Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

30/11/2025

Lila: Indianka, która stała się muzyką

 Buenos dias!

Spośród licznych artystek meksykańskich od samego początku, kiedy usłyszałem jej aranżacje znanych mi skądinąd utworów zakorzenionych w Meksyku, zapadła mi w duszę muzyka Lili Downs (dokładniej: Ana Lila Downs Sánchez). To jedna z tych z na świecie, która oprócz niepowtarzalnej barwy swojego głosu, pełnego ekspresji oraz pasji, potrafi trafnie przekazać ubrane w niezwykle kolorowe dźwięki przesłanie.

Różnoświat

Lila łączy w sobie dwa światy, a tak naprawdę to dużo więcej ich przewija się zarówno w jej życiu, jak i twórczości. Córka Meksykanki i Amerykanina. Urodziła się w stanie Oaxaca, który do dziś dnia z dumą kultywuje swoje indiańskie korzenie. Część swojego dzieciństwa spędziła w Minnesocie (USA). Tam studiowała śpiew klasyczny oraz antropologię kulturową. Zawsze jednak podkreśla swoją tożsamość meksykańskiej Indianki z Tlaxiaco, swojego rodzinnego miasta. Nic dziwnego, że w muzyce Lili Downs oprócz wyraźnej inspiracji przebogatą kulturą meksykańską, rozbrzmiewają również dźwięki bluesa, rocka, jazzu czy muzyki elektronicznej. W połączeniu z cumbią, sol, rancheros, corridos, bossa nova, tradycyjna muzyka autochtonów z różnych regionów Meksyku stanowi prawdziwą mieszankę wybuchową. Miałą swój udział w ścieżkach dźwiękowych do filmów takich jak Frida (utwór „Burn it Blue”), Tortilla SoupLas mujeres verdaderas tienen curvas i Fados. Śpiewa od ósmego roku życia i posiada trzyoktawową skalę głosu.

Artystka nie ogranicza się jedynie do ładnego śpiewania. Zagrała też niewielkie role w filmach Mariachi Gringo (2012), Deseo (2013), Frida (2002), River of Fundament (2014), Travesía del desierto (2011), De como los niños pueden volar (2008). Ciekawe, że grała w nich przeważnie role piosenkarek.

Ambasadorka

Downs nie tylko koncertuje, ale także koncentruje się w swoim życiu na działalności społecznej. Nie jako polityk czy reprezentantka jakiegoś ugrupowania partyjnego (na szczęście!). Znana jest z aktywności dla praw kobiet oraz wspólnot indiańskich w Meksyku, promocją kultury i edukacji. Muzyka stanowi dla niej narzędzie, które nie tylko wyraża jej emocje oraz przesłanie, ale też, jak wierzy, może wpłynąć pozytywnie na zmiany społeczne. Pomaga kobietom meksykańskim poprzez stypendia umożliwiające im wykształcenie. Jest także głosem migrantów, którzy go nie posiadają w społeczeństwie. Uczestniczyła i uczestniczy w wielu inicjatywach, których celem jest zachowanie obumierających rdzennych języków indiańskich, jak również prastarych tradycji meksykańskich. Lila Downs stała się poprzez to prawdziwą ikoną kobiety dumnej ze swoich indiańskich korzeni, silnej i wytrwale walczącej o swoje ideały.

Cud spotkania

Lila Downs aktywnie uczestniczy w wielu festiwalach oraz koncertach muzycznych. Od dawna chciałem na żywo usłyszeć jej głos. Jednak zawsze były jakieś przeciwności. Nawał pracy i obowiązków, spore odległości pomiędzy poszczególnymi rejonami Meksyku, stale wzrastająca przemoc uniemożliwiająca dotarcie w niektóre miejsca, itp.

Nie pierwszy to raz, kiedy Bóg, rozpieszczając swoje dzieci, wchodzi do działania. I ułatwia wszystko, i czyni możliwym. Tak było i tym razem w moim przypadku: „Nie mógł Mojżesz do góry, przyszła góra do Mojżesza”!

Niecały tydzień temu Lila zawitała do Jiutepec, aby zagrać jeden z koncertów należących do jej trasy koncertowej. Miejsce koncertu, centralny plac potocznie zwany w Meksyku zocalo, mniej więcej jest odległy od mojego miejsca zamieszkania jakieś półtora kilometra. Przypadek?... Już od dawna nie wierzę w przypadki. A dokładniej: kiedy bliżej poznałem Ojca.

Rozmowa

Tłum ludzi. Choć wielu mi mówiło, że nie znają twórczości Lili Downs. Pytali, kto to jest? Artystka ma jednak rzeszę swoich wiernych fanów, którzy nie omijają żadnego z jej występów. Dzisiaj też zgromadziła się ich spora gromada. Wszyscy obowiązkowo w koszulkach promujących jej osobę. Młodzież, ale także sporo osób w średnim wieku. Niektóre kobiety, idąc za stylem ubierania się Lili w kolorowych ciuchach, jakie noszą indiańskie kobiety. Możecie sobie wyobrazić ścisk, jaki wywołał napierający tłum, który utworzył się tuż po tym, jak piosenkarka wysiadła ze swojego sporego auta. Każdy chciał ją pozdrowić, zamienić kilka słów, poprosić o autograf lub zdjęcie. Życie gwiazd. Podziwiam pokorę, szacunek, cierpliwość i radosne podejście Lili do każdego, kto się do niej zbliżał.

