawdzi przydatności do jazdy.

Autostrady są dobre, choć też płatne. Na pewno różne od europejskich. Podrzędne, miejskie ulice pełne dziur i nierówności.

A może lepiej piechotą?

Zapewne wielu teraz sobie pomyślało: „Nie kierowałbym autem w Meksyku! To zbyt ekstremalne i niebezpieczne”. Ale... nie trzeba wsiadać wcale do auta, żeby mieć ekstremalne przeżycia drogowe. Samo przejście jezdni to spory wyczyn. Nikt nie reaguje na pasy drogowe, które czasem wymalowane są na jezdni. Przyzwyczajony do europejskich standardów zaczynam przechodzić przez jednię do jednej z naszych kaplic. Patrzę w lewo, w prawo... Stawiam dwa kroki. Słyszę zgrzyt i pisk, pomieszany z przekleństwami. Ufff, dobrze, że wyhamował! Ale musiał pędzić, chociaż nie był to samochód wyścigowy. Od pewnego czasu, po prostu kilka razy patrzę w obydwie strony, i kiedy nie widzę nawet daleko będących aut, przebiegam.

Zdecydowałem się kupić motocykl. Nie drogi, dane techniczne nie powalające, ale za to wizualnie ładny. Będę mógł jeździć, a to to niezbędne do mojego tutaj funkcjonowania. I na pewno będę częściej niż w Polsce czy Italii modlił się do św. Krzysztofa, o pomyślną jazdę. Jeżdżąc po meksykańskich drogach bardziej zrozumiałem, dlaczego tak często przychodzą do mnie moi parafianie, żebym poświęcił im auta, którymi jeżdżą.



13/01/2023

Prymicje w stylu mexican retro

Buenos dias!
W wielu rejonach Meksyku możemy dostrzec synkretyzm, który jest oczywistym elementem przenikających się kultur. Pojawia się on na różnym tle, społeczno-kulturowym, kulinarnym, architektury czy sztuki. Najbardziej jednak widoczny jest w religii.

Blond zadziwienie

Duże miasto Xoxocotla (potocznie nazywane Xoxo). Jedno z kilku w regionie Cuernavaca, w stanie Morelos, gdzie przeważającą grupę mieszkańców stanowi rdzenna ludność indiańska. Można to zauważyć po ubiorach, charakterystycznych rysach twarzy i kolorze skóry. Tutejsi mieszkańcy są w dodatku niewysocy, żeby nie powiedzieć: niscy. Włócząc się po mercado – znanym w każdym miasteczku meksykańskim, targu, czułem się czasami jak kosmita przybyły z innej planety albo jakaś postać z legendy o olbrzymach. W dodatku z blond włosami, które dla wielu spotkanych stanowiły obiekt ciekawości, a nawet zadziwienia.

- To naprawdę nie są włosy farbowane?

- Nie, naturalne. Takie mam od urodzenia – odpowiadam starszej kobiecie w tradycyjnym, kolorowym, skromnym ubiorze tubylców.

- Ale jak?! Jesteś naprawdę rubio (blondynem) - zdziwienia kobiety sięga zenitu – Na pewno nie są farbowane?

- A jak słońce poświeci, to stają się jeszcze bardziej jasne – odpowiadam z uśmiechem.

Pomyślałem, że jest to tak nieprawdopodobne, że nie uwierzyła. Może powinienem mieć zaświadczenie jakiegoś lokalnego fryzjera? Chociaż kto wie, czy i on nie byłby równie zadziwiony, bo strzygą się u niego zazwyczaj tylko posiadający ciemne (lub siwe, konsekwentnie do wieku), sztywne, gęste włosy. W tej sytuacji, co do włosów więc, trudno upatrywać się jakiegokolwiek synkretyzmu.

