Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Viva Mexico. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Viva Mexico. Pokaż wszystkie posty

12/09/2025

Flagowe danie Meksyku

 

Buenos dias!

Wiele potraw w różnych częściach świata posiada charakter regionalny. Wpisują się więc w specyficzną kulturę kulinarną danego regionu, reprezentując jej unikalne bogactwo. Kuchnia danego miejsca stanowi również doskonałą jego reklamę, głównie dla turystów.

Ale istnieją także potrawy, które związane są z konkretnym czasem, kiedy są konsumowane. Na całym świecie spożywa się sporządzane według określonych przepisów posiłki zwłaszcza w okresie świątecznym. Bardzo często posiadają one swój koloryt nawiązujący do przeżywanego święta, symbolikę. Te najbardziej kultowe doczekały się barwnych historii oraz legend odnoszących się do ich powstania.

VIP papryczek wrześniowych

Jedną z takich potraw jest Chiles de Nogada. Charakterystyczny wygląd sprawia, że nie można go pomylić z żadnym innym daniem. Posiada bowiem barwy meksykańkiej flagi, a więc zieloną, białą oraz czerwoną odnosząc się symbolicznie do hucznego narodowego święta Dίa de Independencia (15 września, Dzień Niepodległości), którego obchody trwają nie jeden, lecz kilka dni (nazywanych potocznie Fiestas Patrias), a często przedłużają się nawet do tygodnia. Na wielu stołach króluje wtedy Chiles de Nogada.

W skrócie

Danie to można w dużym skrócie opisać jako dużą, pikantną paprykę nadzianą mięsno – owocowym farszem. Owoce często są suszone, a jako farszu używa się mielonej wołowiny. Oczywiście to uproszczenie, gdyż w potrawie ważne są detale, które sprawiają jej wyjątkowy smak. Paprykę zwaną chile poblano zasiewa się na początku czerwca, ażeby dojrzała do zbiorów pod koniec sierpnia lub na początku września. Należy nadmienić, iż chile poblano jest jednym z głównych produktów używanych w gastronomii meksykańskiej i uprawiane jest w piętnastu stanach Meksyku.

Trzy kolory

Chiles de Nogada ma swoje początki w dużym, kolonialnym mieście Puebla. Tam właśnie, w roku 1821 mniszki Augustianki z klasztoru św. Moniki wymyśliły tę potrawę dla uczczenia dnia niepodległości oraz wizyty jednego z jej słynnych przywódców Agustína de Iturbide. Książka kucharska z 1831 r. określiła ją jako symbol tożsamości narodowej a także jako danie sezonowe.

Symboliczne kolory flagi nie tylko kolorami, ale i smakiem wpisały się na stałe w obchody historycznego święta Meksyku. Kolor zielony reprezentuje papryka poblana, niektórzy wzbogacają ją kawałkami listków pietruszki, biały: sos z gęstej śmietany i białego sera z dodatkiem małych kawałków orzecha włoskiego, czerwony: ziarna owocu granatu.

A oto podstawowy, tradycyjny przepis, przekazany mi przez zaprzyjaźnioną panią kucharkę jednej z ulicznych, ekonomicznych "restauracji", gdzie dookoła zawsze unoszą się wonne zapachy domowej kuchni. Może kogoś z Was zainspiruje, żeby zmierzyć się w kulinarnych zapasach z Meksykiem i przygotować to danie?

Smacznego!

Przygotowanie papryki oraz farszu, składniki:

  • 6 dużych papryk poblano
  • 500g mielonego mięsa wołowego
  • 1/2 drobno pokrojonej cebuli
  • 2 ząbki drobno posiekanego czosnku
  • 1/2 szklanka rodzynek
  • 1/2 szklanki posiekanych migdałów
  • 1/2 szklanki drobno pokrojonych brzoskwiń w syropie
  • 1/2 szklanki pokrojonej gruszki w syropie
  • 1/2 szklanki pokrojonego jabłek w syropie
  • 1/2 szklanki orzeszków piniowych
  • 1/2 łyżeczki sproszkowanego cynamonu
  • 1/2 łyżeczki pieprzu
  • 1/2łyżeczki startego kminku
  • olej roślinny
  • sól dla smaku
Składniki sosu:
  • 1 szklanka obranych orzechów włoskich
  • 200ml śmietanki kremowej
  • 100g serka kremowego
  • 1/4 szklanki mleka
  • szczypta cukru
  • sól dla smaku
Składniki dekoracji:
  • 1/2 szklanki ziaren granatu
  • 1/2 szklanki posiekanej natki z pietruszki
  • 1/2 szklanki posypki z orzechów włoskich
Przepis:
  1. Opiecz papryczki poblano nad ogniem lub na rozgrzanej patelni, aż ich skórka będzie całkowicie zwęglona. Umieść je w szczelnie zamkniętym plastikowym worku na kilka minut, aby się podsmażyły. Następnie zdejmij skórkę, ostrożnie natnij boki i usuń nasiona i nerwy. Odstaw na bok.

  2. Na dużej patelni rozgrzej odrobinę oleju i podsmaż cebulę i czosnek, aż będą przezroczyste. Dodaj mieloną wołowinę i smaż do zrumienienia. Dodaj rodzynki, migdały, orzeszki piniowe, brzoskwinie, gruszkę, jabłko, cynamon, pieprz, kminek rzymski i sól. Smaż przez kilka minut, aż wszystkie składniki dobrze się połączą. Odstaw na bok.

  3. Napełnij papryczki mieszanką mięsa i owoców, uważając, aby ich nie połamać. W razie potrzeby zabezpiecz je wykałaczkami.

  4. Aby przygotować sos Nogada, zmiksuj orzechy włoskie, śmietanę, serek śmietankowy, mleko, cukier i sól, aż uzyskasz gładki, gęsty sos.

  5. Skrop papryczki sosem Nogada i udekoruj ziarnami granatu, posiekaną natką pietruszki i posypką z orzechów włoskich. Schłodź papryczki w sosie nogada przez co najmniej godzinę przed podaniem.

Chiles de Nogada to pracochłonne, ale pyszne danie. Jak smakuje?... Jak Meksyk. Mnóstwem kolorów, bogactwem smaków i zapachów. Nic dziwnego, że danie to jest jedną z głównych potraw reprezentujących swoją ojczyznę na arenie międzynarodowej. Pomimo tego, iż jest to danie sezonowe. Burza smaków i kalorii. Nie spotkałem jego wersji dietetycznej, light czy fit. Przypuszczam, że danie straciło by swój charakter, gdyby próbować je zmodyfikować. Wyszczuplić. Odchudzić.


19/06/2025

Matki Poszukiwaczki: cichy krzyk o sprawiedliwość w Meksyku

 Buenos dias!

Na pustynnych drogach północy Meksyku, pomiędzy uprawnymi polami południa, w odludnych zakątkach gór, czy nad brzegami rzek pojawiają się kobiety, które niekiedy własnymi rękoma rozgrzebują ziemię. Nie poszukują one złota czy ukrytych skarbów. Nie należą do żadnej grupy archeologów czy geologów. Poszukują swoich zaginionych dzieci. W Meksyku powszechnie nazywa się je madres buscadoras („matki poszukiwaczki”)

Symbol

Są symbolem niepojętego bólu, który jest w stanie pokonać wszelki strach i przeciwności. Wewnętrzne cierpienie staje się w działaniu tych kobiet bezradnym wołaniem o sprawiedliwość oraz pomoc, której nie otrzymują nawet od rządowych organów, które powinny się troszczyć o dobro obywateli Niestety, wszechobecna korupcja, współpraca z kartelami, które tak naprawdę rządzą w Meksyku, powoduje sytuację, gdzie nikt nie może czuć się bezpieczny.