Stanąłem obserwując to zjawisko. Było to dziwne, odmienne od innych zachowanie. Podobnie jak mój wygląd. Pomimo opalenizny, nadal jestem tutaj güero (blondynem), ze wzrostem dominującym nad innymi. W dodatku błękitny kolor moich oczu od razu zdradza, że nie jestem rodowitym Meksykaninem. Może właśnie te szczegóły sprawiły, że Lila podeszła do mnie, wzięła za przedramię i rzekła: „Jak się cieszę, że tutaj jesteś!”, po czym objęła mnie i serdecznie ucałowała w policzki. Ciekawe, że pomimo empatycznej uwagi dla innych i szacunku dla swoich fanów, zdobyła się na taki ciepły gest tylko wobec mnie, wyróżniającego się w tłumie. Może odczuła moją fascynację kulturą Meksyku? Nie wiem. A następnie krótka, serdeczna rozmowa, która dała mi wiele radości.

Szał dźwięków na prostej pięciolinii

Występ ze wszech miar profesjonalny i pełen życia. Sukces Lili był też bez wątpienia zasługą towarzyszących jej muzyków. Każdy był wirtuozem swojego instrumentu. Życiodajny puls życia dźwięczał wokół zapraszając do tańca. Przekrój twórczości Lili dobrany zgodnie z oczekiwaniami publiczności. Hity, które prawie każdy znał na pamięć, wspólne śpiewanie a nawet tańce. Doświadczenie i charyzma. Ciężka praca i talent.

O sztuce i muzyce

Estoy convencida de que la música puede acercarnos. (...) El arte puede abrir tu corazón - Jestem przekonana, że muzyka może nas zbliżać do siebie. (...) Sztuka może otworzyć twoje serce.

Ya no es tan fácil clasificar las cosas porque tomamos influencias de diferentes áreas dependiendo lo que nos gusta a cada uno de nosotros - Nie jest tak łatwo klasyfikować rzeczy ponieważ ulegamy wpływom różnych czynników zależnie od tego, co podoba się każdemu z nas.

La música es el lenguaje universal - Muzyka jest uniwersalnym językiem.

La música es para el alma lo que el ejercicio es para el cuerpo – Muzyka jest dla duszy tym, czym jest dla ciała ćwiczenie.



31/10/2024

Niech żyją zmarli!, czyli meksykańskie zaduszki


 Buenos dias!

Każda cywilizacja i kultura, każda religia posiada swoje wyobrażenie śmierci. Wiele elementów jest wspólnych. Jako rzeczywistość taka sama dla wszystkich, ukazuje się ją jako nieuniknioną, tajemniczą czy też niepoznaną. W Meksyku natomiast namalowana jest wieloma barwnymi kolorami. Może aby ją oswoić i nieco złagodzić jej srogość? Niemniej, chociaż śmierć zostawia pustkę i ból, to dla Meksykanów jest nasycona wielką nadzieją oraz wiarą w kontynuację życia człowieka po jej nadejściu.

Czachy, czaszki i czaszeczki

Dla wielu ludzi, dla których Meksyk jest jedynie dalekim, egzotycznym i nieznanym bliżej miejscem, widok mnóstwa dziwnie przedstawionych, kolorowych czaszek i mniej lub bardziej poubieranych kościotrupów budzi zadziwienie, a czasem nawet negatywne odczucia. Wielu wkłada te wszystkie wyobrażenia (związane dla wielu z symboliką śmierci) do jednego worka. Zupełnie niesłusznie. Bo trzeba rozróżnić wyobrażenia Catriny od Santa Muerte czy też różnorakich przedstawień czaszek pojawiających się masowo w czasie hucznie obchodzonego na ziemi meksykańskiej Dnia Zmarłych (Dia de los Muertos). Czas ten jest ważny dla każdego Meksykanina i wpisuje się w rodzinną tradycję pamięci o zmarłych przodkach, którzy podczas obchodów Dnia Zmarłych przychodzą w odwiedziny do żywych. Dlatego te przedstawienia nie mają na celu straszenia śmiercią, ale ukazanie jej jako formy pełnej życia. Czy odwiedziny bliskich nie są okazją do wspólnej rodzinnej radości, wspomnień o przodkach czy też modlitwy za tych, co już żyją w innej rzeczywistości?

Jedyna takie święto na świecie

Można dopatrywać się oczywiście w tych obchodach swoistego znanego w europejskiej sztuce religijnej średniowiecza Danse Macabre, czy Ars moriendi (sztuki umierania). Jednak zupełnym nieporozumieniem jest postrzeganie owych czaszek i szkieletów jako elementów kultury śmierci czy odniesień do satanizmu. Dia de los Muertos nie można też mylić z Halloween, choć na długo przed początkiem listopada półki supermarketów zalewają i mieszają się meksykańskie czaszki z upiornymi maskami, figurkami czy ozdobami charakterystycznymi dla Halloween.

Cmentarny fundament

Tradycja meksykańska nie zaczerpnęła niczego od dawnych obrzędów celtyckich, które stanowią korzenie Halloween. Jej korzeni można doszukiwać się już w czasach przedkolumbijskich. Już wtedy indiańskie plemiona przywiązywały ogromną wagę do utrzymywania kontaktu ze swoimi zmarłymi. Można to dostrzec chociażby w kulturze na Monte Albán (region Oaxaca). Los Zapotecas chowali swoich zmarłych pod swoimi domami. Byli więc jakby na stałe wpisani w ziemskie życie swoich krewnych. Na wzniesieniu do tej pory odkryto 249 takich domowych miejsc pochówku. Można powiedzieć, że cała osada zbudowana jest na wielkim cmentarzu.