Dwa Julki, dwa Cezary

Dzisiaj w Xoxo wielkie święto, do którego przygotowywano się już długi czas. Nie codziennie zdarza się bowiem, że jeden z nich został niedawno wyświęcony na kapłana. Cieszy się wspólnota procentowo małej liczby katolików, jak i wszyscy inni. Z tej wioski wyświęcono już niegdyś co prawda księdza, ale było to piętnaście lat temu. Teraz przyszła kolej na Julio Cesara. O jego pierwszej Mszy prymicyjnej chciałbym nieco opowiedzieć, gdyż było to wydarzenie niesamowicie obrazowe, nasycone wspomnianym synkretyzmem religijnym. W Meksyku jest już coraz mniej tego typu wydarzeń. Niektóre zwyczaje zatracają się, gubią i zanikają. Przyczyn tego postępującego procesu można doszukiwać się w wielu czynnikach nie sprzyjających zachowywaniu dawnych zwyczajów. Zresztą to proces, który dotyczy nie tylko ludności ziem Ameryki Łacińskiej, ale także i terenów Europy, np. Italii.

Przy głównej bramie miasta czeka tłum ludzi. Lokalna banda (nie mylić z gangiem czy inną grupą przestępczą! - chodzi o zespół orkiestry, głównie oparty na instrumentach dętych) wygrywa skoczne kawałki. Trąbki i trąby metalicznym głosem odbijają się echem od okolicznych, niewysokich, szczelnie do siebie przylegających domostw, przy wtórze głuchego dudnienia bębna. I oto jest! Główny bohater całego zamieszania. Główny, choć przypuszczam, że nie mierzy ponad 150cm wzrostu. Szczupły, żeby nie powiedzieć: chudy, o ciemnej karnacji. Imię za to dostojne i budzące respekt: Juliusz Cezar. Zaznaczyć jednak wypada, że Juliusz Cezar miał jednak ok. 174 cm wzrostu. Może zatem inny fakt łączy meksykańskiego Juliusza z tym rzymskim? Rzymski po przekroczeniu rzeki Rubikon wyrzekł sentencję, która na stałe wpisała się w historię: Alea iacta est! (Kości zostały rzucone!) Powiedzenie oznaczające podjęcie nieodwracalnej decyji. Meksykański Julio nie tak dawno podczas swoich święceń wyrzekł te same praktycznie słowa, oddając się całkiem na służbę Bogu.

Wieńce, kadzidełka i kosze z darami

Przedstawiciele rodzimej wspólnoty dekorują głowę Julio wiankiem z kwiatów cempasúchil (aksamitki), a na jego szyję nakładają wieniec z tych pomarańczowych kwiatów. Podobnie kobiety czynią z przybyłymi licznie księżmi, uczestnikami uroczystości. To znak wielkiego szacunku i honoru. Takimi wieńcami przyozdabia się tylko przywódców oraz ludzi zasłużonych. Kiedyś byli to lokalni władcy plemienni i kasta kapłanów. Prawdopodobnie owo myślenie kastowe przetrwało w mentalności tych ludzi do dziś dnia. Kwiaty te są nierozerwalnie złączone z celebracją Dia de los Muertos. Są to kwiaty zmarłych. Może tutaj, w odniesieniu do kapłanów, mają oznaczać ich obumarcie dla świata? Ich zadanie prowadzenia ludzi do świata zmarłych, czyli: przygotowywanie do wejścia w bramy życia wiecznego? To jednak moje, daleko idące myślenie, które wyrażam w postaci pytań.

Nie wiadomo skąd, nagle pojawiają się ubrane na czarno kobiety, z dymiącymi, glinianymi miseczkami w rękach. Podchodzą do każdego z księży i płynnymi ruchami, tańcząc, okadzają ich. Symbol oczyszczenia. Szamani używali okadzeń do odpędzania złych duchów, a więc też do ochrony człowieka. Czasem wykorzystywano do tego celu szałwię białą. Nie byłem w stanie rozpoznać zapachu tego swoistego kadzidła. Jeszcze tylko inna grupa kobiet przybliża się i posypują nsze głowy jakimś konfetti. Domyślam się, że to znak rozpoczęcia świętowania, zaproszenie do radości. Nawet, gdy ten papierkowy łupież szybko spada z głów na ziemię. Może tak właśnie musi być?

Wreszcie można wyruszyć. Orkiestra znowu przygrywa, kobiety kroczą kołysząc się zwiewnie, a kadzidło z ich niegasnących naczyń unosi się w górę. Jest upalnie i bezwietrznie. Docieramy do celu. Dzisiaj Msza na otwartej przestrzeni. Jest około tysiąca ludzi! Msza, jak to Msza. Jedynie element dostarczenia darów (tzw. ofertorio) znowu odwołujące się do dawnych zwyczajów. 