Kim są matki poszukiwaczki?

To kobiety (choć nie tylko: są to czasami całe rodziny, ojcowie i rodzeństwo), które - często bez żadnego przygotowania w tematyce praw człowieka albo kryminalistyce – nauczyły się intuicyjnie, odczytując znaki w ziemi, odszukiwać kości ofiar zakopanych w starych, leśnych rowach czy gdzieś na górskim odludziu. Po co to robią? Bo ufają, że wreszcie znajdą resztki swoich synów i córek, uznanych powszechnie za „zaginionych” (desaparecidos). Tak naprawdę to słowo „zaginiony” w Meksyku znaczy przeważnie „martwy”. Są przypadki odnalezienia żywych ludzi, którzy zostali porwani, ale jest to rzadkość. Zwłaszcza, że nikt się nie przejmuje losem zaginionych, policja nie poszukuje ich ani nie podejmuje żadnych działań w tym kierunku. Właśnie dlatego Meksyk to obecnie miejsce, gdzie bezkarność jest bardziej powszechna niż sprawiedliwość. A jeśli jest bezkarność, to przemoc i śmierć stają się czymś na porządku dziennym.

Wspólnota serc strapionych

Matki poszukiwaczki nie stanowią jednej organizacji. Motywacją ich działania nie na zabarwienia politycznego czy ideologicznego. Jest to miłość do zaginionych dzieci, skrajna bezradność wobec zaistniałego problemu oraz silna determinacja z tego wynikająca. Z czasem pojawiło się wiele lokalnych grup, które zrzeszają kobiety przeżywające te same rozterki dotyczące ich zaginionych dzieci lub bliskich krewnych. Po ich istnieniu dostrzec można powszechność tego zjawiska. Są obecne praktycznie w każdym ze stanów Meksyku. Niektóre z tych grup mają bardzo wymowne nazwy, np. Mariposas buscando Corazones y Justicia (Motyle poszukujące Serc oraz Sprawiedliwości), Angeles de pie por ti (Stojący za tobą aniołowie), Corazones sin Justicia (Serca bez Sprawiedliwości), Madres i Guerreras Buscadoras de Sonora (Matki i Wojowniczki Poszukiwaczki z Sonory), Luz de esperanza Desaparecidos Jalisco (Światło nadziei Poszukiwaczki z Jalisco). Jednoczy je ta sama przeżywana tragedia: wymuszone zaginięcie ich pociech. W trudzie i zmęczeniu, upale czy deszczu, nie zaprzestają swojej poszukiwawczej misji.

W roku 2015 udało się zjednoczyć wiele z tych grup rodzin poszukujących zaginionych w Ruch dla Naszych Zaginionych w Meksyku (MNDM: Movimiento por Nuestros Desaparcidos en México), którego celem było ujednolicenie pierwszej formy Prawa Ogólnego (Ley General) odnośnie materii osób zaginionych. Udało się to trzy lata później (02.01.2018), choć niestety nie rozwiązało to ciągle rosnącego problemu zaginięć wielu osób. Niemniej MNDM zrzesza obecnie ponad 80 grup z 24 stanów meksykańskich. Dzięki jego działaniom, od roku 2019 udało się odnaleźć 1230 osób pogrzebanych w ukrytych, masowych grobach, ale także 1300 osób żywych przebywających w różnych częściach kraju. Wielu z nich zostało porwanych i torturowanych na granicy z USA, gdzie jako migranci próbowali przedostać się do sąsiedniego kraju.

Nieustanna walka

Szukać kogoś zaginionego w Meksyku jest aktem wielkiej odwagi. Wiąże się bowiem z realnym ryzykiem utraty życia. Według oficjalnych statystyk w tym czasie jest tutaj ponad 120 tysięcy osób zaginionych. Milczenie na ten temat rządzących stało się już normą.

Dlatego matki poszukiwaczki przekuły swój ból w formę konkretnego działania. Używają sieci społecznościowych w Internecie ażeby łączyć swoje siły, sprawdzać anonimowe informacje o możliwych masowych, ukrytych grobach, szkolą się odnośnie praw człowieka a także próbują wywoływać presję na państwowych organach władzy, które wyraźnie ignorują i zaniedbują swoje obowiązki. Świadczy o tym stale rosnąca liczba osób nie odnalezionych. Do lutego 2023 roku było aż 11 tysięcy osób, których nie udało się zlokalizować a tylko niewielki procent znalezionych.

Żywy lub martwy

Trzeba dodać, że większość odnalezionych ciał czy czasami żywych ludzi, nie jest zasługą policji, tylko właśnie skutkiem działania tych grup kobiet. To one odkrywają kości, dowody czy rzeczy osobiste zaginionych. Przekazują je odpowiednim instytucjom państwowym, które długimi miesiącami albo latami, opóźniają się z identyfikacją. Jest to czas długiego oczekiwania na sprawiedliwość, lecz dla matki posiadanie ciała zmarłego dziecka, które może godnie pochować, jest jakąś formą przynoszącą ukojenie i pokój serca.

Radość pani Alicji

Od kiedy pamiętam, zawsze miała smutną twarz i głęboki smutek w oczach. W naszym niewielkim kościele zawsze siadała w ostatnim rzędzie ławek, na wprost ołtarza. Czułem jej smutek, ale nigdy nie śmiałem zapytać. Z szacunku do jej przeżyć i zapewne jakiejś tragicznej historii, jaką w sobie nosi. A z drugiej strony ten smutek nie dawał mi spokoju. Więc w ciszy serca modliłem się za tę kobietę, aby Bóg się tym wszystkim zajął. Aż pewnego razu, zamykając świątynne drzwi słyszę cichy głos. Nie musiałem się nawet odwracać, by zgadnąć, czyj to głos. Ten sam smutek, który malował się na twarzy, odczuć można było wyraźnie w tonie głosu.

  • Dobry wieczór! Ojcze, czy możemy chwilę porozmawiać?

  • Oczywiście. Nie wiem, czy będę w stanie pomóc, ale jestem dobrym słuchaczem. Lubię słuchać opowieści ludzi, ich historii życia, myśli...

  • Moja historia to dramat, który noszę w sobie od prawie dwóch lat. Nie wiem, czy to mało, czy dużo? - starsza kobieta spojrzała na mnie swoimi smutnymi oczami.

  • Czasem nie można zmierzyć bólu i cierpienia, mierzy się go sercem. Odczuwaniem, przeżywaniem, intensywnością. Chociaż i tak cierpienia nie da się opowiedzieć. Niemniej dobrze jest słowami wyrzucić go z siebie.

  • Miałam... - chwila ciszy, a może zawahania, w której dostrzegłem w oczach staruszki błyszczące krople łez – Mam... córkę. Jedynaczkę. Została mi tylko ona. Mąż zmarł pięć lat temu. Rak. Dwa lata temu Diana, moja córka, wyszła wczesnym rankiem do pracy i od tej pory jej nie widziałam... - drżący głos kobiety z tonu smutnego zmienił się w pełen dramaturgii – Nie wie, gdzie jest, co robi? Nie wiem, co się stało. Wiem, tylko, jak bardzo mi jej brakuje. Każdego dnia zapalam w oknie świeczkę. Żeby wiedziała, że czekam i żeby wróciła.