Chleb, kwiaty i fotografie

Dzisiaj nie grzebie się ciał zmarłych pod domami. Ale podczas obchodów Dnia Zmarłych obowiązkowo konstruuje się w domach ołtarze, gdzie umieszcza się fotografie zmarłych. Otoczone są one jedzeniem i trunkami, które lubili bliscy zmarli. To ma dodatkowo zachęcić zmarłych do przybycia w odwiedziny. Ołtarze zdobią najczęściej pomarańczowe kwiaty Cempasúchil. Na stole pojawiają się słodkie bułki, zwane Pan de Muertos, chlebem umarłych. Posiada on sporo różnych smaków i odmian, zależnie regionu oraz tradycji. Kroniki z czasów konkwisty pokazują, że Indianie składali swoje tradycyjne pożywienie ku czci bożków śmierci, takich jak Cihuapipiltin czy Huitzilopochtli. Były to jednak bardziej kukurydziane tamales, niż dzisiejsze chleby umarlaków. Te przyjęły swoją zasadniczą formę podczas hiszpańskiej konkwisty kolonialnej.

Garść myśli w locie chwyconych

Dla Meksykanów celebracja Dnia Zmarłych jest okazją do radości. Bo przecież życie jest krótkie i dlatego należy je przeżyć na maksa. Wiele z powiedzeń, zapisanych myśli i przysłów (które są przecież mądrością narodu) ukazuje sens przeżywania tego święta.

  • Día de muertos un festejo donde dos mundos son uno solo /Dzień Zmarłych to święto, gdzie dwa światy łączą się w jedno/

  • Al fin que para morir nacimos /W końcu, rodzimy się by umrzeć/

  • La muerte mexicana es el espejo de la vida de los mexicanos. Ante ambas el mexicano se cierra, las ignora (Octavio Paz) /Śmierć meksykańska jest lustrem życia dla Meksykanów. Przed tymi dwiema rzeczywistościami Meksykanin zamyka się; ignoruje/

  • Al diablo la muerte mientras la vida nos dure /Do diabła ze śmiercią, kiedy życie trwa/

  • No olvides a tus muertos pues ellos siempre están cerca de ti /Nie zapominaj o twoich zmarłych, przecież oni są zawsze obok ciebie/

  • Día de Muertos es alegría... ¡pues ni la muerte nos separa de los que amamos! /Dzień Zmarłych jest radością... przecież nawet śmierć nie oddziela nas od tych, których kochamy!/

  • A la muerte, ni temerla ni buscarla, hay que esperarla /Śmierci nie należy szukać ani się bać, trzeba jej oczekiwać/

  • En México la muerte es cultura de la vida /W Meksyku śmierć jest kulturą życia/

  • Nuestro culto a la muerte es culto a la vida, del mismo modo que el amor que es hambre de vida es anhelo de muerte (Octavio Paz) /Nasz kult śmierci jest kultem życia, w taki sam sposób jak miłość, która jest głodem życia, stanowi tęsknotę śmierci/

  • No estaba muerto, andaba de parranda /Nie był martwy, poszedł na imprezę/

Post scriptum

Nie mam tutaj w Meksyku wydrukowanych fotografii moich bliskich zmarłych. Zresztą, musiałby to być już gruby album, żeby je wszystkie pomieścić. Z każdym rokiem coraz więcej ich już żyje po drugiej stronie ludzkiej egzystencji. Nie pamiętam dat ich przejścia do innego życia. Ale odczuwam ich bliskość. Kiedy przychodzą do moich myśli modlę się w ich intencji. Składam na ołtarzu podczas każdej Eucharystii. Tak buduję w sercu mój ołtarz dla zmarłych, którzy żyją w nas – jak mówią Meksykanie - dopóki o nich się pamięta. Pamiętam więc. I liczę na rychłe spotkanie z nimi w domu Ojca.


16/10/2023

Rzewne łzy Płaczki

Buenos dias!
Postać La Llorona stała się w Meksyku, podobnie zresztą jak w wielu innych krajach Ameryki Łacińskiej, postacią kultową. W dużej mierze poprzez łapczywie pochwycony przez media i wpisany w kulturę chwytliwy obraz femme fatale. Ale obraz Płaczki ma wiele różnych oblicz, wszystko zależy od modyfikacji legendy wynikłych z różnych aspektów kulturowych oraz wizerunkowych przedstawień ukierunkowanych na masowego odbiorcę.

Narodziny legendy

posiadają dwie wersje: pierwsza, pochodząca z czasów kolonialnych, pochodzi z kronikarskich, szesnastowiecznych zapisków towarzysza wypraw Cortesa, Bernala Diaz de Castillo. Opowiada on o indiańskiej kobiecie, która była kochanką jednego z hiszpańskich konkwistadorów. Kiedy po jakimś czasie poprosiła go o sformalizowanie ich związku, on stanowczo odmówił. Powodem tego miało być jego wyższy status społeczny. Sytuacja ta doprowadziła w rezultacie do wielkiej tragedii. Zaślepiona, w przypływie zemsty oraz desperacji zbudziła w nocy swoje dzieci, dziewczynkę i chłopca, zaprowadziła nad brzeg pobliskiej rzeki, gdzie je zasztyletowała a ciała wrzuciła do płynącej wody. Kilka minut później zdała sobie sprawę z tego, co zrobiła. Zaczęła głośno zawodzić i krzyczeć z bezradności i bólu, biegnąc szaleńczo wzdłuż rzeki. Człowiek w przypływie niekontrolowanych emocji jest gotów dokonać najgorszych zbrodni. Legenda głosi, że do dziś dnia rozpaczliwy płacz Llorony można usłyszeć na ulicach Miasta Meksyk, zwłaszcza w wypełnionym kanałami rejonie Xochimilco. Uprzywilejowanym czasem do usłyszenia głosu Płaczki jest pełnia księżyca. Kolejny element nadający cechy horroru całej opowieści. Podobnie jak ubiór kobiety-zjawy: długa, biała suknia, a twarz zakryta welonem.