Wspólnota ofiaruje w darze m.in. żywe jagnię. Od pory przybycia zwierzęcia, głośne beczenie baranka regularnie towarzyszy liturgii. Cóż, każdy modli się jak potrafi. Nawet zwierzęta, na swój sposób, i nie przyjmując się wcale o innych. Ofiarowane dary wskazują, że tutejsi Indianie byli ludnością rolniczą. Kosze darów ich ziemi i ich pracy: orzeszki, kukurydza, ziarna słonecznika. Ciasto drożdżowe wypieczone w formie baranka. Do tego kilka potężnych, glinianych dzbanów, zapewne z tutejszym alkoholem albo owocowym sokiem. Tutejsi ludzie dzielą się tym, co posiadają. Ich gościnność poznałem wiele razy.

IV: Czcij ojca i matkę swoją

Ciekawą tradycją, bardzo wzruszającą dla księdza sprawującego po raz pierwszy publicznie Mszę św. jest zwyczaj ofiarowania swoim rodzicom na zakończenie liturgii dwóch symbolicznych przedmiotów: mamie – puryfikaterza (niewielkiej, białej, płóciennej ściereczki służącej do oczyszczenia pateny i kielicha), a tacie – stuły. Są to przedmioty, które, kiedy umrą, wkłada się im do rąk, lub kładzie na piersiach, do trumny. Podczas, gdy staną przed obliczem Stwórcy, mają one wskazywać, że oddali Bogu to, co mieli najcenniejszego w życiu – swoje dziecko. Ma to otworzyć im bramy raju.

A po ceremonii oficjalnej, to mniej oficjalna, ale bardzo oczekiwana. Wspólne świętowanie zaproszeni są wszyscy! Nie ma wybranych, równych i równiejszych. Dla każdego wystarczyło zupy ze strzępkiem wieprzowego mięsa w środku, świeżych tortilli oraz obowiązkowo kawałka wielkiego tortu, który tradycyjnie pokroił bohater tego święta, Julio Cesar. Podczas jedzenia, na scenie odtańczono m.in. Taniec Starców (Danza de los Viejos), który co prawda pochodzi z terenu Michoacán, ale zadomowił się i tutaj.

Niezwykłe prymicje, okraszone refleksją a także dzieloną wspólnie radością. Bo przecież samotna radość coś traci z siebie, a dzielona jakby pomnażała się i wzrastała. Ważne, żeby była. I jedna, i ta druga.

A jutro znowu dzień pełen wyzwań i trosk. Jak to w życiu. Ono nie jest fiestą. Ale może się nią stawać, pomimo i ponad. To już zależy od nas samych.

24/11/2022

Piłka, bramka, gol, czyli futbol po meksykańsku

Tuż przed meczem otwarcia Mistrzostw Świata w piłce nożnej 2022 w Katarze, kiedy drużyna Polski miała zmierzyć się z meksykańską kadrą narodową, wielu Polaków, ale i Meksykanów, znając moją miłość do krainy kaktusów, tacos i tequili, pytało z ciekawością:
- Jak obstawiasz wynik dzisiejszego meczu?
- Remis – odpowiadałem z sercem rozdartym pomiędzy ojczystym krajem a moją drugą ojczyzną.
Ostatecznie faktycznie był remis. Bohaterem meczu został bramkarz Ochoa, który obronił rzut karny, nie wykorzystany przez „Lewego”.


Wspólne dobro narodowe

Meksykanie przepadają za piłką nożną. Nie tylko oglądają mecze na stadionach i w telewizji, ale sami chętnie grają w piłkę kopaną. Grają dzieci, młodzieńcy, dorośli oraz ludzie w podeszłym wieku. Kobiety i mężczyźni, chłopcy i dziewczęta. Płeć piękna zadziwia zarówno waleczną walką na boisku, jak i umiejętnościami. To pokazuje, że piłka nożna, choć zdominowana przez mężczyzn, wcale nie musi być gorszą w wydaniu kobiecym. Wielokrotnie podziwiałem, a nawet grałem na boisku z kobietami, które niejednokrotnie zawstydzały mnie swoją grą. Nic dziwnego, bo sport ten jest po prostu częścią życia wielu Meksykanów. Spotykałem ludzi, którzy doskonale znali skład „orłów Górskiego”, oraz najbardziej znanych zawodników w historii polskiego futbolu.