  • A czy policja jej szuka?

  • Zgłosiłam jej zaginięcie następnego dnia. Spisali dane, rysopis. Kazali mi cierpliwie czekać. Więc... czekam. Już drugi rok. Początkowo miałam wielką nadzieję, że wkrótce się odnajdzie cała i zdrowa. Teraz chciałabym chociaż móc wiedzieć, gdzie jest i co się z nią stało. Nie stać mnie na łapówkę, by się tym zajęli. Nie stać mnie na prywatnego detektywa. A dokładnie wczoraj Diana miała urodziny. Rano, samotnie, zapalając świeczkę, zanuciłam jej cicho Mañanitas...

Smutek pani Alicji przeszedł na mnie. W takich sytuacjach brakuje słów.

  • Będę się modlił, żeby wróciła – odrzekłem, faktycznie wierząc, że tylko Boża interwencja może tutaj coś zdziałać.

  • Dziękuję. Choć zaczynam już tracić nadzieję. Wierzę tylko, że Diana, gdziekolwiek teraz przebywa, czuje się dobrze.

Jakiś czas później, może miesiąc a może dłużej, spotkałem znowu panią Alicję. Ten sam smutek gdzieś w głębi oczu, ale na ustach miała delikatny uśmiech, a w tonie jej głosu odczułem głęboki pokój, którego wcześniej nie było.

  • Przyszłam podziękować Bogu! - rzekła z lekkością, jakby zrzuciła ze swoich ramion wielki ciężar.

  • Czyli Diana się odnalazła?!

  • Właściwie, to ją odnaleźli. Przy okazji penetracji przez Madres buscadoras jednego z leśnych rowów, gdzie była masowa mogiła nieznanych ofiar, natrafiono na resztki ciała kobiety, której strzępy ubioru przypominają suknię, w jaką była ubrana moja córka w chwili zaginięcia. Na jej szyi zachował się metalowy łańcuszek z niewielkim serduszkiem. Taki, jaki kiedyś na urodziny podarowałam Dianie.

  • Przykro mi. To straszne!

  • Dla mnie to wielka ulga. Nie muszę już żyć w niepewności. Nie muszę oczekiwać powrotu do domu, bo ona właśnie wróciła. Będę mogła pochować ciało mojej ukochanej córeczki. Będę mogła pomodlić się przy jej grobie, a w dniu urodzin zaśpiewać Mañanitas.

Cena poszukiwań

Poszukiwanie posiada swoją cenę. I nie chodzi tylko o zdrowie. Wiele matek zostało zamordowanych przez grupy przestępczości zorganizowanej, działających często za przyzwoleniem władz. Każde zgłoszenie zaniedbania z ich strony jest ryzykiem. Nie jest to teoria. Przypadki takich osób jak Cecilia Flores, założycielki grupy z Sonory, która wiele razy była zastraszana pogróżkami czy Aranza Ramos, innej matki poszukiwaczki, są przykładem świadomego ryzyka osoby, która wznosi do góry dłoń i otwarcie mówi: „Tutaj coś jest!”

Na celowniku

Innym przykładem matki – ofiary jest Arantza Ramos Gurrola, która została zabita w 2021 r. podczas poszukiwań swojego męża na polu w Ejido Ortiz, gdzie odkryto szereg krematoriów. Miejsce to było jednym z wielu w Meksyku miejsc aktywnej eksterminacji ludzi.

Pod koniec sierpnia 2022 r. zamordowana została Rosario Lilian Rodriguez Barraza, która poszukiwała swojego zaginionego syna. Kilka miesięcy później tego samego roku zamordowano Marię Carmela Vásquez, która szukała swojego syna. Nieco wcześniej z tego samego powodu zabito jej córkę Lesly Zuñiga Vásquez.

W kwietniu 2025 roku w szpitalu w Guadalajara zmarła Teresa González Murillo, która od września 2024 próbowała odnaleźć swojego brata. Została postrzelona w twarz przez uzbrojonych mężczyzn, którzy wtargnęli do jej domu. Wcześniej otrzymywała wiele gróźb.

To tylko niektóre matki poszukiwaczki, które straciły życie z powodu poszukiwań swoich bliskich. A jest ich mnóstwo.

List do pani prezydent

Dan Jeremeel Fernández, syn Yolandy Morán, zaginął w Coahuila siedemnaście lat temu (19.12.2008). Matka poprosiła o spotkanie z obecną prezydent Meksyku, Claudią Scheinbaum. W jej liście można odczuć ogrom nadziei na nieobojętność i zwykłą, ludzką solidarność w obliczu przeżywanej od wielu lat tragedii, która nie znajduje ukojenia. „Jestem tutaj z nadzieją, że, jak Meksykanka do Meksykanki, kobieta do kobiety, matka do matki, wysłuchasz mnie, która reprezentuję tysiące matek, które nieustannie walczą, ażeby spotkać swoich synów i córki [...]”.

Nie szukają winnych, szukają swoich dzieci

Często słyszy się zdanie wypowiadane między matkami poszukiwaczkami: „Nie szukamy winnych, poszukujemy naszych dzieci”. Nie ma więc w tym działaniu nienawiści czy też chęci zemsty. Jest tylko głęboka, matczyna miłość, która od wczesnych godzin rannych motywuje, ażeby przemierzać kilometry, wchodzić w strefy niebezpieczne i nie poddawać się zwątpieniu. Moim zdaniem to właśnie te kobiety, w przeciwieństwie do władzy państwowych i służb publicznych, reprezentują poprzez swoją bezkompromisową działalność najbardziej ludzką twarz w walce o prawdę w Meksyku.

Matki poszukiwaczki są wyrzutem sumienia dla rządu meksykańskiego. Stały się znakiem konfrontującym z niewygodną prawdą, że zaginięcia (uprowadzenia) nie są problemem przeszłości, lecz od długiego czasu są otwartą, krwawiącą raną, która znaczy tysiące rodzin. W ich determinacji, bólu i godność te kobiety uczą nas, że pamięć jest również aktem sprawiedliwości. Ponieważ gdy matka kontynuuje poszukiwania, Meksyk nie może zapomnieć o tragedii osób zaginionych, która jednocześnie jest tragedią ich rodzin oraz całego społeczeństwa, pragnącego żyć w poczuciu ładu i bezpieczeństwa narodowego.


25/11/2024

Zielone złoto Meksyku

 

Buenos dias!

Ziemia meksykańska kryje w sobie wiele naturalnych bogactw. Zróżnicowanie klimatyczne sprzyja wzrostowi na niej cenionych na całym świecie owoców, warzyw, przepięknych kwiatów czy też roślin uprawnych. W przeszłości odkryto w niej bogate złoża srebra. Zatoka Meksykańska z kolei roi się od potężnych platform wydobywających z głębin ropę. Jednakże w ostatnim czasie najbardziej cenionym poza granicami kraju produktem jest smaczliwka wdzięczna, znana popularnie pod nazwą „awokado”.

Pozwólcie, że przedstawię...

Awokado jest owocem, a konkretnie jagodą jednonasienną. Owoc wyjątkowy, ponieważ w odróżnieniu od innych owoców nie zawiera w sobie cukrów prostych, Pomimo tego jest owocem bardzo kalorycznym. Nie przeszkadza to jednak dostrzegać w nim zalet zdrowotnych. Zawarty w owocu kwas oleinowy obniża poziom cholesterolu, a potas reguluje ciśnienie krwi.