Historycy wykazują, że opowieść posiada swoje korzenie w czasie przedkolumbijskim. Związek Llorony z terenem Xochimilco może wskazywać na jej pokrewieństwo z boginią Tenpecutli, która utopiła swoje dzieci w nurtach rzeki. Niektórzy sugerują powiązanie Płaczki z czczoną przez plemię mexicas boginią Cihuacóatl (kobieta-wąż), odpowiedzialną za płodność i narodziny. W swoim dziele zatytułowanym Historia de las cosas de Nueva España (tom 1, rozdział 6), Fray Bernardino de Sahagún określa kult pogańskiej bogini jako jeden z centralnych kultów terenu dzisiejszej stolicy Meksyku. Miała ona „krzyczeć po nocach i głośno zawodzić płaczem”.

Inna wersja legendy opowiada o przepięknej kobiecie, która z powodu zazdrości względem swojego wybranka oraz nieodwzajemnionej miłości, utopiła w rzece swoje nowonarodzone dziecko. Dziewczyna porzuciła swoje miasteczko i od tamtej pory błąka się w poszukiwaniu swojego synka, wśród głośnych lamentów i płaczu. Ma nadzieję, że może uda się cofnąć czas. „Gdzie jest mój synek?!” - krzyk ten wg legendy niepokoi dusze położnych, pielęgniarek i lekarzy, którzy zabijają nienarodzone dzieci poprzez aborcję. Ale także mężczyzn, którzy porzucają ciężarne kobiety oraz kobiety zostawiające dzieci tuż po narodzinach. Zastanawiam się, czy owym „płaczem Llorony” nie jest głos sumienia, który wcześniej czy później pojawia się w człowieku po dokonaniu jakiegoś zła. Może być pomocny do wewnętrznej przemiany, być skutecznym doradcą, ale także nasyca bólem, wywołuje płacz i głęboki ból. Zapewne ze względu na to uniwersalne przesłanie, jak i plastyczne przedstawienie tematu, z uwypukloną tragedią w tle, legenda przekroczyła granice zarówno geograficzne, jak i czasowe. Znana nie tylko w Meksyku, ale także w Kolumbii, Nikaragui, Ekwadorze, Peru, Hiszpanii oraz wielu innych miejscach na całym świecie.

Symbolika i co z niej wynika

Element obecny w każdej legendzie. Legenda często z pomocą różnorakich symboli próbuje bowiem uzasanić pewne zjawiska oraz dać pewne praktyczne wskazówki odnośnie życia człowieka. Fantazja jest w niej atrakcyjnym, kolorowym tłem, za którym kryje się jakaś informacja, morał albo pytanie, które otwiera przestrzeń do osobistej refleksji. Trzeba jednak odnaleźć właściwy klucz, ażeby otworzyć nową przestrzeń postrzegania legendy.

Symbolami występującymi w każdej wersji legendy są: woda, białe szaty Llorony oraz jej zawodzenia i płacz. Obecność wody jest symbolem życia, które daje woda. Ale także, jak w tej legendzie, paradoksalnie może być też symbolem śmierci. Dwa skrajnie różne symbole, swoisty dualizm, obecny często w panteonie danych bóstw indiańskich. Biały kolor szat Llorony pozwala pojmować ją jako swoistą boginię, bo szaty w tym kolorze przypisywane były właśnie im. to kolor, który kontrastuje z ciemnością nocy, w której pojawiają się wszelkie zjawy i duchy, zresztą też przedstawiane zazwyczaj w kolorze białym. Nieodłącznym elementem legendy o Lloronie jest jej żałosny lament. Wskazuje on na głęboki żal postaci z powodu popełnionej zbrodni. Najczęściej w różnych wersjach opowieści pojawia się najczęściej wymowne zdanie; Ay mis hijos! (Ach, moje dzieci!). Niektórzy badacze (np. Alberto i Aitana Martos García) sugerują, że żałosne krzyki Llorony należy rozumieć jako lament ludności kontynentu amerykańskiego, cierpiącego podczas kolonialnej konkwisty.

Kultowa postać kultury meksykańskiej

La Llorona stała się jedną z ikon kultury popularnej na skalę masową. Można pokusić się o stwierdzenie, że jest także znaną ikoną współczesnej popkultury. Barwna opowieść inspiruje do tworzenia obrazów, książek, wierszy, filmów czy muzyki. Każdy z Meksykanów słyszał opowieść o Płaczce. Większość znanych artystów ma w swoim repertuarze opowiadane rzewnym dźwiękiem opowieści o niej. Istnieją nawet przedstawienia teatralne opowiadające historię tej zrozpaczonej kobiety. Wśród opowiadań, nowel i wierszy znajdują się m.in. La Llorona (1958) autorstwa Carmen Toscano; nowela Rodolfo Anaya The Legend of La Llorona: A Short Novel (1984); nowela Eduardo Antonio Parra El río, el pozo y otras fronteras (1995) czy nowela Marcela Serrano La Llorona (2008).

Znakomitą pożywkę dla obrazowej ekspresji opowiadania znalazła także sztuka filmowa. Znajdują się w niej zarówno niewielkie epizody odnośnie legendy wpisane w inne dzieła, jak i obrazy kinematograficzne poświęcone w całości tematyce La Llorona. Wśród nich nie można pominąć: La Llorona (1933). reż. Ramón Peón, z kreacjami Ramóna Pereda oraz Virginii Zurí; La herencia de La Llorona (1947), reż. Mauricio Magdaleno; El grito de la muerte (1958), western w reż. Fernando Méndeza; La Llorona (1960), meksykański film w reż. René Cardona; La maldición de la Llorona (1963), reż. Rafael Baledón; La venganza de la Llorona (1974), reż. Miguel M. Delgado; Las Lloronas (2004), film Lorena Villareala; La leyenda de La Llorona (2011), film animowany dla dzieci w reż. Alberto Rodrígueza; czy La Llorona (2019) Jayro Bustamante.