Drużyna i duma państwowa

Drużyna narodowa Meksyku (Selección masculina de fútbol de México) jest najbardziej utytułowaną drużyną Ameryki Północnej. Nie chcę przytaczać statystyk, osiągnięć, nagród i sukcesów, gdyż każdy łatwo je może znaleźć, ale warto wspomnieć dwie ciekawostki: najwyższe zwycięstwo, w meczu z Wyspami Bahama (13:0) oraz największą porażkę z Anglią (0:8).

Oczywiście, na mapie świata nie jest wyjątkiem narodowa miłość do piłki. Rozgrywki sportowe rozpalają patriotyczne uczucia i nacjonalizm, i w Meksyku staje się w jakiejś części wyrazem mexicanidad. To pojęcie, które trudno sprecyzować. W kontekście meksykańskim to swego rodzaju „tożsamość nieokreślona”. Poczucie jedności z narodem, jego historią i tradycją, kulturą i stylem życia, słynne orgullo mexicano (duma meksykańska) a zarazem z drugiej strony pewne dezorientacja, jak to opisał Octavio Paz w „Labiryncie samotności”, która staje się esencjalnym, egzystencjalnym problemem każdego Meksykanina, który ukrywa pod maską radości licznych fiest. A taką wielką fiestą jest wspólne kibicowanie reprezentacji narodowej. W mniejszym stopniu, podobnie jak w innych krajach, widać też okazję do wyrażania swojej lokalnej tożsamości poprzez huczne zabawy podczas meczów lokalnych drużyn.

Stadiony i pola

Trzy najbardziej znane pierwszoligowe drużyny Meksyku pochodzą ze stolicy. Są to America, Cruz Azul i Pumas UNAM. Nie można zapomnieć o innych dwóch najsilniejszych drużynach, jakimi są Tigres UANL, Chivas, Toluca oraz CT Monterrey.
Każde większe miasto posiada swoją lokalną drużynę, i – co się z tym wiąże – zagorzałych kibiców, którzy zawsze głośno manifestują publicznie swoją przynależność do grupy jej fanów. Naczelna liga, w ramach której zmagają się poszczególne drużyny o miano najlepszej w kraju obecnie nazywana jest BBVA MX (wcześniej zwana Liga Mayor a następnie Primera Division). Reklama i sponsorzy wdzierają się i do Meksyku, dlatego cztery pierwsze litery obecnej nazwy ligi podkreślają rolę jej głównego sponsora, banku Bancomer. W skład pierwszej ligi meksykańskiej wchodzi osiemnaście drużyn. Tuż obok wielkich stadionów, gdzie grają gwiazdy futbolu, w każdym zakątku ziemi meksykańskiej znaleźć można kawałki łąki czy pola, gdzie miejscowe ekipy rozgrywają między sobą zażarte boje. Wystarczy trochę przestrzeni, nieskładnie zbite z sękatych, krzywych żerdzi bramki i... można grać! Zawodnicy z bogatszych terenów mają nawet swoje koszulki. Czasami boiska z prowizorycznym oświetleniem, bo niekiedy mecze odbywają się nocami, po całodziennej pracy. Jest w tym wszystkim wielka pasja. Każde spotkanie ma wymiar i rangę międzynarodowego. Ba, międzygalaktycznego!

Idąc na mecz

Podczas gry nie może zabraknąć najbardziej używanych, potocznych zwrotów odnośnie gry: salimos (idziemy; wychodzimy), voy solo (idę sam; w sensie: ciągnę tę akcję solo), van los dos al choque (dwóch idzie na starcie), juegue! (graj; w sensie: kontynuuj, zaczynaj, zacznij grę), Gol; gana (gol; wygrana), reta, reta! (masz wyzwanie; zadanie). Czy to w rozgrywkach reprezentacji narodowej, pierwszoligowej czy podwórkowej (a raczej: polnołąkowej...) , wśród Meksykanów panuje optymizm. Przynajmniej przed meczami. Jest motywacja, cel, ale jest również radość z samej gry, co przecież moim zdaniem jest najważniejsze. Nie na darmo czasami słyszy się z ust piłkarzy: Si perdemos seremos los mejores, si ganamos seremos eternos (Jeżeli przegramy będziemy i tak najlepsi, jeżeli wygramy – staniemy się wieczni).