Naukowa nazwa drzewa awokado to Persea Americana Mill. Przeważnie rośnie w miejscach wolnych od zimna i od ciepłych i suchych wiatrów. Meksykańska nazwa owocu (el aguacate) wywodzi się z jęz. nahuatl. Dla żyjących 10 tys. lat temu Indian ahuacatl oznaczało „jądra drzewa”. Zapewne dlatego, że rosnące parami owoce awokado przypominały męskie jądra.

Jak można się domyślać, na światowy rynek handlowy awokado dostało się wraz z innymi egzotycznymi dla Europy owocami dzięki Hiszpanom, którzy w epoce kolonialnej przetransportowali wiele bogactw naturalnych obcych ziem na rodzinny kontynent. Wtedy to pojawiły się nowe odmiany awokado, takie jak Hass, Fuerte, Bacón, Rincón czy Zutano

Wartościowy towarzysz

Ruch to zdrowie. Ale też można by rzec parafrazując ten znany slogan: Awokado to zdrowie! Bogactwo witamin oraz innych elementów ważnych dla zdrowia człowieka sprawia, że owoc jest bardzo ceniony w medycynie, kosmetyce, a także dietetyce. Zawiera w sobie sporo witaminy C, ale również A, E, K i B6, prócz tego tiaminę, luteinę i zeaksantynę (dobry wpływ na oczy), ryboflawinę, niacynę i kwas foliowy. To jednak nie koniec ich bogactwa zdrowotnego. Trzeba bowiem wspomnieć o minerałach, takich jak wapń, cynk, żelazo, fosfor, magnez oraz sód. Duża ilość potasu, przewyższająca jego ilość w bananach, pomaga regulować ciśnienie krwi, wpływa na regulację pracy serca a także wpływa korzystnie na układ nerwowy. Awokado stanowi też źródło tzw/ zdrowych tłuszczów, gdyż posiada w sobie kwasy tłuszczowe. Nic dziwnego, że awokado nazwano „masłem bogów”, bo dzięki tym tłuszczom wiele produktów jest łatwiej przyswajalnych dla organizmu, co ma swoje zalety. Generalnie awokado jest cenione w diecie cukrzycowej (jako wspomagające gospodarkę insulinową w organizmie), a trwające badania wykazują jego działanie przeciwnowotworowe i zapobiegające starzeniu się.

Meksykańskie złoto

W Meksyku awokado jest jednym z czołowych produktów eksportowych. W uprawie oraz dystrybucji tego owocu na rynku światowym Meksyk zajmuje dominujące miejsce. Innymi towarami z których słynie Meksyk są oczywiście kukurydza, tequila oraz chili. Te trzy produkty żywieniowe są integralną częścią tradycji kulinarnej Meksyku, związanej z tradycją, historią, zwyczajami i rytuałami oraz religią. Spożywanie awokado nie ogranicza się jedynie do ziemi, na której wyrasta. Ma swoich wielbicieli na całym świecie.

W Stanach Zjednoczonych spożywanie awokado (przeważnie w postaci wytwarzanego z nich sosu guacamole) jest zasadniczą częścią rozgrywek futbolu amerykańskiego do tego stopnia, iż każdego roku, podczas turnieju Super Bowl, Meksyk eksportuje na to wydarzenie 100 tys. ton owoców. Głównymi rynkami zbytu meksykańskiego awokado jest oprócz wymienionego USA: Litwa, Norwegia, Kolumbia, Argentyna i... Polska.

Rdza na zielonym złocie

Rosnący na świecie popyt na awokado spowodował znaczny wzrost cen na ten towar. Na terenach sprzyjających hodowli owocu zaczęły mnożyć się komercyjne pola uprawne nastawione na masową produkcję. Niestety, jednocześnie biznesem związanym z awokado zaczęły interesować się kartele narkotykowe i rozmaite grupy przestępczości zorganizowanej. Okazało się, że handel awokado przynosi więcej zysku niż kokaina. Wymuszenia, haracze, porwania, przemoc i zabójstwa zajmujących się branżą handlową są na (nie)porządku dziennym. Wszystko po to, ażeby przejąć albo mieć całkowitą kontrolę nad uprawiającymi awokado.

Doskonałe warunki dla plantacji awokado panują w stanie Michoacan. Kontrolę nad nimi przejął znany kartel Los Zetas. O wpływy na tym terytorium zabiega też grupa Los Caballeros Templarios. Lokalni producenci nie mają żadnego oparcia ze strony rządu i są na różny sposób ofiarami przemocy i mordów. Kartele wyznaczają nawet ceny awokado. Ta przemoc i fakt szkodliwości dla środowiska naturalnego (wycinanie pod uprawę ogromnych obszarów lasów) wzbudziły protesty na świecie. Np. znane brytyjskie restauracje Tincan Coffee (Bristol) i Wild Strawberry (Buckinghamshire) postanowiły wycofać awokado ze swoich ofert.

Pieniądze albo życie

Derecho de piso to termin coraz bardziej obecny w meksykańskim świecie. Zgodnie z definicją słowo można przetłumaczyć jako Prawo do ziemi (terenu). Ogólnie rzecz biorąc to forma dominacji i przywłaszczenia sobie; wymuszenia czyjegoś mienia. Połączona bywa z przemocą w różnorakiej postaci. Bez skrupułów zabijane są całe rodziny, a wszystko w imię zielonego złota. Czysty interes: bez trudu zdobyte spore pieniądze kosztem ciężko pracujących rolników. Proceder ten nasila się. Gdzie pojawiają się spore pieniądze tam pojawia się przestępczość. To współczesna forma niewolnictwa, bo gdy nie zawłaszcza się bezpośrednio czyjejś własności, to przejmuje się nad nią całkowitą kontrolę, a jej właściciele stają się niewolnikami na łasce kartelu, zmuszonymi ciężko pracować by regularnie płacić wysoki haracz przestępcom.

Rozmawiałem podczas pewnego spotkania z Arnulfo, młodym właścicielem pola awokado na górzystych obrzeżach stanu Morelos. Nakreślił mi jasno niewesołą sytuację, w jakiej żyje on i jego koledzy. Próbują walczyć. Jednak bez żadnego oparcia od skorumpowanych władz państwa najwyższego szczebla, nie mają szans. Podziwiam ich determinację i nadzieję. Liczą na lepsze jutro. Ale ono się nie pojawia. Pojawia się za to coraz więcej ofiar. Arnulfo po długim zastanowieniu się przyjął propozycję przewodniczenie oficjalnej grupie APEAM (Asociación de Productores y Empacadores de Aguacate de México), wspierających się i walczących o swój byt rolników uprawiających pola awokado. Nie była to łatwa decyzja. Poprzedniego przewodniczącego zastrzelono miesiąc temu. Arnulfo martwi się bardziej o bezpieczeństwo swojej rodziny niż o swoje. „Proszę Boga, żebym nie zwątpił i nie poddał się!”


26/02/2024

Staruchy z Morelos

 Buenos dias!