Wizerunek Llorony jest czasami przedstawiany jako postać rodem z horroru. Wewnętrzny horror kobiety, nie trudno z tym się nie zgodzić. Jednak ten horror ukazuje jej ogromną tragedię i ból a nie demoniczne opętanie, jak to sugerują niektóre wykreowane obrazy Llorony. Moim zdaniem w postaci ów niesamowity ból, chęć cofnięcia czasu, jej desperacja granicząca z szaleństwem jest wyrazem szczerego żalu za swój czyn. Czy to czyni z niej demona, czy kolejną tragiczną w skutkach postać na scenie teatru świata? Nie chodzi tutaj o usprawiedliwianie haniebnego czynu, ale o ematyczne odczucie koszmaru, który nosiła w sobie Llorona.

Łzy na pięciolinii

Jednak postać Llorony najbardziej wypromowała muzyka. Różne gatunki muzyczne, różni muzycy, różny klimat, różne dźwięki. Różnorodność i bogactwo w całej pełni! Wysłuchałem wiele z nich. W większości linia melodyczna ta sama, ale interpretacyjna możliwość pozostawia przestrzeń do osobistej, emocyjnej interpretacji poszczególnych artystów, co tworzy wyjątkowy klimat każdego utworu. Warto posłuchać utworu chociażby w wykonaniu Carmen GoettAngela Aguilar , Jason Fountain , Eder PullHammer , Santa OscuridadFrank LeyraAndrew Larrañaga , Lilia DownsNatalia Lafourcade. W Meksyku klasykiem stała się jednak wersja w wykonaniu Chavely Vargas, którą znajdziecie poniżej.

29/03/2023

Przy dźwiękach mariachi

Buenos dias!
Korzeni grup mariachi można doszukiwać się w popularnej muzyce artystów z Nowej Galicji (dzisiejsza Guadalajara), niektórzy określają dokładne miejsce oraz czas ich powstania – Cocula, koniec XIX w. Stamtąd przenieśli się do stolicy, Miasta Meksyk.

Słowo jak wizytówka

Etymologię nazwy mariachi trudno jednoznacznie określić. Niektórzy twierdzą, że wiąże się ona z czasami okupacji francuskiej. Był to czas tzw. wojny ciasteczkowej (1838-1839), kiedy Francuzi angażowali grupy mariachi w granie na weselach (francuskie mariage).

Inni twierdzą, że słowo „mariachi” pochodzi od mieszanki słów: hiszpańskiego Maria i lokalnego języka miasteczka coca ski, son, co miało oznaczać „dźwięki”. Całe zdanie można przetłumaczyć więc jako: „W hołdzie Maryi; ku chwale Maryi”. Według tej hipotezy, nazwa związana jest z mieszkańcami Cocula, którzy czcili Niepokalane Poczęcie. To maryjne święto Indianie poznali w roku 1528 za przyczyną fray Miguela z Bolonii.

Istnieje jeszcze inna próba tłumaczenia nazwy mariachi. Według niej słowo pochodzi z języka maya. Słowo marreamchi znaczyć ma: ci, którzy posiadają tę samą krew; moi krewni, lub: ci, którzy posiadają tego samego ducha. Ta teoria jednak nie jest potwierdzona, a nawet nie jest pewne, że słowo istnieje w języku maaya t'aan.

Gwiazdy i gwiazdeczki

Nieodłączne instrumentarium to gitara klasyczna, mała gitara vihuela, skrzypce, trąbki oraz tzw. guitarron (spełniający rolę basu). W muzyce mariachi wybrzmiewa muzyka ranchera (pierwotne źródło ich muzyki), ale także bolero, muzyka klasyczna czy symfoniczna. Oczywiście, muzyka mariachi ma swoich niekwestionowanych bohaterów, legendy tego gatunku, jak chociażby José Alfredo Jiménez Sandoval, Miguel Aceves Mejía, Juan Valentin, Los Dos Oros, Vicente Fernández, Felipe Arriaga, David Reynoso, Silvestre Vargas Vázquez, Jorge Negrete, Pedro Infante, Pedro Fernández i Javier Solís. Muzyka mariachi to nie tylko domena mężczyzn. W historię wpisały się charyzmatyczne kobiety, takie jak Flor Silvestre, Lola Beltrán, Guadalupe Pineda, Aída Cuevas, Chayito Valdéz, Lucha Villa, María de Lourdes, czy Angeles Ochoa.

Smutne dźwięki w lokalnej kantynie

A o czym tak muzycznie nucą sobie owi mariachi? Główną tematyką jest miłość i związany z nią świat ludzkich emocji, czasami skrajnych. Od wielkiego szczęścia i radości niedaleko jest bowiem do wielkiego zawodu, smutku i bezbrzeżnej samotności. Teksty piosenek obrazują to w poetycki sposób, a rzewne dźwięki niemal namacalnie wypełniają serca słuchaczy nie ukojonym żalem. Nic dziwnego, że tego typu twórczość doskonale wpasowała się w cantinas (rodzaj podrzędnych barów tylko dla mężczyzn, gdzie koili swoje smutki przy butelce tequilli), Bywałem wieczorami w cantinas. W lokalnych, niewielkich miasteczkach mają swój niepowtarzalny klimat. To miejsce dla tubylców, ale mimo to przyjazne. Dopóki jakiś macho zbyt wiele nie wypije wtedy zdarzają się bójki. Dawniej kończyły się nawet strzelaninami. Nie zawsze więc spokojna muzyka koi ludzkie żale. Przy kieliszku wypełnionym po brzegi złotawym napojem łatwiej jest zapomnieć o zdradzonej, utraconej na zawsze miłości. Nawet, gdy to tylko lekarstwo na niedługi czas. Rozdartego serca nie uleczy żaden alkohol.