A w tegorocznym mundialu życzę zarówno reprezentacji Polski, jak i Meksyku, po prostu wspaniałych spotkań. Tak sobie myślę, że miałbym wielki dylemat, gdyby w tych mistrzostwach obydwie drużyny dotarły do finału i miałyby grać ze sobą o pierwsze miejsce. Wtedy ostatecznie remis nie jest możliwy. Lecz czy kibicując trzeba się za którąś z drużyn opowiedzieć? Nie można czerpać radości z samej gry? Niech wygrywa lepszy i w tym czasie bardziej przygotowany i dyspozycyjny. W odniesieniu do piłki nożnej jestem fanem, ale nie jej fanatykiem. 

A tutaj możecie posłuchać jednej z wielu piosenek opiewających narodową drużynę, zwaną również Tri Colores, Trójkolorowi (w nawiązaniu do trzech barw flagi państwowej)





15/09/2022

Świętowanie made in Meksyk

Buenos dias!
Meksykanie lubią świętować. Przeróżne fiesty są swego rodzaju antidotum na trudy codziennego życia, których im nie brakuje. Popularne fiesty są chwilą zaczerpnięcia świeżego powietrza przed zanurzeniem się w głębinach problemów, jakie napotykają. Jednocześnie stają się próbą zapomnienia o nich. Jedną z takich okazji jest czas tzw. Fiestas Patrias. Świętowanie skupione wokół 15 i 16 września.

Fiestas Patrias celowo piszę w liczbie mnogiej, gdyż nie jest to jedno skoncentrowane święto, ale czas kilku dni obchodów najważniejszego narodowego święta, które ma swoje podłoże w odzyskaniu niepodległości przez Stany Zjednoczone Meksyku spod wpływu i władzy Hiszpanów, którzy w procesie kolonizacji próbowali zawłaszczyć sobie podbite w XVI w. ziemie Ameryki Środkowej.

Święta te wyrażają na zewnątrz tożsamość meksykańską, z którą w wyniku zawirowań historycznych do dzisiaj Meksykanie mają pewne problemy. Jej zdecydowany, silny koloryt sprawia, że w skrajnych przypadkach staje się wręcz nasycona charakterem nacjonalizmu. Na szczęście, tylko w skrajnych wypadkach, które aczkolwiek się zdarzają, nie stanowią powszechnej reguły. Mieszkańcy Meksyku są bowiem niezwykle gościnni oraz otwarci, także dla przybyszów i cudzoziemców.

Głównym, symbolicznym punktem programu, jest tzw. Grito de Indipendencia (okrzyk niepodległości), który nocą 15 września, z balkonu pałacu w centrum stolicy (Palacio Nacional), na głównym placu Zocalo, wznosi prezydent Meksyku. To nie jest jeden okrzyk, ale wiele fraz wykrzyczanych ku czci narodowych bohaterów, którzy oddali życie za ojczyznę. A jest ich wielu, jak zresztą w historii każdego narodu. Na liście pojawia się obowiązkowo Miguel Hidalgo y Costilla, Jose Maria Morelos y Pavon, Josefa Ortiz de Dominguez, Ignacio Allende, czy Juan Aldana. Listę zamyka wykrzyczane trzy razy przez prezydenta wraz z tłumem hasło: Viva Mexico! (Niech żyje Meksyk!).