Każdy obszar świata, na którym żyją ludzie, posiada swoje tradycje i legendy. Swoją sztukę, w tym także kulinarną, bywa, że i język. Meksykańskie bogactwo kulturowe przejawia się w kultywowaniu dawnych tradycji oraz przenikaniu przez nie teraźniejszości. Niestety, w wielu regionach rdzenna kultura Indian zanika, w wielu – poprzez deprecjonowanie ich przez kolonizatorów – jest nawet powodem wstydu i braku poczucia własnej wartości grupowej. Ale są też tereny, gdzie tubylcy są dumni ze swojej kultury i ukazującej jej piękno oraz wartość (jak np. w Oaxaca). Mimo wszystko, sytuacja meksykańskich Indian jest moim zdaniem w lepszej pozycji niźli Indian Ameryki Północnej, którzy zamieszkują tereny USA. Zepchnięcie ich kultur do rezerwatów jest potraktowaniem ludzi jak żywego zoo, i w ten sposób stopniowo skazuje się ich kultury na wymarcie.

Morelos i chinelos

Stan Morelos zajmuje centralny obszar Meksyku. Znajduje się w sąsiedztwie stolicy. Jak każdy obszar, i tutaj kwitną rozmaite tradycje. Najczęściej zlepek dawnych kultur indiańskich i hiszpańskiej kultury epoki kolonialnej przybyłej na te ziemie w XVI w. Sporo tradycji pochodzi z pogranicza obydwu kultur, co wcale nie przeszkadza w ich kultywowaniu aż do dziś dnia. Najbardziej reprezentatywną tradycją – ikoną ziemi Morelos jest tradycja związana z tzw. chinelos. Najstarsze wzmianki o tej tradycji związane są z miasteczkiem Tlayacapan. 

Odwiedziłem je podczas jednej w moich samotnych wypraw motocyklowych. Urokliwe, nieduże miasteczko niedaleko Tepoztlan. Malowniczo położone w górzystym terenie i nasycone kolorami. Ma swój niepowtarzalny klimat, który można odczuć już od pierwszego spotkania. Nie dziwi więc, że to właśnie ono stało się inspiracją dla powstania tradycji chinelos.

Historia prawdziwa

Wraz z przybyciem konkwistadorów rozpoczął się proces ewangelizacji Indian. Czas wielkopostny, w którym chrześcijanie umieszczają mękę i śmierć Chrystusa. Jednakże tuż przed tym okresem obchodzi się czas karnawału, wzmożonej zabawy. Jednak nie dopuszczano do niej rdzennych mieszkańców Tlayacapan. Jednak oni, zmęczeni złym traktowaniem najeźdźców (elit rządzących, w tym religijnych) zaczęli przebierać się w stare, zniszczone ubrania i nakładając na twarze maski wychodzili na ulice miasta, krzycząc oraz wyśmiewając się ze swoich adwersarzy, zarazem zmieniając ton głosu na falset, aby nie zostać rozpoznanymi. Śpiewy były nasycone szyderstwem wobec Hiszpanów, nasyconym wulgaryzmami oraz skrajną ironią. W języku lokalnym nazywano te grupy przebierańców huehuetzin, czyli brzydcy starcy, albo: ludzie w starych ubraniach.

Źródła podają jednak, że tradycja tańca chinelos (brincas de chinelos, dosłownie: skoków chinelos) powstała jakieś cztery wieki po konkwiście i zrodziła się wśród pracowników w hacjendach bogaczy. Istniała już wtedy na ziemi meksykańskiej swoista mieszanka kultury rdzennej i europejskiej. Taniec chinelos był manifestacją, sprzeciwem wobec właścicieli folwarków, a także przeciwko ówczesnej władzy świeckiej i religijnej.

Hop, do góry!

Mityczną, ale także historyczną postacią, która wpisała się w tradycję chinelos był mieszkaniec Tlayacapan, Jesús Meza, zwany potocznie „Jezusek Trup” (Chucho el Muerto). W roku 1860 zebrał on ponad 72 melodii dla tańca Chinelo, który nazwał Tsineolohua, co można przetłumaczyć jako „ten, który podskakuje poruszając ramionami oraz biodrami”. Grupy przygrywające do tańca Chinelo nazywano Tapachichis, co oznacza „Pasikonik, który skacze”. W roku 1923 niejaki don Brigidio Santamaría Morales sporządził zapis nutowy tego tańca. Zresztą, cała jego muzykalna rodzinka przyczyniła się do rozsławienia muzyki Chinelo.

Tradycja, symbolika i moda

Ubiór chinelo wraz z czasem ulegał pewnym transformacjom. Do kapelusza dodano trzy pióra symbol: jedności, Ameryki oraz Azteków. Ozdobiony został wyobrażeniami kwiatów a także azteckich figur bożków wywodzących się z czasów przedhiszpańskich, reprezentującymi cztery punkty kardynalne. Oryginalny strój był biały, z trzema niebieskimi pasami na rękawach i na części dolnej. Dzisiaj znaleźć go można praktycznie w każdym kolorze. W lokalnych sklepach są zarówno przebrania dla dzieci, jak i dorosłych. Czasami nie mają jednego koloru, lecz są nasycone całym ich mnóstwem. Dawna, tradycyjna symbolika zastąpiona bywa rozmaitymi elementami dodawanymi wraz z czasem.

Maska, którą chinelos mają na twarzy, pierwotnie skonstruowana była z delikatnej drucianej maski. Przedstawia twarz białego człowieka o zielonych lub niebieskich oczach, wyraźnie zaróżowionych policzkach i posiadającego czarną, spiczastą brodę, fantazyjnie sterczącą w górę. To prześmiewczy wizerunek twarzy Hiszpanów. Dzisiaj również spotyka się maski z innych materiałów. Maska jest elementem obowiązkowym. Na początku miała wymiar bardzo ważny, gdyż skrywała twarze prześmiewców, którym groziły surowe kary ze strony Hiszpanów, łącznie ze śmiercią. Dlatego „uszczelniano” ją chustami noszonymi na twarzy pod drucianą maską.

W tańcu z chinelos

Od kiedy żyję na ziemi Morelos wiele razy widziałem tańce chinelos. Nie jest to rzadkie, gdyż nie może się bez nich obyć żadna ważniejsza fiesta. Podrygujące, skaczące postaci kręcą się w grupie w rytm charakterystycznej muzyki, wybijanej na bębnach i obowiązkowo z sekcją dętą.

Raz miałem nawet okazję tańczyć wraz z chinelos... Zachęcony (czy: podpuszczony) przez grupkę przyjaciół. Nie uważam się za dobrego tancerza. Ba, w ogóle za tancerza! Ale taniec chinelos obserwowałem uważnie wiele razy, próbując go zrozumieć, dostrzec jego części składowe i technikę tańca. Wiele w nim spontaniczności i fantazji, a zasadniczym jego elementem jest podskakiwanie. A jako fan reggae, uczestnik wielu koncertów, rytmicznie podskakiwać potrafię. Więc, czemu nie?

Tak sobie pomyślałem później, że jako uczestnik tańca, bez maski ukrywającej twarz miałem nieco mniej wygodną sytuację niż otaczający mnie chinelos. Bo oni, nawet gdy taniec słabo im wychodzi, są anonimowi. Mój taniec miał konkretną twarz i imię. Niemniej, było wesoło, a przecież o to chodzi w dobrej zabawie. Przy następnej okazji wyjdę znowu do tańca. Wszak mam już za sobą jeden wytańczony epizod. Podobno: najtrudniejszy pierwszy krok!

15/02/2024

Uwaga na kaczora!

Buenos dias!