Oto kilka wybranych fragmentów tekstów znanych artystów – mariachi:

  • Jeżeli będę żył sto lat, sto lat będę myślał o tobie (Pedro Infante)

  • Miłość jest udręką, męczarnią tak boską, że kradnie po trochu naszą duszę, życie oraz serce (Pedro Infante)

  • Ileż świateł zostawiłaś zapalonych, jak je teraz zdołam ugasić? (Jose Alfredo Jimenez)

  • Śpiewam, żeby żyć, żyję aby śpiewać (Vicente Fernandez)

  • Ludzie, którzy potrafią płakać, oczyszczają wewnątrz swoją duszę (Vicente Fernandez)

  • Trzymam się twojej miłości i chociaż jej nie posiadam, nie potrafię ciebie zapomnieć (Vicente Fernandez)

  • I po co mi grobowiec, skoro już mnie pogrzebałaś za życia? (Vicente Fernandez)

Kulturka

Swoje sentymentalne, nostalgiczne nuty, mariachi łączą z elementami poczucia własnej tożsamości narodowej i nacjonalizmu meksykańskiego, który jest przejawem orgullo mexicano (meksykańskiej dumy). Wpisują się w niematerialne dziedzictwo kulturowe UNESCO, i nawet od roku 2004, 21 stycznia obchodzą swoje doroczne święto: Dia Internacional del Mariachi. W orzeczeniu Unesco z 2011 r. znajdziemy krótkie uzasadnienie wpisania grup mariachi w światowe dziedzictwo kultury: „Tradycyjna muzyka jest fundamentalną częścią kultury meksykańskiej poprzez którą przekazywane są wartości, dziedzictwo, historia oraz różne języki indiańskie”.

To wszystko złożyło się na to, że mariachi i ich muzyka stanowią najbardziej reprezentatywną formę muzyczną Meksyku. Grupy muzyków rozsiane są po całym kraju, jednak niewątpliwą stolicą pozostaje Guadalajara i Jalisco a także rejony centralne. Popularni są w stanach Colima, Michoacán czy Zacatecas,

W stolicy miejsce, gdzie praktycznie zawsze można spotkać mariachi jest plac Garibaldiego (Plaza Garibaldi). Wokół placu znajduje się sporo restauracji, gdzie obowiązkowo trzeba posłuchać ich muzyki. Można również ich wynająć na okolicznościowe imprezy, które uprzyjemnią profesjonalnie zagraną muzyką.

Modnisie

Mariachi można poznać nie tylko po tym, że dźwigają swoje instrumenty, ale także po ubiorze. To dawny, tradycyjny ubiór meksykańskich chłopów (a dokładniej charro), ale wszelkie zdobienia w nim, a jest ich niemało, zapożyczone zostały od Hiszpanów, np. srebrne guziki i ozdoby. Stroje szyte są na miarę i doskonale dopasowane osobno do każdego członka zespołu. Pod szyją każdego muzyka nie może zabraknąć szerokiej, ozdobnej kokardy, która jest rodzajem krawata, który jest różnie nazywany: corbata charra, lazo Mariachi lub moño charro. Dźwięki należy także „dowyglądać”; dopełnić swoim schludnym, eleganckim ubiorem. Nie ma lipy! Zdobione sombrera, czyli kapelusze z bardzo dużymi rondami stały się znakiem rozpoznawczym nie tylko muzyków, ale też meksykańskiej kultury. Żywym symbolem tego, co od pierwszego spojrzenia kojarzy się z Meksykiem.

Ich obecność i rolę doceniał np. Porfirio Diaz, który przy ich muzyce obchodził święta: swoje urodziny oraz uroczystość dla uhonorowania sekretarza amerykańskiego Elihu Root (1905 i 1907). muzykę mariachi docenił także Lázaro Cárdenas ówczesny kandydat na stanowisko prezydenta Meksyku, aby zespół Mariachi Vargas de Tecalitlán (założony w 1898 r. przez Gaspara Vargas) uczestniczył w jego kampanii elektoralnej na to stanowisko.

Sursum cithara!

Mariachi dbają o swój wizerunek. Nie ma wśród nich przypadkowych grajków, którzy wydawali by fałszywe tony. Niegdyś przynależność do zespołu mariachi była zaszczytem i nobilitacją, nie tylko w środowisku muzycznym. Zarówno z nimi, jak i z ich muzyką, spotykałem i spotykam się bardzo często. Grają podczas ślubnych ceremonii, tradycyjnych tutaj „piętnastek” dziewczynek (swoiste oficjalne wprowadzenie kończącej 15 lat dziewczyny w dorosłość, które dokonuje się podczas Mszy św.), występują podczas manifestacji patriotycznych, dają koncerty... W miejscach często odwiedzanych przez turystów dorabiają graniem w restauracjach. Bywa (kiedyś częściej, dzisiaj... zdarza się) zapraszani przez zakochanych chłopców, żeby zagrali jakąś romantyczną serenadę pod balkonem czy oknem jego wybranki. Czasami rodzina zaprasza zespół, żeby akompaniował ceremonii pogrzebowej, chociaż nie jest to regułą. Zakres więc wykonywanych usług jest spory. Dla znanych muzyków czy zespołów to źródło utrzymania, dla innych – dodatkowego zarobku do innej wykonywanej pracy.