Jest to upamiętnienie poranka 16 września 1810 r., kiedy to w niewielkim miasteczku Dolores, ówczesny proboszcz i działacz społeczny Miguel Hidalgo, głosem kościelnego dzwonu zwołał ludzi i wyruszył w kierunku stolicy z zamiarem wyzwalania okupowanych przez Hiszpanów ziem jego ojczyzny. Jak praktycznie większość rewolucji na świecie, również ta miała charakter pospolitego ruszenia. Była wynikiem przelanej czary goryczy z powodu ucisku ze strony innego kraju i pragnieniem wolności; utworzenia własnego świata, według własnej koncepcji, mającego szczytny i nadrzędny cel zapewnienia społeczności jak najbardziej godziwych warunków życia. Oczywiście, takie działanie nie trwało krótko i musiało przynieść wiele ofiar. Fiestas Patrias są czasem, który upamiętnia wielkie idee i zabitych bohaterów, przypomina o roli rodzinnej ziemi w życiu człowieka i zachęca do pracy nad jej rozwojem. Tego zresztą młodzi Meksykanie są uczeni już w czasie szkolnym, kiedy organizuje się dla nich obowiązkowe apele i akademie okolicznościowe z okazji świąt państwowych, akcentuje się symbole narodowe, uczy szacunku dla flagi, itp. Edukacja wczesnoszkolna oraz rodzinna są istotnym procesem kształtowania świadomości narodowej przyszłych pełnoprawnych obywateli każdego kraju, i to Meksykanie wiedzą bardzo dobrze.

Miałem szczęście wielokrotnie uczestniczyć w obchodach narodowych świąt, słuchać na żywo krzyku prezydenta na Zocalo, brać udział w okazjonalnych koncertach patriotycznych, radować się przy wspólnym ich śpiewaniu z przyjaciółmi z Meksyku, rozkoszować się wyśmienitą tequilą i tradycyjnymi potrawami kuchni meksykańskiej. Cały Meksyk, także Meksykanie na emigracji, świętują hucznie każdy kolejny dzień u

urodzin swojego ukochanego kraju. Choć według mnie, te narodziny nie mają konkretnej daty, gdyż rzeczywistość tego, co nazywamy Meksykiem istniała już na długo przed konkwistą, od zarania dziejów. Człowiek potrzebuje jednak symboli, ustalonych dat i wyznaczonych wydarzeń, ażeby wpisać siebie we wspólne życie i odczuwanie bliskości grupowej, która pozwala mu odnaleźć własną tożsamość. To z kolei jest potrzebne, żeby nie zagubić się w tłumie ludzi i posiadać własne miejsce oparcia.

Jak świętują Meksykanie? Można zauważyć pewne cechy wspólne radosnego uczczenia Dnia Niepodległości:

  1. Wzniesienie okrzyku na cześć Meksyku, z całych sił: Viva Mexico!!!!!, najlepiej w jedności z prezydentem i całym narodem, podczas organizowanych imprez w nocy 15 września,

  2. Przyodzianie się w uroczysty strój narodowy, typowy dla własnego regionu, bądź chociaż z jakimś charakterystycznym akcentem narodowym, np. sombrero dla mężczyzn, dla kobiet – kolorowe chusty i suknie, trójkolorowe kokardy czy upiększenia na włosy, itp.

  3. Zrobienie makijażu na twarzy, który może wyrażać daną osobę, kulturę, być mniej lub bardziej wymyślny, Większość na swoich policzkach maluje po prostu trzy paski w kolorach flagi Meksyku: ciemna zieleń – biel – czerwień.

  4. Spożycie tradycyjnego posiłku kuchni meksykańskiej. Nie ma bowiem świętowania bez dobrego jedzenia! Najlepiej najbardziej tradycyjną dla tych dni potrawę chiles en nogada, ale może to być cokolwiek, wg upodobań kulinarnych. Wiadomo również, że jedzenie spożywa się obowiązkowo z innymi, bliskimi, sąsiadami i przyjaciółmi. Wtedy lepiej smakuje! Ktoś kiedyś wyliczył, że spory procent Meksykanów w tym czasie jest w stanie przytyć nawet o 5 kg. Cóż.. Meksykańskie potrawy są bardzo pożywne. Niekiedy spożywanie ich przeradza się w zwykłe obżarstwo rytualne.

  5. Jeśli jest jedzenie, nie może zabraknąć trunków, oczywiście tradycyjnych. Chociażby po to, żeby wznosić toasty. Tequila, mezcal, pulque... okraszają święto, a czasem dodają niektórym animuszu do manifestowania swoich uczuć, niekoniecznie narodowych. Na pewno wznoszonych toastów jest nie mniej niż w Polsce.