W centrum stolicy stanu Morelos, Cuernavaca, dokładnie naprzeciw monumentalnej katedry, mieści się jeden z najbardziej znanych tutaj ogrodów, Jardin Borda. Parków i ogrodów wypełnionych bujną roślinnością tutaj nie brakuje, wszak to Miasto Wiecznej Wiosny, jak określił niegdyś Cuernavaca niemiecki podróżnik i etnolog von Humboldt.

(S)pokój i niepokój

Nic dziwnego, że miejsce to od samego początku przyciągało wielu artystów oraz ludzi spragnionych spokoju i wypoczynku pośród piękna otaczającej natury. Niestety, od około dziesięciu lat skrajnie wzmożona przemoc, stanowiąca realne zagrożenie dla każdego tu przebywającego, odebrała miejscu miano spokojnego. Niemniej przechadzając się pośród zieleni i przyjaznego człowiekowi klimatu, można na chwilę zapomnieć o cieniach, które przecież posiada każda ziemska rzeczywistość. Szczęście na ziemi to chwile, dlatego warto łapać je, przeżywać i radować się, że są, pomimo i ponad.

Ogród

W ogrodzie Borda byłem kilka razy na przestrzeni kilku lat. Znane, wręcz kultowe miejsce, które warto odwiedzić. Czy raj na ziemi? Nie wiem. Pojęcie raju jest subiektywne, bo każdy może pojmować go i odczuwać w inny sposób. Muszę stwierdzić, że ogród za każdym razem, jak sięgam pamięcią, robi na mnie podobne wrażenie. Jakby nawet drzewa i rośliny zatrzymały się w swoim wzrastaniu, co przecież nie jest możliwe, gdyż wpisane są w zmieniający się cykl przyrody.

Bogacza stać

Jego początki związane są z postacią niejakiego Josepha Gouaux de Laborde Sánchez, zwanego potocznie don José de la Borda, żyjącego w XVIII w. Mający hiszpańsko-francuskie korzenie Borda był właścicielem kopalni srebra, który wyemigrował do Nowej Hiszpanii i tam dzięki swojej profesji impresaria dorobił się ogrmnego majątku budując kopalnie w Taxco oraz Zacatecas. Bogacz miał swoją pasję związaną z architekturą. Pasja i posiadane fundusze na jej praktykowanie zaowocowały wybudowaniem świątyni Santa Prisca w Taxco Guerrero, i również opisywanego ogrodu, noszącego imię swojego właściciela.

Don José Borda był człowiekiem bardzo pobożnym. Dlatego w obrębie ogrodu znaleźć możemy także nieduży kościół, który leżąc na łożu śmierci zlecił pobudować 30 maja 1778 r. Znajdujące się na terenie ogrodu zabytki architektoniczne zbudowane są w stylu wersalskim (wiadomo, Borda był pół Francuzem), jak również włoskiego baroku. Cały ogród kompozycją nawiązuje jednak do francuskiego, osiemnastowiecznego stylu.

Przyrodnicze ciekawostki

Swój ogród Borda traktował jako własną letnią rezydencję. Idealne miejsce na wakacje. Sztuczne jezioro, dwa pobliskie mu baseny, wielopoziomowe terasy, schody, a wszystko otoczone niezwykłą kolekcją botaniczną. Drzewa owocowe, zioła, mnóstwo charakterystycznych dla ziemi meksykańskiej roślin, skupionych w jednym miejscu, m.in. atoyaxocotl (śliwka), cacaloxitl (zwana kwiatem majowym), palma wachlarzowa, goździk, kopal, chaya, tlilsapotl, pascualxochitl (Gwiazda Betlejemska), zompantle, tzompancuahuitl, cuajinicuitl, matarata, cocoite, guaje, huacen, guamúchil, ahoacaquahutl (awokado), amate prieto, guajaba, święty liść, czy zapote. Przechadzając się ścieżkami pośród tych cudów natury rozpoznałem tylko niektóre z nich. Jednak nawet te bezimienne budzą mój zachwyt i zadziwienie.

Osobistości i zjawy w ogródku

Zresztą, nie tylko mój. Na przestrzeni historii przebywało tutaj i cieszyło się tym zielonym klimatem wiele znanych osobowości, m.in. Maksymilian Habsburg i jego żona Carlota, polityk Francisco I Madero (prezydent Meksyku w latach 1911-1913), rewolucjonista Emiliano Zapata, Sebastián Lerdo de Tejada (prezydent Meksyku w latach 1872-1876), gen. Francisco Leyva (czasy rewolucji meksykańskiej), dyktator Porfirio Díaz czy muralista Diego Rivera. Z całą pewnością bywała tutaj nie jeden raz nasza polska malarka Tamara Łempicka, która ostatnie lata życia mieszkała właśnie w Cuernavaca.

Legendy o jardin Borda wspominają, że czasami ukazują się tutaj duchy, np. mitycznego władcy azteckiego Moctezuma, Carloty – żony Maksymiliana Habsburga, czy... jakiegoś chudego, kościstego zakonnika. Widziany bywał ukryty między ciernistymi krzewami, ale mimo to nie raniły go. Stąd świadkowie mówią, iż była to zjawa. Prawdopodobnie zmarły dawno temu spowiednik rodziny Borda. Każdy zamek, każde znane miejsce ma jakieś swoje opowiastki i legendy. Są one jak sól nadająca lepszy smak całej potrawie. Łatwo się je zapamiętuje, i wcale nie potrzeba roztrząsać, czy są prawdziwe czy nie.

Kultura wśród roślin urosła

Dzisiaj w jardin Borda mieści się centrum kulturalne. Na jego terenie znajdują się czasowe wystawy malarstwa, rzeźby i fotografii oraz odbywają się koncerty, pokazy tańców czy przedstawienia teatralne. Jest tutaj także niewielka kawiarnia, a także naprawdę dobrze zaopatrzona w wartościowe książki z dziedziny kultury, sztuki i historii, księgarnia. A mnie osobiście dodatkowo cieszy, że jako legalny obywatel miasta nie muszę kupować biletu wstępu do tego miejsca, gdzie można pooddychać nieco zarówno sztuką, jak i cudownymi roślinami, wkomponowanymi w architekturę. Zawsze lubiłem przestrzenie łąk, zapach puszczy i dźwięki mieszkające w lesie. Szum fal i potęgę bezkresu oceanów. Podwodne łąki i szum wiatru na szczytach gór. Jardin Borda tego nie zastąpi, ale trochę wywołuje te wspomnienia i bez wątpienia daje odpocznienie. Ale czy... zawsze?...

Słodko-kwaśna przygoda z el Pato

Wybrałem się do Jardin Borda. Bez konkretnego celu, po prostu pochodzić sobie, może odkryć coś nowego w tym znanym mi miejscu. Krótka rozmowa z sympatyczną panią, która skupia w sobie trzy funkcje: strażniczka, bileterka i szatniarka. W szatni zazwyczaj ludzie nie zostawiają żadnych płaszczy czy kurtek. Bo tutaj zawsze klimat wiosenny! Ale jakieś torby, torebki i plecaki, owszem.

Udałem się nad spory staw, czy może bardziej kanał, otoczony stonowanym, betonowym obrzeżem. O tej porze nie ma tutaj zbyt dużo ludzi. Odpowiada mi to. Lubię moje samotne dalsze bub bliższe, wyprawy, pomimo iż czasami dobrze jest dzielić z kimś te same chwile i widoki.