Muzyków potyczki

Rok temu na jednym z placów miasta Toluca dwie grupy mariachi stoczyły ze sobą bójkę, która uwieczniona została przez jednego ze świadków zdarzenia. Poszło prawdopodobnie o miejsce. Popularny, uczęszczany plac jest nie lada kąskiem. Dwie grupy, w białych koszulach oraz druga w czarnych strojach, zaczęły się okładać pięściami. Surrealistyczna, ale całkiem prawdziwa sytuacja. Kultura, szarmanckość oraz wszelkie maniery poszły w las. Wiadomo, że często gdy pojawia się kwestia finansowa, one zanikają. Musiała interweniować policja. W całym zdarzeniu widać miłość do muzyki, bowiem nikt nie użył np. gitary, żeby ją widowiskowo roztrzaskać na głowie przeciwnika. Widać też grupową solidarność: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!”. A dla turystów płynie z tego pewna nauka: uważajcie, żeby łagodni z natury mariachi nie zmienili się w stado groźnych wilków! Dawajcie sute napiwki, a będziecie na pewno bezpieczni. Więcej... słodkie dźwięki wydobywane przez muzyków mariachi pewnością uprzyjemnią wam posiłek, a zamówiony przez mężczyznę utwór zmiękczy nawet najtwardsze serce ukochanej kobiety.



24/01/2023

Lalka z porcelany

Buenos dias!

Ceramika wytwarzana była od samego początku istnienia cywilizacji, znana była już w epoce paleolitycznej.

Prawdopodobnie jej początków należy szukać we wschodniej Azji, skąd przeniosła się do Azji Mniejszej, a następnie na cały basen Morza Śródziemnego. To wytwór właściwy człowiekowi, który niejako charakteryzuje jego zdolności twórcze do konstruowania przedmiotów praktycznych, ale także związanych ze sztuką, a więc i z estetyką. Wielkie wazy greckie, naczynia epoki Etrusków, ceramika rzymska... Termin „ceramika” wywodzi się zresztą z jęz. greckiego, gdzie κεραμικός (keramikos) pochodził od słowa κέραμος (keramos), który znaczył tyle, co glina; ziemia.

A w Meksyku...

Wyroby ceramiczne były znane w Meksyku już w epoce przedkolumbijskiej. Kiedy przybyli hiszpańscy konkwistadorzy, wraz ze swoimi europejskimi metodami wytwarzania ceramiki, rdzenna sztuka Indian zaczęła mieszać się ze sztuką przybyszów. Jej popularność wzrosła do tego stopnia, że zaczęły powstawać ceramiczne naczynia kuchenne czy łazienkowe. Pojawiać się zaczęły na dużą skalę np. ceramiczne płytki ozdobne, które produkowane są do dziś dnia.

Co charakteryzuje meksykańską ceramikę? Myślę, że zasadniczym elementem sztuki meksykańskiej jest nieograniczona fantazja twórcza tworzących ją artystów, wypełniona mnóstwem kolorów i kształtów. Czasem niezwykle zaskakujące zestawienia kolorystyczne wywołują u odbiorcy niesamowite wrażenie. Nie pozostawiają wątpliwości, że mamy do czynienia ze sztuką pochodzącą z ziemi meksykańskiej. Wprawne oko kogoś, kto odwiedzał różne rejony kraju potrafi nawet dostrzec pewne cechy charakterystyczne dla danego obszaru kulturowego Meksyku. A jest ich sporo, bo plemion Indian było mnóstwo i każde wypracowało pewne właściwe sobie elementy estetyczne, także w obrębie sztuki wytwarzania i ozdabiania wyrobów ceramicznych.

Uwaga na porcelanę!

Chociaż wyroby ceramiczne wytwarzane są przeważnie z gliny, która nie jest szkodliwa dla zdrowia, to pewnym mankamentem jest fakt, że koloruje się je, maluje na nich fantastyczne, piękne wzory farbami zwanymi popularnie gretas. A one posiadają w swoim składzie ołów, który jest szkodliwy dla zdrowia. Niewielkie ilości ołowiu mogą przedostawać się z takich malowanych naczyń do pokarmu, który w nich się znajduje, zwłaszcza kiedy przechowywany jest w nich przez dłuższy czas. Albo, gdy takie naczynie napełnia się kwaśnymi pokarmami lub produktami, np. pomidorami, cytryną, pomarańczą czy cebulą. Badania wykazały, że 15% populacji Meksyku posiada we krwi nieproporcjonalne stężenie ołowiu we krwi (+5 mcg⁄) dL). Lepiej więc zakupione w Meksyku, barwne naczynia traktować jako ozdobne eksponaty; turystyczne pamiątki niż kuchenne przedmioty użytkowe.

Niech się święci 3 Maja!

Kroczę w cieple słonecznego przedpołudnia do sąsiedniej kolonii w mieście Cuernavaca, nazwanej imieniem słynnego obrońcy meksykańskich rolników, rewolucjonisty, kolegi Pancho Villa, Emiliano Zapata. Jednak wszyscy nazywają ten teren od nazwy dość długiej ulicy tam prowadzącej – 3 de Mayo. Trzeci maja, rodzaj meksykańskiej majówki, związany jest z kilkoma okazjami. Jest to fiesta religijna, święto Świętego Krzyża (Dia de la Santa Cruz), ale także jest to święto robotników (Dia del Albanil). Posiada więc pewną konotację związaną z popularnym tutaj niegdyś, a dzisiaj przez wielu jeszcze hołubionym, socjalizmem. Na tym tle wyrosła zresztą tzw. teologia wyzwolenia (teologia de la liberacion). Ciekawe, że święto 3-go Maja obchodzone jest w wielu innych krajach Ameryki Łacińskiej, takich jak Chile, Ekwador, El Salwador, Gwatemala, Paragwaj, Trynidad i Tobago, Argentyna, Kolumbia i Wenezuela. Ale także... w Hiszpanii.

