Buenos
dias!
Ceramika
wytwarzana była od samego początku istnienia cywilizacji, znana
była już w epoce paleolitycznej.
Prawdopodobnie
jej początków należy szukać we wschodniej Azji, skąd przeniosła
się do Azji Mniejszej, a następnie na cały basen Morza
Śródziemnego. To wytwór właściwy człowiekowi, który niejako
charakteryzuje jego zdolności twórcze do konstruowania przedmiotów
praktycznych, ale także związanych ze sztuką, a więc i z
estetyką. Wielkie wazy greckie, naczynia epoki Etrusków, ceramika
rzymska... Termin „ceramika” wywodzi się zresztą z jęz.
greckiego, gdzie κεραμικός (keramikos)
pochodził od słowa κέραμος (keramos),
który znaczył tyle, co glina; ziemia.
A
w Meksyku...
Wyroby
ceramiczne były znane w Meksyku już w epoce przedkolumbijskiej.
Kiedy przybyli hiszpańscy konkwistadorzy, wraz ze swoimi
europejskimi metodami wytwarzania ceramiki, rdzenna sztuka Indian
zaczęła mieszać się ze sztuką przybyszów. Jej popularność
wzrosła do tego stopnia, że zaczęły powstawać ceramiczne
naczynia kuchenne czy łazienkowe. Pojawiać się zaczęły na dużą
skalę np. ceramiczne płytki ozdobne, które produkowane są do dziś
dnia.
Co
charakteryzuje meksykańską ceramikę? Myślę, że zasadniczym
elementem sztuki meksykańskiej jest nieograniczona fantazja twórcza
tworzących ją artystów, wypełniona mnóstwem kolorów i
kształtów. Czasem niezwykle zaskakujące zestawienia kolorystyczne
wywołują u odbiorcy niesamowite wrażenie. Nie pozostawiają
wątpliwości, że mamy do czynienia ze sztuką pochodzącą z ziemi
meksykańskiej. Wprawne oko kogoś, kto odwiedzał różne rejony
kraju potrafi nawet dostrzec pewne cechy charakterystyczne dla danego
obszaru kulturowego Meksyku. A jest ich sporo, bo plemion Indian było
mnóstwo i każde wypracowało pewne właściwe sobie elementy
estetyczne, także w obrębie sztuki wytwarzania i ozdabiania wyrobów
ceramicznych.
Uwaga
na porcelanę!
Chociaż
wyroby ceramiczne wytwarzane są przeważnie z gliny, która nie jest
szkodliwa dla zdrowia, to pewnym mankamentem jest fakt, że koloruje
się je, maluje na nich fantastyczne, piękne wzory farbami zwanymi
popularnie gretas.
A one posiadają w swoim składzie ołów, który jest szkodliwy dla
zdrowia. Niewielkie ilości ołowiu mogą przedostawać się z takich
malowanych naczyń do pokarmu, który w nich się znajduje, zwłaszcza
kiedy przechowywany jest w nich przez dłuższy czas. Albo, gdy takie
naczynie napełnia się kwaśnymi pokarmami lub produktami, np.
pomidorami, cytryną, pomarańczą czy cebulą. Badania wykazały, że
15% populacji Meksyku posiada we krwi nieproporcjonalne
stężenie ołowiu we krwi (+5
mcg⁄) dL). Lepiej więc zakupione w Meksyku, barwne naczynia
traktować jako ozdobne eksponaty; turystyczne pamiątki niż
kuchenne przedmioty użytkowe.
Niech
się święci 3 Maja!
Kroczę
w cieple słonecznego przedpołudnia do sąsiedniej kolonii w mieście
Cuernavaca, nazwanej imieniem słynnego obrońcy meksykańskich
rolników, rewolucjonisty, kolegi Pancho Villa, Emiliano Zapata.
Jednak wszyscy nazywają ten teren od nazwy dość długiej ulicy tam
prowadzącej – 3
de Mayo.
Trzeci maja, rodzaj meksykańskiej majówki, związany jest z kilkoma
okazjami. Jest to fiesta
religijna, święto Świętego Krzyża (Dia
de la Santa Cruz),
ale także jest to święto robotników (Dia
del Albanil).
Posiada więc pewną konotację związaną z popularnym tutaj
niegdyś, a dzisiaj przez wielu jeszcze hołubionym, socjalizmem. Na
tym tle wyrosła zresztą tzw. teologia wyzwolenia (teologia
de la liberacion).
Ciekawe, że święto 3-go Maja obchodzone jest w wielu innych
krajach Ameryki Łacińskiej, takich jak Chile, Ekwador, El Salwador,
Gwatemala, Paragwaj, Trynidad i Tobago, Argentyna, Kolumbia i
Wenezuela. Ale także... w Hiszpanii.

W
Meksyku święto to ma potwierdzić fakt, iż posiada on korzenie
chrześcijańskie. Nawiązuje więc do pierwszych lat rozpoczętego w
XVI w. na ziemiach meksykańskich procesu ewangelizacji. Oficjalnie
związany jest z przybyciem hiszpańskich konkwistadorów: Francisco
Hernandeza de Cordoba, Juana Grijalva i Hernana Cortesa. Bezpośredni
impuls działań ewangelizacyjnych związany jest z osobą
franciszkanina Pedro de Gante.