Przystanąłem, by zrobić zdjęcie. Tafla wody odbija w sobie jak w lustrze okoliczne drzewa i krzaki o fantastycznych kształtach, z których każdy może ujrzeć coś swojego, przetworzonego przez osobistą fantazję, grę cieni i osobiście odczytane kształty. Lubię fotografować. To jakby próba zatrzymania ulotności chwili, widoku i odczuć. Jakaś kalka, bo przecież tylko realne spotkanie ma w sobie niepowtarzalną wartość.

Zapatrzony w obiektyw nie dostrzegłem, że ktoś zbliżył się do mnie. Poniżej kolan odczułem jakieś lekkie dotknięcie.

  • Pewnie jakiś pies, może wiewiórka? Pełno ich tutaj. Oswojone i dokarmiane przez turystów nie boją się ludzi – pomyślałem. Jednocześnie spojrzałem w dół.

Nie zgadłem. To był... kaczor! Duży. Kulturalnie chciałem go przywitać. Schyliłem się i wyciągnąłem dłoń. Niestety, nie każde stworzenie, podobnie jak i ludzie, są przyjacielsko nastawieni do innych. Twardy dziób chwycił moją dłoń i kolejny raz przymierzał się, by zaatakować. Wyprostowałem się. Niestety, tym razem dziób serią szybkich ukąszeń zaczął wbijać się w moje nogi. Zacząłem dość szybko odchodzić z tego miejsca, myśląc, że to rewir agresora. Albo, że w pobliżu jest jego małżonka ze stadkiem kacząt. Ale... wokół niczego nie dostrzegłem! Pospiesznie idę wzdłuż akwenu. Kaczor szybko biegnie za mną. Przyspieszam. On wskakuje do wody, aby dotrzymać mi kroku. I nadal podąża za mną, widocznie rozjątrzony. I to już od ponad dobrych kilkudziesięciu metrów! Co zrobić?! Nie mogłem się w żaden sposób uwolnić od tego wojowniczego kaczora.

Nagle wpadłem na jedyne w tym wypadku rozwiązanie, które nagle przyszło mi do głowy. Tuż przy wodzie ujrzałem nastoletnią parę. Może uciekli ze szkoły na wagary? Zapatrzeni w siebie, uśmiechnięci, objęci. Jak to zakochani... Postanowiłem po prostu przejść obok nich, żeby depczący mi po piętach prześladowca skupił na nich swoją uwagę. Plan się powiódł. Kiedy kaczor zauważył młodych, zbliżył się. Dziewczyna, bardziej odważna, wyciągnęła dłoń w kierunku ptaka. No, więc ten przywitał się z nią, jak wcześniej ze mną. Szczypiący ból wywołał pisk dziewczyny. A siedzący obok niej adorator szybko wstał i zaczął uciekać, zostawiając biedulkę samą. Ale na szczęście dla niej, kaczor zaczął go ścigać, bezlitośnie skubiąc po łydkach. Pomimo próżnych prób obrony młodzieńca.

  • Pinche cabron! - krzyczał chłopak, próbując nawet kopnąć kaczora. Im bardziej bronił się, on coraz bardziej atakował.

W duszy śmiałem się z tego zdarzenia, nawet pomimo odczuwalnych na moich nogach skutków ataku kaczora, strażnika ogrodu Borda. Do dziś nie wiem, czy on tak z natury, czy może wyszkolony, czy może jednak gdzieś przeoczyłem jego rodzinę, której bronił? A może po prostu nie lubił intruzów, a bardzo lubił zaczepki? Ot, taki meksykański zawadiaka, przypadkiem napotkany wśród piękna przyrody. Ale... przecież i on stanowił jej element. Równie piękny. Zrozumiałem, że piękno także może być męczące.


29/01/2024

Tylko Coca-Cola!

 Buenos dias!

W Meksyku niektórzy mówią, że meksykańskie noworodki piją nie jak wszędzie na świecie matczyne mleko, lecz wysysają z piersi swoich rodzicielek... Coca-Colę! Oczywiście, to pewna przesadnia, ale faktem jest, że Coca jest najpopularniejszym trunkiem meksykańskim. Specjaliści dowodzą, że faktycznie w Meksyku Coca-Colę serwuje się często dzieciom w wieku poniżej sześciu miesięcy życia. A przecież to czas, kiedy powinny pić jedynie mleko z piersi matki.

Początki, czyli pierwszy łyk

Chociaż napój jest kultowym produktem Stanów Zjednoczonych, to niektórzy twierdzą, iż posiada swoje korzenie w Meksyku. To tutaj bowiem jakiś podróżujący Amerykanin napotkał przy granicy Meksykanina, sprzedającego przy drodze wytworzone przez siebie napoje orzeźwiające. Smak jednego z nich zainspirował turystę do przeszczepienia go na swoją rodzinną ziemię. Zmodyfikował nieco recepturę i opatentował. Z czasem ten gazowany napój stawał się coraz bardziej popularnym i poszukiwanym. Tak to rozpoczął się wielki boom na Coca-Colę.

Historia

Być może osobą tą był człowiek, któremu przypisuje się wyprodukowanie Coca-Coli, farmaceuta dr John Pemberton. Ciekawe, że wynaleziony w 1886 r. w aptece Jacobs, w Atlancie (Georgia) napój miał być... lekarstwem na trawienie i ból głowy. Miał też dostarczać organizmowi energii i oddalać zmęczenie. Kiedy „lek” zyskał rozgłos, księgowy Pembertona, Frank Robinson naszkicował jego logotyp, a produkt nazwano „Coca-Cola”. W roku 1891, wraz z innym aptekarzem Asa G. Candler i jego bratem oraz wspomnianym wcześniej Frankiem Robinsonem. Wkrótce markę zarejestrowano w Biurze Rejestru i Własności Przemysłowej Stanów Zjednoczonych a jej rozpowszechnianiem zajął się koncern The Coca-Cola Company. Napój trafił na podatny grunt dla rozwoju, bowiem wspomagał ciężko pracujących przez wiele godzin lokalnych robotników w epoce wzmożonego rozwoju industrii. Sam wynalazca był uzależniony od morfiny i prawdopodobnie wierzył, że Coca-Cola wspomoże go w walce z uzależnieniem od niej. W swej istocie początkowo Coca-Cola była po prostu mieszanką czerwonego wina i kokainy.

Pożytek czy szkoda?

Wielbiciele gazowanego trunku wskażą a wiele jego zalet, z kolei przeciwnicy na wiele negatywnych skutków picia popularnej Coli. Zarzutów jest sporo. W niedawno przeczytanym artykule dowiedziałem się np. że Centralny Komitet Chin ds. Jakości Pożywienia zaliczył Coca-Colę do kategorii środków czyszczących rury kanalizacyjne. Można więc ją nabyć w sklepach chemicznych, na półce z innymi chemikaliami gospodarczymi do czyszczenia. Chińscy naukowcy na podstawie badań doświadczalnych na 500 więźniach, którym serwowano trzy razy dziennie przez sześć miesięcy dawkę Coca-Coli, szkodliwość Coca-Coli dla organizmu człowieka. Eksperyment zakończył się śmiercią 75 więźniów oraz infekcją 150 innych, pozostali zapadli na choroby chroniczne oraz wiele innych dolegliwości. Coca-Colę wycofano więc z wszystkich sklepów spożywczych i zdegradowano do rodzaju środka czyszczącego łązienkowe czy też kuchenne rury.