W Meksyku święto to ma potwierdzić fakt, iż posiada on korzenie chrześcijańskie. Nawiązuje więc do pierwszych lat rozpoczętego w XVI w. na ziemiach meksykańskich procesu ewangelizacji. Oficjalnie związany jest z przybyciem hiszpańskich konkwistadorów: Francisco Hernandeza de Cordoba, Juana Grijalva i Hernana Cortesa. Bezpośredni impuls działań ewangelizacyjnych związany jest z osobą franciszkanina Pedro de Gante.

Jednakże, jak zresztą w wielu innych aspektach społeczno-kulturowych oraz religijnych na terenie Meksyku, i w tym majowym święcie można dopatrywać się rysu synkretyzmu. Początek miesiąca maja rozpoczynał ważny czas życia dawnych kultur rolniczych. Był nim okres deszczowy. Plemiona z niepokojem oczekiwały zbawiennego deszczu, który gwarantował dorodne plony, zapewniał płodność ziemi. Był dla nich gwarantem przeżycia. Dlatego w tym czasie nasilały się liczne błagania skierowane do bogów z prośbą o życiodajny deszcz. Ten okres naznaczony był również nasileniem się kultu ofiarniczego.

Dla robotników, zwłaszcza murarzy, krzyż stał się patronującym im symbolem, który ma ich ochraniać przed wypadkami podczas pracy. Po zakończeniu konstrukcji domu niejednokrotnie budowlańcy umieszczają na szczycie domu ozdobiony kwiatami krzyż.

Nie majowy spacer w porcelanowym labiryncie

Przemierzam wypełnione ludźmi ulice kolonii. Wśród nich nie ma turystów. Przynajmniej dzisiaj. Nie czas, nie sezon. Chociaż gorąco, jest przecież dopiero końcówka stycznia! Dzieci wracają ze szkół. Można je rozpoznać po schludnych, ujednoliconych, szkolnych mundurkach. W przerwie pracy spoceni robotnicy siadają na koślawych często krzesłach w przyulicznych jadłodajniach na wolnym powietrzu. Żeby zjeść kilka tacos albo gorditas. Ulica tętni życiem, posiada swój dynamiczny rytm. Gdzieniegdzie słychać handlarzy czy kucharzy, głośno zachęcających do skorzystania z ich usług. Konkurencja jest spora, ale przecież każdy ma swoich stałych klientów.

Najwięcej jednak jest tutaj sklepów oferujących wyroby ceramiczne: figury i figurki, talerze, kubki, wazy... Mam wrażenie, że można tutaj kupić wszystko, czego się poszukuje. Jedyny, obowiązkowy warunek: że będzie to ceramika! Chociaż i ona posiada różne oblicza. Czasami są to wyroby z surowej, wypalanej gliny, a czasami połyskujące w słońcu, pokryte błyszczącym, bezbarwnym szkliwem wazony czy wazy. I te kolory! Czuję się, jakbym się nagle znalazł w jakimś magicznym, bajkowym świecie! W labiryncie wymyślnych kształtów i barw łatwo się zagubić. Zanurzyć myśli bez reszty w tym fascynującym zakątku nierzeczywistej rzeczywistości. Czasami warto wkroczyć w taki świat. Nie tyle, żeby uciekać przed codziennością, co pozwolić przemienić swoje oczy, żeby potrafiły dostrzegać ukryte, pozornie nieobecne barwy świata.

Wśród kolorów jest też czerń

W ostatnim z dziesiątek odwiedzonych przeze mnie sklepików i straganów młoda dziewczyna w skupieniu szczelnie owija w czarnobiałe stronice gazet talerze i niewielkie, białe doniczki.

  • Nie mamy już wiele rzeczy w sklepie... - informuje, uśmiechając się pogodnie.

  • Nie szkodzi. Tak tylko patrzę, z ciekawości. Ale... to znaczy, że zamykacie interes? Dzisiaj tylko, czy na zawsze?

  • Tak, zamykamy ostatecznie. Ale mamy jeszcze dwa sklepy w stolicy.

  • A jaki powód? Pandemia, czy może inny?

  • Nie wiem. Ja tylko tutaj pracuję – i znowu ten uśmiech, szczery i pełen pokoju. Wiem, że bywa, iż niektórzy przyuczani są, czy nawet przymuszani, żeby się uśmiechać do klientów. Wtedy handel lepiej idzie. Ale nie w Meksyku. A nawet jeśli, to bardzo rzadko. Tutaj po prostu ludzie są z natury mili i serdeczni.

  • Może zbyt duża konkurencja?... Bo chyba obszedłem ze sto podobnych sklepów!

  • To całkiem możliwe. Ta dzielnica słynie z ceramiki. Prawa rynku takie jednak są, że przetrwają najsilniejsi.

  • Zupełnie, jak w świecie zwierząt... - pomyślałem. Instynkt przetrwania połączony z brutalnymi metodami walki o swoje. Mechanizmy egoizmu tworzące sytuacje konfrontacji i walki. A potem satysfakcja ze zwycięskiej bitwy. Wynikiem tego wszystkiego są zawsze ofiary. Czasami, a może więcej niż czasami, niewinne. Jak ta dziewczyna... Nie spytałem, czy ją zwolnią z pracy z powodu zamknięcia sklepu. Nie chciałem przyćmić jej uśmiechu. Nieostrożnie strącić go z jej ust jak kruchy, porcelanowy wazon, który spadając rozsypałby się na tysiąc malutkich kawałków.

NIECO FOTEK Z TEJ WYPRAWY...

 



...I KRÓTKI FILM O TYM KOLOROWYM MIEJSCU





Lila: Indianka, która stała się muzyką

  Buenos dias! Spośród licznych artystek meksykańskich od samego początku, kiedy usłyszałem jej aranżacje znanych mi skądinąd utworów zako...