Jednakże,
jak zresztą w wielu innych aspektach społeczno-kulturowych oraz
religijnych na terenie Meksyku, i w tym majowym święcie można
dopatrywać się rysu synkretyzmu. Początek miesiąca maja
rozpoczynał ważny czas życia dawnych kultur rolniczych. Był nim
okres deszczowy. Plemiona z niepokojem oczekiwały zbawiennego
deszczu, który gwarantował dorodne plony, zapewniał płodność
ziemi. Był dla nich gwarantem przeżycia. Dlatego w tym czasie
nasilały się liczne błagania skierowane do bogów z prośbą o
życiodajny deszcz. Ten okres naznaczony był również nasileniem
się kultu ofiarniczego.
Dla
robotników, zwłaszcza murarzy, krzyż stał się patronującym im
symbolem, który ma ich ochraniać przed wypadkami podczas pracy. Po
zakończeniu konstrukcji domu niejednokrotnie budowlańcy umieszczają
na szczycie domu ozdobiony kwiatami krzyż.
Nie
majowy spacer w porcelanowym labiryncie
Przemierzam
wypełnione ludźmi ulice kolonii. Wśród nich nie ma turystów.
Przynajmniej dzisiaj. Nie czas, nie sezon. Chociaż gorąco, jest
przecież dopiero końcówka stycznia! Dzieci wracają ze szkół.
Można je rozpoznać po schludnych, ujednoliconych, szkolnych
mundurkach. W przerwie pracy spoceni robotnicy siadają na koślawych
często krzesłach w przyulicznych jadłodajniach na wolnym
powietrzu. Żeby zjeść kilka tacos albo gorditas. Ulica tętni
życiem, posiada swój dynamiczny rytm. Gdzieniegdzie słychać
handlarzy czy kucharzy, głośno zachęcających do skorzystania z
ich usług. Konkurencja jest spora, ale przecież każdy ma swoich
stałych klientów.
Najwięcej
jednak jest tutaj sklepów oferujących wyroby ceramiczne: figury i
figurki, talerze, kubki, wazy... Mam wrażenie, że można tutaj
kupić wszystko, czego się poszukuje. Jedyny, obowiązkowy warunek:
że będzie to ceramika! Chociaż i ona posiada różne oblicza.
Czasami są to wyroby z surowej, wypalanej gliny, a czasami
połyskujące w słońcu, pokryte błyszczącym, bezbarwnym szkliwem
wazony czy wazy. I te kolory! Czuję się, jakbym się nagle znalazł
w jakimś magicznym, bajkowym świecie! W labiryncie wymyślnych
kształtów i barw łatwo się zagubić. Zanurzyć myśli bez reszty
w tym fascynującym zakątku nierzeczywistej rzeczywistości. Czasami
warto wkroczyć w taki świat. Nie tyle, żeby uciekać przed
codziennością, co pozwolić przemienić swoje oczy, żeby potrafiły
dostrzegać ukryte, pozornie nieobecne barwy świata.
Wśród
kolorów jest też czerń
W ostatnim z dziesiątek odwiedzonych przeze mnie sklepików i
straganów młoda dziewczyna w skupieniu szczelnie owija w
czarnobiałe stronice gazet talerze i niewielkie, białe doniczki.
Nie
mamy już wiele rzeczy w sklepie... - informuje, uśmiechając się
pogodnie.
Nie
szkodzi. Tak tylko patrzę, z ciekawości. Ale... to znaczy, że
zamykacie interes? Dzisiaj tylko, czy na zawsze?
Tak,
zamykamy ostatecznie. Ale mamy jeszcze dwa sklepy w stolicy.
A
jaki powód? Pandemia, czy może inny?
Nie
wiem. Ja tylko tutaj pracuję – i znowu ten uśmiech, szczery i
pełen pokoju. Wiem, że bywa, iż niektórzy przyuczani są, czy
nawet przymuszani, żeby się uśmiechać do klientów. Wtedy handel
lepiej idzie. Ale nie w Meksyku. A nawet jeśli, to bardzo rzadko.
Tutaj po prostu ludzie są z natury mili i serdeczni.
Może
zbyt duża konkurencja?... Bo chyba obszedłem ze sto podobnych
sklepów!
To
całkiem możliwe. Ta dzielnica słynie z ceramiki. Prawa rynku
takie jednak są, że przetrwają najsilniejsi.
Zupełnie,
jak w świecie zwierząt... - pomyślałem. Instynkt przetrwania
połączony z brutalnymi metodami walki o swoje. Mechanizmy egoizmu
tworzące sytuacje konfrontacji i walki. A potem satysfakcja ze
zwycięskiej bitwy. Wynikiem tego wszystkiego są zawsze ofiary.
Czasami, a może więcej niż czasami, niewinne. Jak ta
dziewczyna... Nie spytałem, czy ją zwolnią z pracy z powodu
zamknięcia sklepu. Nie chciałem przyćmić jej uśmiechu.
Nieostrożnie strącić go z jej ust jak kruchy, porcelanowy wazon,
który spadając rozsypałby się na tysiąc malutkich kawałków.
NIECO FOTEK Z TEJ WYPRAWY...



...I KRÓTKI FILM O TYM KOLOROWYM MIEJSCU