  6. Gry planszowe, loteria – na pewno integrują ze sobą ludzi i umilają wspólnie spędzany czas (no, chyba, że się ktoś zirytuje swoimi porażkami...)

  7. Śpiew, słuchany albo wykonywany, licznych piosenek patriotycznych, zależnie od upodobań i gustów. Oczywiste, że muzyka meksykańska na drodze naturalnej ewolucji muzycznej, posiada dzisiaj wiele różnych gatunków. Często są w niej odniesienia do kraju i akcenty narodowościowe, różnie pojęte i postrzegane. Zależnie od regionu, są miejsca, gdzie króluje cumbia, muzyka ranchera, itd. Młodych zachwyca rap, reggaeton, czy rock. Ale wszyscy znają na pamięć i śpiewają popularne hity narodowe, które urosły wręcz do miana hymnów. Śpiewane przez znanych artystów, przez grupy mariachi, i bez nich nie może wręcz obyć się świętowanie Fiestas Patrias. Tak więc wokół brzmią Cielito lindo, Mexico lindo y querido, La Cucaracha, Caminos de Michoacan, El Mariachi loco, la Bamba, Mexico en la piel i wiele, wiele innych.

Wrzesień to dobry czas na odwiedziny Meksyku. Jak zresztą.... każdy! Przejawy narodowej dumy spotkacie na pewno wiele razy. <Żeby czasami nie zapomnieć, gdzie jesteście. Bo tak naprawdę, meksykańskie serca biją stale w rytmie ukochanej ojczyzny, która choć z wielu powodów nie zawsze bywa chwalona, na zawsze zawsze przecież jest ziemią przodków, miejscem odniesienia i przyszłego spoczynku. Oraz nadziei, że jutro będzie lepiej.

21/08/2022

Meksykańskie serce i dusza

Buenos dias, amigos!
Czymś, co inspiruje wielu poetów do pisania wierszy, a muzyków do komponowania piosenek, w dużej mierze zawiera się w jednym słowie: MIŁOŚĆ. Niesie ono w sobie wiele treści, dynamiki oraz życia. Miłość jest ze swej natury twórcza.

I właśnie ona stała się główną inspiracją do powstania tego blogu. Przestrzeni, w której będę mógł podzielić się moją fascynacją miejscem, które na stałe wpisało się w moje serce. Rzeczywistością, która zadziwia, zaskakuje i przyciąga. Chcę szeroko ukazać jej niezwykłe bogactwo kulturowe, historyczne, społeczne oraz religijne. Ale nade wszystko człowieka, który przecież tworzy miejsca, a nawet w jakimś stopniu sam staje się MIEJSCEM spotkania: w swojej radości i uniesieniu, ale również w swojej niedoli i rozdarciu. Piękno człowieka, którego spotykam w meksykańskiej krainie jest tym, czym chcę się z tobą podzielić, drogi Czytelniku. 

Meksyk i jego mieszkańcy zaprosili mnie do swojego życia, poprzez co czuję się włączony do wielkiej rodziny meksykańskiej, o czym piszę z wdzięcznością i dumą. Con orgullo, yo tambien soy Mexicano de corazon!

Zapraszam więc Ciebie, który tutaj trafiłeś w wirtualnej podróży, do wkroczenia wraz ze mną do cudownego świata mojego Meksyku, który poprzez to może stać się także Twoim. Zapraszajcie do tych odwiedzin Waszych bliskich, przyjaciół i znajomych. Wspólnie wędruje się raźniej. Włączajcie się w dyskusję, pytajcie, kontestujcie, dzielcie się wiedzą oraz emocjami. Będę wdzięczny za każde słowo i odwiedziny bloga, a jeśli chcecie regularnie wiedzieć, co dzieje się pod meksykańskim niebem, subskrybujcie tego bloga. Więc... do kolejnego spotkania! Hasta la vista!

Lila: Indianka, która stała się muzyką

  Buenos dias! Spośród licznych artystek meksykańskich od samego początku, kiedy usłyszałem jej aranżacje znanych mi skądinąd utworów zako...