Wcześniej jednak rolnicy niektórych krajów azjatyckich doceniły wartość Coca-Coli jako skutecznego środka chemicznego na plagi owadów, w dodatku jest dużo tańszy niż profesjonalne substancje chemiczne do walki z plagami. A skutek przynosi taki sam.

W Turcji z kolei wytoczono koncernowi Coca-Coli proces, którego przedmiotem były schorzenia nabyte w wyniku jej spożycia, takie jak białaczka płucna, osteoporozę oraz choroby wątroby i tarczycy. Podobnie w Indiach, rozpowszechnianie Coca-Coli jest oficjalnie zakazane, ze względu na jej szkodliwość dla zdrowia ludzkiego. Podobnego zdania są rządy Anglii oraz Litwy i Ukrainy, które zakazały dystrybucji napoju w szkołach. Najbardziej zagorzali wrogowie Coca-Coli sugerują, że powoduje ona choroby nowotworowe.

A zalety?... Orzeźwia, dodaje energii, i oczywiście jej jedyne w swoim rodzaju walory smakowe. Jako ogromna firma zatrudnia również rzeszę pracowników, co np. w Meksyku jest szansą na w miarę stałą pracę. W Campeche, gdzie mieszkałem dwa lata, niedawno wtedy otwarta na obrzeżach miasta ogromna rozlewnia Coca-Coli pozwalał utrzymać się sporej grupie mieszkańców tego sporego miasta na Jukatanie.

Meksyk zanurzony w Coca-Coli

W żyłach Meksykanów płynie Coca. Trudno określić, dlaczego stała się tak popularna? Nawet w odległych, położonych w gęstym buszu meksykańskiej puszczy, współcześni Majowie raczą się Cocą. Dotarła nawet tutaj! Cena faktycznie nie jest wielka. Za to pojemności spore. W Europie nie znajdzie się butelko trzylitrowej Coca-Coli. A w Meksyku tak!

Spośród regionów, gdzie najwięcej się jej spożywa są tereny Chiapas. Tłumaczy się to potrzebą przemierzania przez tamtejszych Indian sporych dystansów, aby zakupić podstawowe do życia produkty. Niezbędna jest więc energia, którą daje im Coca-Cola.

Koncern Coca-Cola chwali się, że każdego dnia w ponad 200 krajach na całym świecie 700 tys. osób spożywa 2100 milionów racji tego napoju. Tę statystykę z całą pewnością podnoszą Meksykanie, którzy są bezsprzecznym liderem na światowej liście konsumentów tego napoju. Około 70% obywateli Republiki Meksykańskiej wybiera spośród licznych, słodzonych napojów butelkowych, właśnie Cocę. Sensacja?... A jak skomentować, że podczas kosmicznej wyprawy Challengera w 1985 r. na pokładzie tego statku kosmonauci popijali sobie Colę ze specjalnie do tego przygotowanych puszek?

Prezydent z butelką w dłoni

Swoją karierę w koncernie Coca-Cola, Vicente Fox Quesada rozpoczął od zera. W 1965 r. był dystrybutorem, a potem superwizorem tras ciężarówek dostarczających napój do wyznaczonych miejsc sprzedaży, już pięć lat później objął funkcję krajowego dyrektora działań (Director Nacional de Operaciones) a w 1971 dyrektora techniki handlu (Director de Mercadotecnia), aby w końcu zasiąść na stołku prezydenta Coca-Coli na rynek Latynoamerykański. Przy wsparciu wicedyrektora ds. marketingu koncernu The Coca-Cola Co. Sergio Zymana miał wielki wpływ na zarząd oraz administrację całej spółki.

Równocześnie z wielkimi ambicjami i karierą w koncernie kwitła kariera polityczna Foxa, która doprowadziła go do objęcia w roku urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych Meksyku (kadencja od 1 grudnia 2000 do 30 listopada 2005), z ramienia konserwatywnej partii PAN (Partido Acción Nacional). Kto wie, czy nieco nie przyczyniła się do tego sukcesu właśnie Coca-Cola. Umiejętność znakomitego marketingu, z którym Fox zapoznał się w koncernie i także dobre relacje i wsparcie amerykańskiego prezydenta George W. Busha. Oczywiście, środki na kampanię nie były pewnie wielkim problemem przy wsparciu potencjału spółki Coca-Cola. Widać, że ten orzeźwiający napój nie tylko może doprowadzić do różnych schorzeń, ale także do fotelu prezydenta.

Siła produktu: reklama

Bez wątpienia najmocniejszą stroną marki i zarazem przyczyną jej sukcesu jest nie tyle oryginalny smak, co umiejętnie przygotowana i rozpowszechniana różnymi środkami na dużą skalę, reklama. Popularności, a właściwie jej pasjonatów, przysparza również... uzależnienie od napoju, który zawiera w sobie kofeinę. Od pozornie niewinnego, regularnego spożywania Coca-Coli ludzki organizm może się dość łatwo uzależnić. Jednak dominującym czynnikiem ogromnej rzeszy konsumentów jest reklama. W Meksyku jest jej mnóstwo! Poniżej znajdziecie slogany reklamowe, które na rynku hiszpańskojęzycznym zachwalały i przyciągały do jej spożycia.

1886: Disfrute Coca-Cola (Zaczerpnij przyjemność z Coca-Coli)

1929: La pausa que refresca (Przerwa, która orzeźwia)

1959: Coca;Cola refresca mejor (Coca-Cola orzeźwia lepiej)

1963: Todo va mejor con Coca-Cola (Wszystko idzie lepiej z Coca-Colą)

1970: El sabor de la vida (Smak życia)

1976: Coca-Cola da más vida (Coca-Cola da więcej życia)

1982: Coca-Cola es así (Coca-Cola jest właśnie taka)

1987: Sensación de vivir (Odczucie życia)

1993: Siempre Coca-Cola (Zawsze Coca-Cola)

2000: Vívela (Żyj nią)

2001: La vida sabe bien (Życie dobrze wie)

2003: Coca-Cola, de verdad (Coca-Cola, naprawdę)

2006: El lado Coca-Cola de la vida (Przy boku Coca-Coli życia)

2008: Desde 1886 repartiendo felicidad (Od 1886 rozpościera się szczęście)

2009: Destapa la felicidad (Odkorkuj szczęście)

2014: Estas navidades haz feliz a alguien (Te święta Bożego Narodzenia sprawią komuś radość)

Post Scriptum

Zastanawiam się, jak wyglądało by życie w Meksyku bez Coca-Coli? Czy Meksykanie przeżyliby bez niej? Rozglądając się dookoła, nawet gdyby było to możliwe, to bardzo trudne. Bo Meksykanie nie tylko lubią, ale wręcz kochają Cocę! Wydaje się, że niektórzy ludzie mogą żyć bez miłości. Ale... co to za życie? Mieszkańcy Meksyku, i nie tylko, wiedzą dobrze o szkodliwości napoju, ale mimo to wybierają go spośród wielu innych, dostępnych do spożycia. Osobiście wybieram zawsze świetne, świeże soki z tutejszych owoców. Albo zwykłą wodę. Czasami zdarzy się, że skosztuję Coca-Colę light. Żeby nie zapomnieć jej jedynego w swoim rodzaju smaku.

Lila: Indianka, która stała się muzyką

  Buenos dias! Spośród licznych artystek meksykańskich od samego początku, kiedy usłyszałem jej aranżacje znanych mi skądinąd utworów zako...